Kolejorz wraca z Lizbony bez punktów! Mecz Benfica Lizbona – Lech Poznań [PODSUMOWANIE]

 Po pierwszej części gry zastanawiałem się, gdzie jest Lech Poznań, bo trudno go było znaleźć na boisku. Zwłaszcza prawa strona przeciekała przy kolejnych próbach Benfiki. Drugie 45 minut pokazało nam jednak inne oblicze gości oraz gospodarzy. Ci pierwsi zagrali odważniej i ograniczyli liczbę strat. Z kolei ci drudzy zwolnili tempo i wyczekiwali na swoje okazje. Zadali dwa skuteczne ciosy i wygrali dzisiejsze spotkanie.

 

 

Poznaniacy bez argumentów

Kolejorz nie byłby sobą, gdyby nie stracił bramki w pierwszych dziesięciu minutach meczu w Lidze Europy. W 3. minucie po strzale Durana Lechici jeszcze mieli czyste konto. Trzy minuty później natomiast sytuacja się zmieniła.

Agnero stracił piłkę w okolicy koła środkowego. Futbolówka trafiła do niekrytego po lewej stronie Schjelderupa. Norweg zagrał w pole karne. Próbował interweniować Mateusz Lis, ale nie udało mu się zażegnać niebezpieczeństwa. Do piłki dopadł Rafa Silva i otworzył wynik spotkania.

Kluczowe w tym spotkaniu było to, żeby nie stracić bramki na początku spotkania. Niestety, tak jak w konfrontacjach z Crystal Palace oraz Sunderlandem, się nie udało. Wówczas Kolejorz przegrywał odpowiednio od 10. i 2. minuty meczu.

W aspekcie rozgrywania piłki Poznaniacy również prezentowali się bardzo źle. W zespole pojawiało się dużo niedokładności i łatwych strat. Benfica natomiast miała dużą swobodę w rozgrywaniu piłki. Umiała dynamizować akcje i co jakiś czas sprawiała problemy defensywie gości. Zwłaszcza po prawej stronie zespołu Lecha, na której grał Joel Pereira z Patrikiem Walemarkiem.

Niestety, Lechici raz za razem przegrywali pojedynki, zwłaszcza ze wspomnianym wcześniej Schjelderupem. Kontrataki polskiego zespołu zazwyczaj kończyły się w okolicach linii środkowej, ponieważ Benfica dość szybko organizowała się w defensywie i przewidywała następne zagrania.

W 26. minucie pierwszy i ostatni strzał w pierwszej połowie dla Lecha oddał Pablo Rodriguez. Uderzenie Hiszpana obronił jednak golkiper gospodarzy. Poznaniacy często ratowali się dalekimi wybiciami.

Około 40. minuty trochę dłużej pobyli na połowie Benfiki. Jednakże to Portugalczycy mieli okazję do strzelenia bramki. Schjelderup znalazł się w kapitalnej sytuacji. Jego uderzenie zablokował natomiast Yegbe. Następnie piłka trafiła w poprzeczkę i została przechwycona przez Mateusza Lisa.

 

 

Zgaszony promyk nadziei

Od początku drugiej połowy Czerwoni próbowali przycisnąć, aczkolwiek potem Lechici zaczęli grać trochę odważniej. W 55. minucie Banjaqui oddał strzał, obroniony przez Lisa. W 63. minucie po błędzie w defensywie, odbiorze Palmy i dośrodkowaniu Rodrigueza swoją najlepszą szansę w tym spotkaniu miał Lech.

Benfica zaczęła grać nieco gorzej, a mecz się otworzył. Mimo to zdołała podwyższyć prowadzenie na 2:0. Po indywidualnej akcji wprowadzony na boisko z ławki Prestianni wykończył sytuację.

Dużym minusem były także dośrodkowania Kolejorza, ponieważ jakość większości zagrań była wątpliwa. Nieoczekiwanie Bengtsson strzelił bramkę kontaktową. Barrenechea próbował zagrać do jednego z partnerów, ale jego podanie było zbyt lekkie, Szwed dopadł do piłki i mocnym uderzeniem wpakował ją do siatki.

Wydawać się mogło, że goście mogą postraszyć faworyta. Portugalczycy postanowili zrezygnować z rozgrywania piłki i po prostu czekali na błąd przeciwnika, co mogło się zemścić. Inną znaczącą różnicą jest fakt, że Lech w drugiej części spotkania dalekie wybicia zastąpił wychodzeniem spod pressingu.

Końcówka meczu nie przyniosła niestety zbyt wielu emocji. Widoczna była olbrzymia różnica jakości pomiędzy obiema drużynami i wynik pozostał niezagrożony. Bliżej zdobycia bramki była Benfica i w konsekwencji do tego doprowadziła.

Ponownie szybki kontratak, podanie prostopadłe i trafienie Sudakova w 90. minucie meczu. Ukrainiec precyzyjnie uderzył, ustalając wynik spotkania.

Jakub Kamiński nie zameldował się na placu gry, a jego zespół wraca na pozycję lidera w Lidze Europy. Mistrz Polski natomiast wciąż z jednym punktem zajmuje przedostatnią pozycję w tabeli.

 

 

Fot: AI

 

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze