Choć runda wiosenna już się rozpoczęła, to jeszcze raz musimy cofnąć się w czasie o parę miesięcy. Nadszedł więc w końcu czas na zaległe spotkanie Lecha Poznań z Piastem Gliwice.
Gdy zima szaleje w całej Polsce, tylko można wyobrazić sobie długi, letni wieczór przy suchym i ciepłym powietrzu. To w takiej atmosferze pierwotnie spotkanie miało się odbyć, jednak występy Lecha Poznań w Europie pokrzyżowały plany. Obecna pogoda idealnie jednak oddaje sytuację obu drużyn.
Piast Gliwice ze światełkiem w tunelu
Choć dzisiaj na Śląsku temperatura dalej panuje poniżej zera, to w kolejnych dniach ma przyjść odwilż. Ta sama odwilż wydaje się, że przyszła w szeregach Piasta Gliwice. Klub wyszedł ze strefy spadkowej i nie zmieniła tego nawet derbowa porażka z Górnikiem Zabrze. Starcie z Lechem Poznań jest szansą na odskoczenie reszcie stawki. Coraz bardziej bowiem widać w grze „Piastunek” rękę trenera Daniela Myśliwca. O ile za kadencji Maxa Moldera pomysłem drużyny było jedynie ciągłe utrzymywanie się przy piłce, tak teraz jest zdecydowanie więcej konkretów.
Na lidera drużyny może po niezbyt udanej jesieni wyrosnąć Quentin Boisgard. Francuz niewątpliwie umiejętności ku temu ma, a prezentował je w przeszłości chociażby na boiskach Ligue 1. Daniel Myśliwiec ustawił pomocnika nieco wyżej niż wcześniej i wydaje się, że może być to strzał w dziesiątkę. Mimo sobotniej porażki to właśnie występ 28-latka był jednym z głównych pozytywów Piasta Gliwice. Jeśli Adrian Dalmau odnalazłby formę z czasów gry dla Korony Kielce, to przy będącym na fali wznoszącej Leonardo Sance ofensywa obecnie 15. drużyny ligi może stać się naprawdę groźna.
Mimo jedynie 21 straconych goli w sezonie wątpliwości budzi postawa poszczególnych piłkarzy w obronie. W końcu atutem Piasta Gliwice przez lata była właśnie gra defensywna. Zarówno Jakub Lewicki, jak i Ema Twumasi prezentują się znacząco poniżej oczekiwań, co widoczne było przy akcjach bramkowych Górnika Zabrze. Pojawia się też coraz więcej zastrzeżeń co do gry Jakuba Czerwińskiego, który także wygląda o wiele słabiej niż jeszcze przed rokiem. Błędy w obronie maskuje nieco Frantisek Plach, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Jego dobra forma może być sporym atutem w starciu z „Kolejorzem”, choć trzeba mieć też na uwadze niefortunne odbicie piłki przez Słowaka przy pierwszej bramce Zabrzan.
"Tu jest Piast mój, klub jedyny!" 🏠🔵🔴
🏆 – 4. kolejka @_Ekstraklasa_
🆚- Lech Poznań
🕒 – 20:30
📍 – #Okrzei20
📺 – @CANALPLUS_SPORT
📲 – #PIALPO
🎯 – TRZY PUNKTY pic.twitter.com/xUkynO9GzD— Piast Gliwice (@PiastGliwiceSA) February 3, 2026
Nowy rok, stary Lech Poznań
Jesień ubiegłego roku była słodko-gorzka dla drużyny Nielsa Frederiksena. Choć w pamięci kibiców pozostanie kilka kompromitujących starć, to na wiosnę wciąż pozostali w grze we wszystkich rozgrywkach. Okres przygotowawczy miał być jednak czasem na wypracowanie nowego schematu w defensywie, która tak wiele razy zawodziła. Po meczu z Lechią Gdańsk śmiało można stwierdzić, że tak się nie stało. „Kolejorz” w lidze stracił już 29 goli, co jest wynikiem gorszym od takich ekip jak GKS Katowice, Legia Warszawa czy oczywiście dzisiejszy rywal – Piast Gliwice.
Jedynym defensorem, do którego obecnie nie ma zastrzeżeń, pozostaje Wojciech Mońka. Mateusz Skrzypczak jest cieniem samego siebie sprzed roku. Antonio Miliciowi natomiast coraz częściej zdarzają się błędy prowadzące do utraty gola, jak chociażby trafienie samobójcze w starciu z Lechią Gdańsk. Joel Pereira, Robert Gumny czy Michał Gurgul w zabezpieczeniu tyłów także szczególnie nie pomagają. Niepokojące jest to, że ten problem towarzyszy mistrzom Polski już od dłuższego czasu. Pomysłu na jego rozwiązanie u duńskiego szkoleniowca jednak nie widać.
Oczywiście nie sama defensywa zaważyła na sobotniej porażce Lecha Poznań. W końcu ten mecz spokojnie mógł się skończyć jak poprzednie starcie tych ekip, w którym „Kolejorz” wygrał 4:3, mimo fatalnej gry obronnej. Pytanie jednak, czy do gry w ataku faktycznie jest sens poświęcać więcej czasu. Tutaj przy klasie i serwisie Aliego Gholizadeha ofensywa raczej nie powinna ucierpieć. Także historia nie przyzwyczaiła nas do dłuższej serii bez gola Mikaela Ishaka. Minione spotkanie można bardziej traktować jako wypadek przy pracy, jeśli chodzi o skuteczność, czego nie można oczywiście powiedzieć o grze defensywnej.
Piast Gliwice czy Lech Poznań? Jaki werdykt?
Zważywszy na postawę obu ekip w ostatnim czasie, zbliżający się mecz może przynieść każdy rezultat. Faworytem wciąż pozostaje Lech Poznań, który może zbliżyć się do liderującej Wisły Płock na odległość czterech punktów.
W ostatnim meczu tych dwóch ekip także wygrywali poznaniacy. W grudniu, choć Piast Gliwice nie zaprezentował się najgorzej, nie dał rady „Kolejorzowi” i odpadł z Pucharu Polski, ulegając 0:2. Tam defensywa Lecha Poznań, o dziwo, uniknęła większych błędów, zachowując czyste konto. A czy wiersz Wisławy Szymborskiej „Nic dwa razy” odnosił się także do defensywy mistrzów Polski, przekonamy się po ostatnim gwizdku arbitra Jarosława Przybyła.
Mateusz Konsewicz


