Lechia Gdańsk w ostatnim niedzielnym starciu tego sezonu PKO BP Ekstraklasy uległa Legij Warszawa 1:2. Wynik ten oznacza wiele emocji w ostatniej kolejce!
Lechia Gdańsk zaliczyła szóste spotkanie bez zwycięstwa. Mocno zwiększa to szanse na spadek drużyny, która nie jest już nawet zależna od samej siebie. Legia Warszawa natomiast przybliża się do europejskich pucharów, ale także musi oglądać się na przeciwników.
Ta sama Lechia Gdańsk
Po raz kolejny mieliśmy okazję obejrzeć „Biało-Zielonych”, którzy tworzą sobie sytuacje, nie wykorzystują ich, a ostatecznie popełniają błędy w obronie, decydujące o wyniku spotkania. John Carver na konferencji wspomniał, że może odnośnie defensywy powiedzieć to samo, co zawsze. Anglik dał do zrozumienia, że jest świadom tych samych błędów, dokładnie je analizuje wraz z zawodnikami, ale koniec końców, jak widać, rozwiązań brak. Być może zawodzą metody szkoleniowca. Sytuacji nie ułatwił jednak też drugi żólty ksrtonik dla Ivana Zhelizko w 87 minucie.
Kolejne nieudane spotkanie zaliczył też Alex Paulsen. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby oba zespoły zamieniły się golkiperami, to gospodarze mogliby dopisać sobie trzy punkty. Nowozelandczyk zaliczył nieudane wyjście przy straconej w doliczonym czasie gry bramce, a także mógł zachować się lepiej przy pierwszym golu. Nie jest to pierwszy taki wybryk 23-latka, który przed mundialem całkowicie zatracił pewność siebie.
Można szukać pozytywów w tym, że Lechia Gdańsk znowu stwarzała sobie sytuacje, że Camilo Mena zagrał bardzo dobre spotkanie, ale na koniec dnia Gdańszczanie znowu przegrywają. To nie jest też tak, że ten mecz był inny niż reszta — spotkania podopiecznych Johna Carvera zazwyczaj mają podobny przebieg. Wystarczy wrócić do listopadowego spotkania z Legią Warszawa, kiedy także po dobrym meczu stracili punkty za sprawą straty gola w samej końcówce. Czas leci, a rozwiązań sytuacji brak.
90' | Koniec meczu. Przegrywamy z Legią.#LGDLEG 1:2 pic.twitter.com/0264VrAQ5a
— Lechia Gdańsk (@LechiaGdanskSA) May 17, 2026
Legia Warszawa dalej w grze
„Wojskowi”, choć rozgrywają wyjątkowo słaby sezon, to na kolejkę przed końcem rundy wiosennej wciąż mają szanse na europejskie puchary. Jest to co prawda wynik wyjątkowo specyficznego sezonu Ekstraklasy, ale trzeba także docenić pracę Marka Papszuna. Szkoleniowiec przejmował w końcu drużynę będącą w strefie spadkowej.
W niedzielę Legia Warszawa wyszła pewna siebie. Względnie kontrolowała mecz i próbowała wyprowadzać kontrataki, a także wykorzystywać stałe fragmenty gry. Przy koncentracji w defensywie pewnym było, że przy grze obronnej rywali okazje na strzelenie bramki się nadarzą. Tak też się stało w 11. minucie, kiedy to Jean-Pierre Nsame, będąc zupełnie niepilnowanym, fantastycznie wykończył akcję. W 1. połowie goście nie dopuszczali rywali do groźnych sytuacji, dzięki czemu do szatni zeszli, będąc na jednobramkowym prowadzeniu.
Gdy po 15 minutach obie drużyny wróciły na boisko, obraz gry nieco się zmienił. „Wojskowi” zaczęli mieć problemy z wyprowadzaniem akcji, a i rywale częściej dochodzili do głosu. Górne piłki siały szczególny zamęt w polu karnym świetnie dysponowanego Otto Hindricha i po jednej z wrzutek Warszawiacy stracili bramkę. Marek Papszun znów miał jednak nosa, wybierając zmienników. Przed dwoma tygodniami zwycięstwo z Widzewem Łódź zapewnił wprowadzony na boisko Rafał Adamski, a tym razem zwycięstwo zapewnił Antonio Colak. Szkoleniowiec dodał na konferencji pomeczowej, że snajperowi musi służyć nadmorskie powietrze. To w końcu Chorwat wybudził ze snu stołeczny klub, kiedy to ustrzelił dublet podczas zimowego starcia w Gdyni.
Gorąco dziś było na Polsat Plus Arena. Lechia Gdańsk w 2. połowie przeważała, ale skończyło się jak zwykle. Colak upodobał sobie Trójmiasto. Być może to jego bramki zadecydują o spadku zarówno Arki, jak i Gdańszczan. #LGDLEG pic.twitter.com/QoC74gfqbN
— Mateusz Konsewicz (@MatiKonsewicz) May 17, 2026
Lechia Gdańsk i Legia Warszawa — ostatnia kolejka rozstrzygnie wszystko
„Być albo nie być; oto jest pytanie” — mogą pomyśleć kibice obu drużyn. W końcu losy obu klubów wciąż nie są przesądzone, a są zależne także od ich rywali. Lechia Gdańsk, aby utrzymać się w Ekstraklasie, musi rzecz jasna pokonać na wyjeździe Termalicę Nieciecza. Zwycięstwo w ostatniej kolejce da „Lechistom” utrzymanie, jeśli Arka Gdynia nie wygra swoich dwóch ostatnich spotkań. Tu znów kluczowy może okazać się Raków Częstochowa. „Medaliki” przysłużyły się Gdańszczanom już w tej serii spotkań, pokonując Piasta Gliwice. Jeśli do tego dołożą zwycięstwo z „Żółto-Niebieskimi”, to ich kumple, z którymi rozgrywają „mecze przyjaźni”, będą mieli u nich spory dług wdzięczności.
Legia Warszawa natomiast przez cały sezon walczyła, aby nie spaść z ligi, by na finiszu rozgrywek włączyć się do gry o europejskie puchary. By ten scenariusz jednak się ziścił, podopieczni Marka Papszuna muszą pokonać na własnym terenie Motor Lublin. Oprócz tego swojego spotkania w Białymstoku nie może wygrać Zagłębie Lubin, a w dodatku Pogoń Szczecin musi pokonać u siebie GKS Katowice. Jest to co prawda skomplikowana droga, ale dalej jest ona możliwa. Po niedzielnym meczu stołeczny klub przeskoczył w tabeli Wisłę Płock czy Radomiaka Radom, więc połowa tej drogi została już wykonana.


