Lech Poznań remisuje z Sunderlandem. Bengtsson ratuje punkt! [PODSUMOWANIE]

Lech Poznań doczekał się upragnionego przełamania w Lidze Europy – faworyzowany Sunderland został zatrzymany. „Kolejorz” wywalczył remis 1:1.

16 lat i jeden dzień wcześniej poznańscy kibice zaprezentowali w Manchesterze angielskiej publice słynne już „The Poznań”. W czwartek uczynili to ponownie – tym razem na własnym stadionie. Tego wieczoru Lech Poznań nie da szybko o sobie zapomnieć. Dopisali bowiem zarówno kibice, jak i drużyna, która zatrzymała Sunderland.

Lech Poznań – Sunderland. Zmiany w składach

Trener Niels Frederiksen nieco pozmieniał skład względem ostatniego europejskiego boju z Bayerem Leverkusen. Kontuzjowanego Wojciecha Mońkę zastąpić musiał Terry Yegbe. Oprócz tego należało dokonać roszad w środku pola, bo ten zupełnie nie funkcjonował przeciwko niemieckiej ekipie. Działał za to podczas starcia z Koroną Kielce. Z tego względu znów ujrzeliśmy trio Murawski-Kozubal-Rodriguez. Kogo innego Duńczyk wystawił też na prawym skrzydle – Leo Bengtssona zastąpił Daniel Hakans. Na ławce rezerwowych znalazł się również Luis Palma.

Szkoleniowiec Sunderlandu także dokonał kilku zmian. Te, zgodnie z zapowiedziami, wynikały głównie z napiętego grafiku i trudnej sytuacji w Premier League (20. miejsce). W składzie znalazły się jednak znane nazwiska, jak Granit Xhaka, Nordi Mukiele czy Malick Fofana.

Nieźle to za mało

Wszystkie europejskie boje zaczynały się w ten sam sposób. Lech Poznań traci bramkę, tworzy sobie kilka niezłych sytuacji, ale wszystkie marnuje. Tak też było tego czwartkowego wieczoru. Sunderland błyskawicznie objął prowadzenie, bo już w 2. minucie na listę strzelców wpisał się młody Timur Tuterov. Były golkiper Gotzepe pomylił się przy rozgrywaniu futbolówki. Ta została przecięta i znalazła się na głowie Ukraińca, który posłał ją prosto do siatki.

„Kolejorz” próbował odpowiedzieć. Najpierw po strzale Patrika Walemarka świetną okazję zmarnował Antoni Kozubal. Niedługo później niezłej sytuacji nie wykorzystał też Mikael Ishak, który minimalnie chybił. „Setkę” otrzymał jednak Daniel Hakans, który przez pół boiska osamotniony biegł na bramkę Robina Roefsa, by posłać futbolówkę z dala od prawego słupka.

Niewykorzystane okazje oczywiście lubią się mścić. Niewiele brakowało, by to powiedzenie faktycznie się ziściło. Już w 21. minucie „Czarne Koty” mogły podwyższyć prowadzenie. Mateusz Lis odbił strzał Granita Xhaki prosto pod nogi Malicka Fofany, ale ten uderzył w słupek. Po tej sytuacji mecz się nieco uspokoił. Wkradło się więcej kopaniny, walki w powietrzu, a mniej 100-procentowych sytuacji. Do szatni w lepszych nastrojach zszedł więc Sunderland, będąc na jednobramkowym prowadzeniu.

Leo Bengtsson doprowadza do remisu

„Lechici” z szatni wyszli z wielkimi nadziejami. Co prawda to Sunderland więcej utrzymywał się przy piłce i częściej oddawał uderzenia, ale defensywa wydawała się bardziej poukładana niż na początku meczu. Nadzieją miały być kontrataki. W 52. minucie Patrik Walemark świetnie minął Dayana Methalie, ale piłka po uderzeniu Szweda po raz kolejny przeleciała obok bramki.

Przewaga „Czarnych Kotów” rosła. Przyjezdni coraz częściej dochodzili do groźnych sytuacji, ale z upływem czasu w bramce rósł Mateusz Lis, rehabilitując się za wcześniejszą pomyłkę. „Lechici” nie składali jednak broni, a trener Niels Frederiksen po godzinie gry posłał do boju Luisa Palmę i Leo Bengtssona. To właśnie Szwed odnajdywał się najlepiej w polu karnym rywali. Najpierw chybił strzałem z woleja, ale w 70. minucie natrafiła się okazja ponownej próby strzału z powietrza. Tym razem skrzydłowy już się nie pomylił, doprowadzając do wyrównania.

Końcowy wynik już się nie zmienił, choć próbowały tego dokonać obie drużyny. Sunderland nie skorzystał z okazji po stałych fragmentach gry, a u gospodarzy piłki meczowej nie wykorzystał Michał Gurgul. Z perspektywy całego spotkania minimalną przewagę mieli Anglicy, ale remis także jest sprawiedliwym rezultatem. Z pewnością też daje nadzieję na europejską wiosnę.

Lech Poznań wciąż marzy

Lech Poznań czwartkowym remisem odbił się od ostatniego miejsca w całej klasyfikacji Ligi Europy. Awans ciągle jest prawdopodobny, a dzięki pierwszemu punktowi szanse rosną. Aby znaleźć się w TOP 24, najprawdopodobniej trzeba będzie zdobyć 10 punktów, a to na pięć meczów do końca ciągle jest wykonalne. Tym bardziej że „Kolejorz” ma za sobą już starcia z trzema pokaźnymi europejskimi markami.

Za „Poznańską Lokomotywą” są już bowiem stacje Crystal Palace, Bayer Leverkusen i Sunderland, choć w następnej kolejce również czeka ją ciężki podjazd w postaci Benfiki Lizbona. Dopiero potem pociąg ten będzie mógł nabrać prędkości, bo od tej pory będą już łagodniejsze podjazdy. Ostatnich czterech rywali drużyny Nielsa Frederiksena to Union Saint-Gilloise, Ferencvaros, Torreense oraz OFI Kreta. Drugie i trzecie spośród wymienionych spotkań odbędą się na Enea Stadion w stolicy Wielkopolski.

Jeśli chodzi o krajowe podwórko, to Poznaniacy w niedzielę udadzą się do Warszawy, gdzie czekają ich tzw. „Derby Polski”. Później czeka ich jeszcze dalszy wyjazd, bo w ramach Pucharu Polski Wielkopolanie wybiorą się do Tarnobrzegu. Ostatnim spotkaniem przed europejskim starciem będzie domowy pojedynek z Wisłą Kraków rozegrany 31 października.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze