Lech Poznań rozbity przez Bayer Leverkusen. Kolejny europejski zawód [PODSUMOWANIE]

Lech Poznań faworytem czwartkowego hitu nie był, co wyraźnie było widać na boisku. Bayer Leverkusen dopiął swego i pewnie pokonał drużynę mistrzów Polski 4:0. Bohaterem Patrik Schick.

Kibice z Bułgarskiej na piękny wieczór z europejską marką będą musieli jeszcze poczekać. Do katów „Kolejorza” Nielsa Frederiksena dołączył Bayer Leverkusen. Wcześniej były to Crvena Zvezda, Genk, Szachtar Donieck czy Aarhus.

Wybrańcy Nielsa Frederiksena

Lech Poznań do spotkania z Bayerem Leverkusen podchodził zmotywowany pewnym zwycięstwem ze Śląskiem Wrocław w 10. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Było jednak jasne, że trener Niels Frederiksen pozmienia nieco w wyjściowym składzie. W stolicy Dolnego Śląska Duńczyk nie mógł jeszcze liczyć w pełnym wymiarze czasowym na Patrika Walemarka czy Antoniego Kozubala.

W związku z powrotem Szweda do pełni sił szkoleniowiec natychmiast przesunął go do składu kosztem Roberta Gumny’ego, który w ostatnim meczu wszedł w rolę skrzydłowego. Oprócz tego w miejsce Filipa Jagiełły, Radosława Murawskiego oraz ukaranego za spóźnienie na odprawę Pablo Rodrigueza pojawili się Antoni Kozubal, Gustav Berggren i Luis Palma. Pełny skład prezentował się następująco:

Lis – Pereira, Mońka, Skrzypczak, Gurgul – Berggren, Kozubal, Palma – Walemark, Ishak, Bengtsson.

Jeśli chodzi o Bayer Leverkusen, to Carles Martinez zapowiedział, że wystawi najsilniejszą drużynę. W wyjściowej jedenastce wybranej przez Hiszpana pojawiły się jednak pewne roszady, ale nie zabrakło miejsca na takie gwiazdy jak Lucas Vazquez, Edmond Tapsoba, Aleix Garcia czy Malik Tillman.

Lech Poznań szybko obdarty ze złudzeń

Obie drużyny spokojnie weszły w to spotkanie, choć od początku Bayer Leverkusen miał przewagę. Jeszcze przed upływem 10. minuty goście doszli do trzech stosunkowo groźnych sytuacji. Dwukrotnie uderzenie padało z prawej strony pola karnego, a raz po rzucie rożnym. „Kolejorz” miał trochę szczęścia, bo piłka albo przelatywała nad poprzeczką, albo lądowała w rękawicach Mateusza Lisa. Były to pierwsze sygnały ostrzegawcze dla drużyny Nielsa Frederiksena.

Lech Poznań na swoją szansę czekał do 11. minuty. Wtedy to została posłana piłka za linię obrony „Aptekarzy” do Patrika Walemarka. Choć defensorzy zdążyli dogonić Szweda, ten zdołał jeszcze wypatrzeć swojego rodaka. Mikael Ishak oddał mocny strzał, ale niestety odrobinę niecelny. Jak się później okazało, była to najgroźniejsza sytuacja gospodarzy w 1. części spotkania. Szukali oni kontrataków, ale brakowało finalizacji tych szybkich akcji.

Bayer Leverkusen był natomiast spokojny i wyczekiwał swoich okazji. Poznańskie szyki obronne mocno ucierpiały przez kontuzję Wojciecha Mońki, którego zastąpić musiał Terry Yegbe. Przeciwnicy ostatecznie wykorzystali to w 28. minucie, kiedy to Ghańczyk zablokował ręką strzał z dystansu. VAR zawołał sędziego do monitora, Serb po namyśle wskazał na wapno, a wprowadzony Patrik Schick pewnie pokonał Mateusza Lisa, otwierając wynik spotkania.

Już trzy minuty później Mateusz Lis w koszmarny sposób odbił piłkę lecącą prosto w niego, dzięki czemu ta zaraz wylądowała pod nogami Malika Tillmana. Ten pokonał polskiego golkipera delikatną podcinką, choć bliski wybicia był Mateusz Skrzypczak. Ten sam Mateusz Skrzypczak w 41. minucie sprokurował drugi dla gości rzut karny, łapiąc przy rzucie rożnym przeciwnika w pół. Dalszy schemat już znany. VAR zawołał sędziego do monitora, Serb po namyśle wskazał na wapno, a wprowadzony Patrik Schick pewnie pokonał Mateusza Lisa, podwyższając wynik spotkania.

Bayer Leverkusen wyraźnie lepszy od Lecha Poznań

Po przerwie Bayer Leverkusen nie musiał wrzucać niższego biegu, bo na wyższy w ogóle nie musiał wchodzić, a Lech Poznań obdarowywał go prezentami. Kibice mieli nadzieję, że stan rzeczy choć trochę ulegnie zmianie. W 1. części spotkania u gospodarzy nie funkcjonowało praktycznie nic. Mimo to trener Niels Frederiksen nie zdecydował się w przerwie na zmiany. Te nastąpiły dopiero w 60. minucie. Za Mikaela Ishaka, Leo Bengtssona i Patrika Walemarka weszli Yannick Agnero, Filip Jagiełło oraz Daniel Hakans. Do tego momentu niewiele się wydarzyło.

Na niewiele się to zdało, bo tempo spotkania nie wzrosło, a obie drużyny wyczekiwały na ostatni gwizdek Milosa Milanovicia. Kilkukrotnie „Lechici” próbowali zagrozić rywalom strzałami z dystansu, ale precyzja pozostawiała wiele do życzenia.

Mimo wszystko to wciąż Bayer Leverkusen dochodził do lepszych sytuacji. Sam Alfonso Moreira spokojnie mógł dołożyć w tym meczu kolejne dwie bramki. To, ile piłkarze niemieckiego zespołu mieli miejsca w polu karnym „Kolejorza”, nie mieści się w głowie. Ostatecznie wynik spotkania na 4:0 ustalił Ibrahim Maza.

Nadzieja umiera ostatnia 

Po czwartkowej porażce Lech Poznań zamyka całą tabelę Ligi Europy z dorobkiem zerowej liczby punktów i bilansem bramkowym 0:8. Z taką zdobyczą punktową trzeba było się jednak liczyć, bo „Kolejorz” na początek dostał najsilniejszych rywali w postaci Crystal Palace i Bayeru Leverkusen. Jak widać te kluby od naszych dzieli różnica klas. Za tydzień na drodze „Poznańskiej Lokomotywy” stanie równie silny Sunderland. Nawet jednak porażka z angielską siłą nie przekreśli szans Poznaniaków na awans do fazy pucharowej. Szacuje się bowiem, że do tego potrzebne będzie 10 punktów, a na to wciąż są i pozostaną szanse. Nawet jeśli są one coraz mniejsze.

Po starciu z „Czarnymi Kotami” Lecha Poznań czekają trzy starcia na polskiej arenie, po których 5 listopada uda się do Lizbony, by zmierzyć się z Benficą. Dopiero po tym spotkaniu przyjdą słabsi, przynajmniej na papierze, rywale. Po Portugalczykach na mistrzów Polski czekał będzie Union Saint-Gilloise, a następnie na Bułgarską przyjadą drużyny Ferencvarosu oraz Torreense. Na zakończenie fazy ligowej podopieczni Nielsa Frederiksena udadzą się do Grecji, by zmierzyć się z tamtejszym OFI Crete. Wydaje się więc, że losy awansu rozstrzygną się w tych ostatnich czterech starciach. Kibice wciąż mogą więc mieć nadzieję.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze