Boston Celtics 113:121 Detroit Pistons. Niesamowity powrót gospodarzy!

Inauguracja nowego sezonu NBA przyniosła kibicom znakomite widowisko, zwroty akcji i wielki powrót Detroit Pistons. Gospodarze przegrywali już różnicą 22 punktów, ale dzięki poprawie defensywy, skutecznej grze w ataku i świetnej postawie kilku zawodników odwrócili losy spotkania, pokonując Boston Celtics 121:113. 

Pierwsza kwarta

Mecz rozpoczął się od agresywnej obrony Detroit i prób wymuszania strat, choć Pistons popełniali błędy, pozwalając Bostonowi zdobywać łatwe punkty. Celtics konsekwentnie wykorzystywali swoją mocną stronę, czyli rzuty za trzy punkty. 

W Detroit wyróżniała się współpraca Cade’a Cunninghama z Jalenem Durenem oraz efektowne kontrataki. Ausar Thompson imponował natomiast atletyzmem i skuteczną grą w defensywie.  

Pierwsza kwarta przyniosła również indywidualne popisy i trudne rzuty wykonywane pod presją obrońców. Obie drużyny pokazywały potencjał, choć widoczne były jeszcze niedoskonałości typowe dla początku sezonu. 

Druga kwarta

W drugiej odsłonie Celtics zaczęli coraz skuteczniej wykorzystywać swoje atuty. Ich defensywa stała się bardziej agresywna, a aktywne ręce obrońców i częste podwojenia utrudniały Detroit konstruowanie akcji. 

Największe problemy miał Cunningham, na którego Boston kierował doświadczonych i świetnie broniących zawodników, w tym Jaysona Tatuma i Paula George’a. Lider Pistons często musiał pozbywać się piłki pod presją, a jego koledzy nie zawsze potrafili wykorzystać uzyskane w ten sposób możliwości. Detroit zaczęło popełniać straty, a atak pozycyjny stawał się coraz mniej płynny. 

Celtics lepiej wykorzystywali przestrzeń na parkiecie, szybciej podejmowali decyzje i skuteczniej znajdowali wolnych zawodników. Detroit natomiast zbyt często polegało na kontratakach, mając problemy z przełamaniem ustawionej defensywy przeciwnika. 

Ważnym wydarzeniem była także sytuacja z Mitchellem Robinsonem, który doznał urazu stawu skokowego. Na szczęście wrócił jeszcze na parkiet przed końcem drugiej kwarty. 

Boston schodził na przerwę z przewagą, a jego gra sugerowała, że może kontrolować przebieg spotkania również po zmianie stron. 

Trzecia kwarta

Po przerwie Celtics kontynuowali dobrą grę i na początku trzeciej kwarty prowadzili już 72:50. W tym okresie szczególnie imponował Paul George, który trafiał kolejne rzuty za trzy punkty i pokazywał pełnię swoich ofensywnych możliwości. 

Mimo wysokiego prowadzenia Boston nie zdołał utrzymać przewagi. Detroit poprawiło organizację gry i defensywę, dzięki czemu przed czwartą kwartą zmniejszyło stratę do zaledwie sześciu punktów. 

Spotkanie ponownie stało się otwarte, a kibice mogli liczyć na emocjonującą końcówkę. 

Czwarta kwarta

Decydująca odsłona należała do Pistons. Gospodarze nie tylko odrobili straty, ale też wykorzystali słabszy moment Bostonu, który stracił wcześniejszą pewność w ataku i nie potrafił odpowiedzieć na wzrost intensywności defensywy przeciwnika. 

Detroit zaczęło wymuszać błędy, przejmować piłki i szybciej przechodzić do ataku. Dobra obrona ponownie stała się początkiem skutecznej ofensywy. 

Kluczowe punkty zdobywali Javonte Green, Jalen Duren i Duncan Robinson. Green trafił ważną trójkę, Duren dołożył punkty po akcji z faulem, a Robinson pokazał, jak istotnym może być zagrożeniem z dystansu. 

Na 5 minut i 10 sekund przed końcem Pistons prowadzili już 107:99. Wcześniej sami znajdowali się w bardzo trudnym położeniu, ale teraz to Boston musiał szukać sposobu na zatrzymanie rozpędzonych gospodarzy. 

Szczególnie imponująca była postawa Greena, który zakończył spotkanie z 19 punktami. Cunningham, mimo trudności w pierwszej połowie, poprowadził drużynę do zwycięstwa, zdobywając łącznie 22 punkty i notując osiem asyst. 

Celtics próbowali jeszcze odpowiedzieć, ale Detroit nie wypuściło już prowadzenia z rąk. Gospodarze wygrali 121:113, dokonując jednego z najbardziej efektownych powrotów w inauguracyjnej kolejce sezonu. 

 

 Fot: Detroit Piston

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze