Zagłębie Lubin – Wisła Płock to jedno z ostatnich starć PKO BP Ekstraklasy przed trzytygodniową przerwą reprezentacyjną. Oba kluby chciałyby spędzić ten czas w lepszych nastrojach, a te może zapewnić komplet oczek w tym spotkaniu.
Zarówno Zagłębie Lubin, jak i Wisła Płock przeżywali swoje piękne chwile w minionym sezonie. Kibice obu drużyn bardzo chcieliby powtórkę z rozrywki, ale bliżej ku temu jest tylko jeden z wymienionych zainteresowanych.
Przechodzić przez kryzys niczym Zagłębie Lubin…
O dolnośląskim klubie w ostatnim czasie mówiło się sporo złego. To z powodu zamieszania, które wybuchło pod koniec okienka transferowego. Zaczęło się od braku sprzedaży Marcela Reguły, a skończyło się na odejściach prezesa Pawła Jeża i dyrektora sportowego Rafała Ulatowskiego. Obrywało się też Leszkowi Ojrzyńskiemu za wpadkę w Pucharze Polski i defensywny styl gry. Tymczasem „Miedziowi”, mimo tego „kryzysu”, przed startem 9. kolejki znajdowali się na wysokim 4. miejscu, a nastroje poprawił też wybór nowego prezesa, którym został Jacek Bednarz.
Skupiając się jednak na formie sportowej drużyny, ta w lidze spisuje się bardzo dobrze. Świetny wynik z zeszłego sezonu był często opisywany jako jednostrzał, co miało wynikać z ogólnego kryzysu Ekstraklasy. Leszek Ojrzyński wraz ze swoimi podopiecznymi jednak drugą kampanię z rzędu znajduje się w czubie tabeli, będąc jednocześnie z dala od strefy spadkowej, co było celem klubu przed nowym sezonem. „Miedziowi” w tym sezonie przegrali tylko na wyjeździe z Legią Warszawa, a na własnym terenie pozostają niepokonani. Lubinianie w zasadzie punkty w roli gospodarzy zgubili tylko raz. Miało to miejsce w zremisowanym 0:0 spotkaniu z Pogonią Szczecin.
Atutem Zagłębia Lubin jest to, że nawet gdy mecz nie układa się po ich myśli, to skutecznie potrafią wybić argumenty swoich przeciwników. Zarówno Wieczysta Kraków, jak i Raków Częstochowa nie potrafiły przekuć swojej przewagi na klarowne sytuacje. Dla przykładu Częstochowianie dwa strzelone gole zdobyli po błędach indywidualnych. Zarazem jednak drużyna Leszka Ojrzyńskiego potrafi wyczuć, kiedy to przeciwnicy są do „dociśnięcia”. Pokazały to domowe pojedynki z Piastem Gliwice czy ten na 80-lecie z GKS-em Katowice. Miedziowo-biało-zielony zespół potrafił zagrać w tych spotkaniach ofensywną piłkę, nawet przy osłabieniach z powodu kontuzji.
Już jutro o tej porze widzimy się na KGHM Zagłębie Arena! 🏠
🎟 https://t.co/8r2A5HAYCe pic.twitter.com/RsprtURB2g
— Zagłębie Lubin (@ZaglebieLubin) September 19, 2026
Co na to Wisła Płock?
Wisła Płock natomiast ma swoje problemy. Z klubem po ubiegłym sezonie pożegnał się Mariusz Misiura, a za sterami obecnie zasiada Adam Majewski. Początek sezonu nie był tak kolorowy jak rok temu, ale trzeba docenić, że zespół pomału nabiera kolorów. Wliczając Puchar Polski, „Nafciarze” są w końcu niepokonani od trzech spotkań. Trzeba jednak zadbać o to, żeby drużyna znowu nie zbladła i nie znalazła się pod kreską. Obecna przewaga Płocczan nad 16. Wieczystą Kraków wynosi trzy punkty.
Adam Majewski zdołał podbudować swoich zawodników po bolesnych trzech porażkach z rzędu, w tym bolesnym 5:0 z GKS-em Katowice. Drużyna zaczęła przypominać spadający z Ekstraklasy ŁKS Ireneusza Mamrota – odważna piłkę, ale bez najważniejszego, czyli bez punktów. Z tą różnicą jednak, że Wisła Płock zaczęła punktować, a w ostatniej kolejce ograła Cracovię.
Choć pozytywną serię należy docenić, to trzeba mieć z tyłu głowy, w jakich okolicznościach została ona utworzona. Pierwszym spotkaniem było pucharowe starcie z Wikędem Luzino, drugim uczciwy remis z Pogonią Szczecin, a trzecim zeycięstwo z grającą w osłabieniu Cracovią. Wciąż nie można jednoznacznie stwierdzić, że granie wesołej piłki Płocczanom się w dłuższej perspektywie opłaci.
O tym, jak radzą sobie podopieczni Adama Majewskiego przy futbolówce, wiele powie nam właśnie najbliższe spotkanie z Zagłębiem Lubin. W końcu ich rywale wyższe posiadanie niż 50% notują tylko od święta. Płocczanie będą więc mieli okazję się wykazać. Szczególnie ważne będzie to dla Adama Radwańskiego. Pomocnik latem zamienił Dolny Śląsk na Mazowsze, gdzie jest teraz kluczową postacią. W Ekstraklasie pomocnik nie opuścił jeszcze w tym sezonie ani minuty, notując w 7 spotkaniach jedną asystę.
Bilans mówi Zagłębie Lubin?
Co ciekawe, starcia Zagłębie Lubin – Wisła Płock ostatnich siedem razy rozstrzygały się zależnie od tego, kto był gospodarzem. Czterokrotnie na Mazowszu triumfowali „Nafciarze”, a wszystkie trzy razy na Dolnym Śląsku lepsi byli „Miedziowi”. Ostatnie spotkanie, w którym górą byli goście, miało miejsce w styczniu 2021 roku. Wtedy to na terenie rywali triumfowała niebiesko-biało-niebieska Wisła, pokonując podopiecznych Martina Seveli 2:0.
W zeszłym sezonie kluby „dały sobie po razie”. Podczas rundy jesiennej Wisła Płock przedłużyła swoją fenomenalną serię do sześciu meczów bez porażki, choć Zagłębie Lubin było bardzo bliskie wyrwania punktów. Gol na wagę trzech punktów dla gospodarzy padł w 3. minucie doliczonego czasu gry, a jego autorem był Iban Salvador. Co ciekawe, było to ostatnie trafienie Gwinejczyka w niebiesko-biało-niebieskiej koszulce.
Wiosną górowali już „Miedziowi”. W marcu Płocczanie także przedłużyli swoją serię, ale tym razem była ona mniej chlubna. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego przypieczętowała bowiem czwartą porażkę z rzędu podopiecznych Mariusza Misiury. Dolnoślązacy pewnie zwyciężyli 2:0, a dubletem popisał się wtedy Mateusz Grzybek.
Tym razem także wydaje się, że to Zagłębie Lubin ma większe szanse na zwycięstwo. Ekstraklasa jest jednak ligą nieprzewidywalną, więc możemy spodziewać się jedynie bramek. Bo choć wiele na to nie wskazuje, to w historii bezpośrednich starć obu klubów jeszcze nigdy nie padł bezbramkowy remis. Pozostaje mieć nadzieję, że ta passa się przedłuży. Na to, czy tak się stanie, należy poczekać do niedzieli, do godziny 14:45, kiedy to wybrzmi pierwszy gwizdek sędziego Marcina Szczerbowicza.


