Czas na odrabianie wakacyjnych zaległości. We wtorek o godzinie 18:00 odbędzie się spotkanie Raków Częstochowa kontra Zagłębie Lubin, czyli przełożony mecz jeszcze 3. kolejki.
Wbrew pozorom trudno o faworyta w tym pojedynku. Na papierze silniejszy jest Raków Częstochowa, ale tabela za to mówi zupełnie co innego. Mimo dołku obie drużyny wyjdą na murawę napędzane po zwycięstwach w miniony weekend.
Nowego Bonda nie będzie
Sezon 2026/2027 Raków Częstochowa rozpoczął bardzo kiepsko. Nieczęsto zdarza się, by jakikolwiek klub Ekstraklasy otworzył zmagania sześcioma porażkami. Tym bardziej, kiedy mowa o 4. drużynie minionego sezonu. Władze klubu musiały więc działać. Gdyby spotkanie odbyło się w terminie, to poprowadziłby je Dawid Kroczek. Bliski ku temu był też Dawid Szulczek. Szkoleniowiec okazał się jednak jedynie tymczasową opcją na Górnika Zabrze i Lecha Poznań. Ostatecznie misja wyjęcia „Medalików” nie z dołka, a z dołu została powierzona Tomaszowi Kaczmarkowi. Ten pierwszy sprawdzian zdał, bo pokonał Motor Lublin 2:1 i uniknął tym samym memów o nowym agencie 007.
Starcie to nieco nam powiedziało o wizji nowego szkoleniowca. Wiemy już, że wielkiej rewolucji raczej nie ujrzymy. Zmiany mają być stopniowe, a powrót zespołu do czołówki chwilę może potrwać. Były opiekun Radomiaka Radom postawił na trójkę stoperów, czyli na ustawienie, w którym Raków gra od lat: Trelowski – Tudor, Racovitan, Svarnas, Pieńko i Jean Carlos na wahadłach, w środku Repka i Struski, z przodu Emreli, Bulat i Makuch.
Brak większych zmian okazał się świetną decyzją, bo mimo że Motor Lublin był na prowadzeniu, to „Medaliki” za sprawą Patryka Makucha zdołały najpierw odrobić straty, a następnie objąć prowadzenie. Na pochwałę zasługuje reakcja przy niekorzystnym wyniku. Pokazała ona, że pewien charakter jeszcze w drużynie drzemie. O jego rzekomym braku w ostatnich tygodniach mówiło się w końcu naprawdę sporo. Trener Tomasz Kaczmarek nawiązał nawet do tego w pomeczowej wypowiedzi, mówiąc:
– „Meczu nie wygrywa się tylko umiejętnościami. Mecze wygrywa się osobowościami, charakterem. Dzisiaj poczułem, jakie tu są osobowości”.
Wiele wskazuje na to, że Częstochowianie podobnie będą wyglądać w meczu wtorkowym. Można spodziewać się tych lepszych, ale i tych gorszych momentów – mimo korzystnego rezultatu „Motorowcy” kilkukrotnie zmuszali przeciwników do głębokiej defensywy. Niewątpliwie jednak drugie zwycięstwo z rzędu, po tak fatalnym początku, z pewnością napędziłoby ekipę „Medalików” i pomogłoby w długim procesie powolnych zmian w klubie.
Zagłębie Lubin – którą twarz ujrzymy?
Choć najbardziej krytykowanym klubem w ostatnich tygodniach był Raków Częstochowa, to tuż za nim było Zagłębie Lubin. Po udanym poprzednim sezonie i dobrym początku trwającej rundy przyszedł kryzys. Kryzys przy defensywnym stylu gry, jaki preferuje Leszek Ojrzyński, wiązał się oczywiście ze sporym niezadowoleniem wśród kibiców. Dwa remisy po nie najsłynniejszej grze z Pogonią Szczecin i Wieczystą Kraków, a do tego porażka z trzecioligową Siarką Tarnobrzeg sprawiły, że w cieniu zmian na fotelu prezesa i dyrektora sportowego zaczęto dyskutować także o przyszłości trenera.
Leszek Ojrzyński jednak odpowiedział tak, jak lubi to robić najbardziej. W momencie, kiedy wielu w pojedynku z GKS-em Katowice wskazywało jego drużynę na pożarcie, ta pod jego przewodnictwem zdobyła trzy punkty. W dodatku zwycięstwo nie było okupione ofiarną defensywą. Zespół prezentował się świetnie w ataku – podobnie do spotkań sprzed roku przeciwko Lechii Gdańsk czy Arce Gdynia. Ówcześni gospodarze natomiast błyskawicznie przechodzili z defensywy do ofensywy i regularnie zagrażali bramce Gabriela Kobylaka. GKS Katowice natomiast poza rzutem karnym w doliczonym czasie gry nie miał wielu okazji na zdobycie bramki. Wygrana 2:1 to był najmniejszy wymiar kary dla Katowiczan.
Wtorkowy mecz będzie odpowiedzią na pytania, czy był to jednorazowy wystrzał ofensywnego futbolu na 80-lecie klubu, czy jednak jest to początek innej wersji Zagłębia Lubin niż ta, z którą wszyscy tę drużynę kojarzą. Raków Częstochowa mierzy się ze swoimi problemami. Wydaje się, że jest to idealny moment, aby raz jeszcze spróbować stłamsić swojego przeciwnika. Leszek Ojrzyński jednak doskonale wie, jak przeciwko „Medalikom” punktować. Ci przecież nie znaleźli sposobu na pokonanie jego drużyny w zeszłym sezonie.
Bilans po stronie niczyjej?
To, że Zagłębie Lubin z Rakowem Częstochowa w ostatnim roku miało lepszy bilans, może nieco zaskakiwać. W pamięci wielu kibiców dalej pozostają wysokie zwycięstwa „Medalików” z Dolnoślązakami, jak 4:0, 5:0 czy 5:1. Tymczasem w minionym sezonie klub z historycznej Małopolski nie tylko nie zdołał pokonać swoich rywali, ale nawet nie strzelił im bramki. W grudniu Lubinianie podbili Częstochowę, zwyciężając 1:0, a na własnym stadionie wywalczyli bezbramkowy remis.
Aktualna forma jednak nie wskazuje żadnej z ekip na faworyta – oba zespoły w ostatnich tygodniach próbowały wykopać się z dołka, zarówno organizacyjnego, jak i sportowego. Zdecydowanie głębszy wykopał sobie Raków Częstochowa, ale wciąż jest to drużyna z wielką jakością w kadrze. Samo to, jak będzie się prezentował zespół Tomasza Kaczmarka na dłuższą metę, także pozostaje sporym znakiem zapytania.
Z drugiej strony jest jednak elektryczne Zagłębie Lubin. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego tej rundy na wyjeździe nie wygrali, zarówno w lidze, jak i Pucharze Polski. Będzie więc to rywakizacja, w której wydarzyć będzie się mogło wszystko, a zwycięstwo żadnej z ekip nie powinno dziwić. Początek tego pojedynku zaplanowano na wtorek, godzinę 18:00, kiedy to sędzia Daniel Stefański ma zagwizdać po raz pierwszy.
Fot. Carl92 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0


