Raków z kolejną porażką. Zagłębie Lubin zdobywa Częstochowę! [PODSUMOWANIE]

Niesamowity dreszczowiec zaserwowały nam oba kluby w Częstochowie! Raków ostatecznie przegrywa z Zagłębiem Lubin 3:2 i tym samym zalicza swoją 7. porażkę w tym sezonie. Bohaterem Damian Michalski.

W szeregach obu klubów działo się w ostatnim czasie sporo złego. Mimo to, obydwie drużyny do tego spotkania podchodziły napędzone zwycięstwami w ostatniej kolejce. Raków Częstochowa pokonał Motor Lublin, a Zagłębie Lubin okazało się lepsze od GKS-u Katowice.

Problemów Rakowa ciąg dalszy

Raków Częstochowa przełamał się tydzień temu, ale przeciwko Zagłębiu Lubin znów się złamał. Drużyna Tomasza Kaczmarka weszła dobrze w mecz, bo w 1. połowie była wyraźnie lepsza. „Medaliki” swoim rywalom nie pozwalały choćby na podejście pod własne pole karne. Zespół spokojnie rozgrywał futbolówkę, cierpliwie czekając na nadarzające się sytuacje.

Choć do przerwy wiele konkretów nie było, to gospodarze ostatecznie zasłużenie zeszli do szatni, będąc na prowadzeniu. Przez 45 minut nie udało się przebić lubińskiego muru, aż w doliczonym czasie gry dokonał tego powracający z zespołu rezerw Marko Bulata. Posłana piłka z lewego skrzydła w pole karne wprowadziła zamieszanie. Odnalazł się w nim właśnie Chorwat, który strzałem głową zapakował piłkę w siatkę.

Wydawało się, że „Medaliki” kontroli w tym spotkaniu już nie oddadzą, bo 2. część spotkania z początku wyglądała bardzo podobnie. W 58. minucie gospodarze nawet podwyższyli prowadzenie, ale arbitrzy dopatrzyli się spalonego. Gra posypała się 12 minut później, kiedy to Zagłębie Lubin doprowadziło do wyrównania. Od tego czasu na boisku zapanował chaos – było sporo nerwów, fauli i co za tym idzie – przerw w grze, gdyż nad sytuacją nie potrafił nad tym zapanować sędzia główny, Daniel Stefański. W końcówce oznaczało to spory dreszczowiec. Nie poradził sobie z tym dobrze prezentujący się Fran Tudor, który chwilę przed końcem meczu otrzymał 2. żółty kartonik. Raków Częstochowa bez swojego lidera nie zdołał sformułować deoich szyków obronnych, bo już chwilę później rywale objęli prowadzenie. Choć „Medaliki” jeszcze doprowadziły do wyrównania, to ostatni głos należał do podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego. To oni wywożą z Częstochowy komplet oczek.

Przechodzić przez kryzys niczym Zagłębie Lubin

Zmiana prezesa i dyrektora sportowego, zamieszanie wśród władz, krytyka za styl gry i pogłoski o zwolnieniu Leszka Ojrzyńskiego – tak w skrócie upłynęły ostatnie tygodnie dolnośląskiego klubu. Tymczasem Zagłębie Lubin w Ekstraklasie jest niepokonane od 6 spotkań. Celem klubu na ten sezon było spokojne utrzymanie i za wyniki do zespołu nie można się przyczepić. Nawet gdy ten, jak podczas tego wtorkowego spotkania, przez godzinę gry nie oddaje celnego strzału, to i tak potrafi wywieźć z trudnego terenu pełną pulę punktów.

Leszek Ojrzyński wyszedł z założenia, że skoro raz coś zadziałało, to nie powinno się tego zmieniać. Jedyną różnicą w składzie względem spotkania z GKS-em Katowice był brak Josipa Ćorluki. Jak przekazał trener na konferencji pomeczowej, wahadłowym zmaga się z drobnym urazem. Odbiło się to jednak na grze. Niespełna trzy doby przerwy sprawiły, że piłkarze mieli problem z odpowiednim wejściem w spotkanie. Planem na 1. część spotkania było więc przetrwanie, co prawie zostało wykonane, gdyby nie nieporozumienie w obronie tuż przed jej końcem.

Ostatecznie należy piłkarzy pochwalić za charakter, bo potrafili przy trudnym dla nich przebiegu meczu się podnieść. Impuls dał też każdy z wprowadzonych rezerwowych. Sypek, Michalski, Kerk i Kosidis – cała czwórka miała swój udział w zdobywaniu kolejnych bramek. Szczególnie dobrze ten występ będzie wspominał drugi z wymienionych piłkarzy, bo to on zdobył decydującą bramkę na 3:2. Udało się wykorzystać też to, czego nie udało się dokonać z Pogonią Szczecin. Posiadając jednego zawodnika więcej, Zagłębie Lubin skutecznie presowało i zamykało swojego rywala. Dzięki temu w sytuacji jeden na jednego z Kacprem Trelowskim znalazł się Marcek Reguła, a także pozwoliło to na dojście do słowa wspomnianemu stoperowi. Przyczepić się za to można do koncentracji w obronie. Obie bramki padły po zupełnie niepotrzebnych błędach w defensywie, bo tak trzeba nazwać odbijankę przy golu na 1:1 i zagranie ręką Kosidisa, po którym Raków zdobył swoją drugą bramkę.

Weekend i do zobaczenia za miesiąc

Oba kluby powalczą teraz o to, by przerwę reprezentacyjną przeczekać w dobrych nastrojach. W trudniejszej ku temu sytuacji znajduje się Raków Częstochowa. Jego następnym rywalem będzie bowiem Korona Kielce, z którą „Medaliki” zmierzą się w roli gości. O punkty nie będzie łatwo, a byli Mistrzowie Polski znajdują się przecież na ostatniej pozycji w ligowej tabeli. Kibice Częstochowian są jednak najpewniej jednymi z nielicznych, którzy na zgrupowanie reprezentacji już nie mogą się doczekać. Ten czas może być zbawienny dla ich ulubieńców, bo tak długą przerwę można by potraktować jako drugi okres przygotowawczy. Dla świeżo zatrudnionego szkoleniowca jest to też doskonała okazja, aby wprowadzić swój pomysł na grę. Pierwsze spotkanie po powrocie do normalności Częstochowianie rozegrają 9 października z GKS-em Katowice.

Zdaniem wielu Zagłębie Lubin Leszka Ojrzyńskiego znalazło się w dołku. Najwidoczniej to nie dołek, tylko okop, w którym zespół czuje się doskonale. Wtorkowym zwycięstwem „Miedziowi” nie tylko przedłużyli swoją serię bez porażki, ale i wspięli się na wysokie 4. miejsce w tabeli. Szansa, aby je obronić, jest spora, bo za tydzień podopieczni Leszka Ojrzyńskiego zmierzą się u siebie z Wisłą Płock, która nie będzie w tym spotkaniu faworytem. Po przerwie na kadrę zespół czeka wyjazd do Krakowa, gdzie powalczą o trzy punkty z Cracovią.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze