Górnik Zabrze na inaugurację sezonu pokonuje Śląsk Wrocław 2:1. Nie obyło się bez problemów, bo to zespół gości schodził do szatni, będąc na prowadzeniu.
Michał Gasparik postawił na tych samych zawodników, co parę dni wcześniej w Stambule. Ante Simundza natomiast na ławce posadził Grzegorza Tomasiewicza i Karola Niemczyckiego, czyli uznanych ekstraklasowiczów.
Górnik Zabrze wraca na zwycięską ścieżkę
Górnik Zabrze, choć był faworytem tego spotkania, to jakości momentami mu brakowało, a w szczególności skuteczności. Gdy w 7. minucie wynik otworzył Przemysław Banaszak po wcześniejszej, kuriozalnej stracie piłki przez Josemę, gospodarze mieli problem z przebiciem się przez pięciu defensorów rywali. Antidotum miały być strzały z dystansu. Jeszcze w 1. połowie po sobie uderzali Urbański, Dimi i Khlan. Każde z tych uderzeń okazało się niecelne. Tak naprawdę w trakcie pierwszych 45 minut tylko Erik Prekop zmusił do interwencji Michała Szromnika.
Zważywszy na zawodzący środek pola, Michał Gasparik zdecydował się na podwójną zmianę po przerwie. Roberto Massimo oraz Sandre Liseth zastąpili Patryka Warczaka oraz Maksymiliana Dietza. Paręnaście minut później na boisku zameldował się także Tofeek Ismaheel. Zmiany te okazały się strzałem w „10-tkę”, gdyż natychmiast ujrzeliśmy nową (starą) twarz Górnika Zabrze. W 65. minucie mającym problemy z celownikiem Ślązakom pomógł Yegor Matsenko. 14 minut później natomiast kolejny wariant stałego fragmentu gry przyniósł skutek i ładnym strzałem z dystansu popisał wspomniany Tofeek Ismaheel.
Występ „Trójkolorowych” był więc z gatunku tych słodko-gorzkich. Z jednej strony mogli zaimponować przygotowaniem motorycznym, bo o to też, zważywszy na częstotliwość spotkań, były obawy. Z drugiej Górnik Zabrze miał sporo problemów z kreowaniem klarownych sytuacji. Mecz można zaliczyć do kategorii „przepchnięte”.
Śląsk Wrocław może czuć niedosyt
Co do Śląska Wrocław można było mieć obawy, jak gwiazdy Betclic 1 Ligi spiszą się na ekstraklasowych boiskach. To przecież na nich opierała się drużyna. Tymczasem wyglądało to naprawdę obiecująco. Pierwszoligowa pomoc w 1. części spotkania potrafiła przykryć nową jakość Zabrzan. Szczególnie dobrze wyglądał Mokrzycki i jego dłuższe piłki za linię obrony rywali. Trzeba również pochwalić Piotra Samca-Talara, od którego zespół Ante Simundzy był mocno uzależniony. To on zagrał kapitalnie piętką do Banaszaka i to przez niego przechodziły akcje „Wojskowych”. Choć mógłby oczywiście nieco częściej korzystać ze swojej prawej nogi.
Dobrze wyglądała też defensywa, która na zapleczu Ekstraklasy często przyprawiała kibiców o ból głowy. Lamine Ba po raz kolejny udowodnił swoją jakość. Mauretańczyk nie tylko wyróżniał się na tle innych defensorów Betclic 1 Ligi, ale i sobotniego wieczoru ukazał swoje umiejętności na tle ofensywy Górnika Zabrze. Z kolei Marc Linares znów pokazał się z dobrej strony w ofensywie, ale z gorszej w defensywie.
W każdym razie jak na mecz z wicemistrzem wyglądało to solidnie. Gdyby Matsenko zachował nieco więcej koncentracji, to kto wie, jak ostatecznie potoczyłby się ten mecz. Problemem na przestrzeni całego sezonu może okazać się brak lepszych możliwości na ławce rezerwowych. To w końcu rezerwowymi przyjezdni ten mecz ostatecznie przegrali.
Górnik Zabrze i Śląsk Wrocław – co czeka ona kluby?
Górnik Zabrze dzisiejsze spotkanie rozgrywał pomiędzy swoim głośnym dwumeczem z Fenerbahce. W Stambule polski zespół przegrał tylko jedną bramką. Przed własną publicznością może wydarzyć się więc wszystko. Później „Trójkolorowych” czeka przerwa, gdyż mecz 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy Zabrzanami a Koroną Kielce został już oficjalnie przełożony. Następny ligowy bój podopieczni Michała Gasparika stoczą dopiero 8 sierpnia w Radomiu.
Śląsk Wrocław także znalazł się w trudnej sytuacji, jeśli chodzi o terminarz rozgrywek. Początek sezonu to dla „Wojskowych” same zacięte boje. W przyszłą niedzielę podejmą oni na Tarczyński Arena Raków Częstochowa. Z każdą następną kolejką bez zdobyczy punktowej presja na drużynie będzie rosła.
Fot. Ales sandro / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0


