Zagłębie Lubin ulega Pogoni Szczecin 0:1, przez co oddala się ich marzenie o grze w pucharach. „Portowcy” natomiast zapewnili sobie utrzymanie.
Zagłębie Lubin do piątkowego spotkania podchodziło w dobrych nastrojach. Kibice liczyli, że zwycięstwo z Górnikiem Zabrze napędzi drużynę. W Szczecinie sytuacja była zgoła inna. W ostatniej kolejce „Portowcy” przegrali z Jagiellonią Białystok po golu w ostatnich sekundach.
Wycofane Zagłębie Lubin
Choć zdarzały się mecze w tym sezonie, gdzie Zagłębie Lubin odważnie kreowało sobie sytuacje, jak na przykład z Lechią Gdańsk, Arką Gdynia czy Górnikiem Zabrze, to przyzwyczaiło nas do nisko grającej defensywy. Zazwyczaj jednak nawet głęboko broniąc, drużyna miała swoje dobre momenty i minuty, w których podchodziła wysokim pressingiem. W piątek nic takiego nie miało miejsca. Nic więc dziwnego, że gospodarze zakończyli ten mecz bez zdobytej bramki.
Mimo że gra „Miedziowych” nie wyglądała najlepiej, to na dodatek już w 11. minucie kontuzji doznał Jakub Kolan. Sytuacja kadrowa i tak już najlepsza nie była. Trener Leszek Ojrzyński zdecydował się na wariant z niżej ustawionym Adamem Radwańskim. Pomysł ten jednak nie wypalił, a środek pola został zupełnie przegrany. Do momentu straconego gola w 79. minucie Zagłębie Lubin miało jedynie 27% posiadania piłki.
O ile z Górnikiem Zabrze defensywa zachowała czujność przez całe 90 minut, tak tutaj tak kolorowo nie było. Niski blok faktycznie nie pozwolił na częste dochodzenie do sytuacji Szczecinianom, ale na 11 minut przed końcem regulaminowego czasu gry konstrukcja została naruszona. Zarówno Filip Kocaba, jak i Damian Michalski zgubili zawodników przyjezdnych. Błędy te poskutkowały straconą bramką.
Po takim meczu trzeba natomiast wspomnieć o Jasminie Buriciu. Bośniak udowodnił, że na nominację do tytułu najlepszego bramkarza sezonu naprawdę zasłużył. To, jakim refleksem 39-latek popisał się przy pierwszym strzale podczas akcji, kiedy Pogoń Szczecin ostatecznie wyszła na prowadzenie, może robić wrażenie. Także podwójna interwencja z sytuacji 1 na 1 pokazała kunszt byłego „Lechity”. Dzięki postawie golkipera, Zagłębie Lubin do samego końca walczyło o zdobycz punktową.
Pogoń Szczecin odetchnęła z ulgą
Pogoń Szczecin zgodnie z obietnicami miała włączyć się do walki o mistrzostwo, a tymczasem praktycznie cały sezon była zamieszana w „walkę o spadek”. Dzięki zwycięstwu nad Zagłębiem Lubin „Portowcy” matematycznie zapewnili już sobie utrzymanie. To, zważywszy na ich postawę podczas obu rund, wcale nie musiało się wydarzyć.
Trener Thomas Thomasberg dysponował w tym spotkaniu naprawdę bogatą ławką. Greenwood, Angielski, Grosicki, Ali czy Mendy to nazwiska, które mogą robić wrażenie. Problemem „Granatowo-Bordowych” w tym sezonie było jednak to, że same nazwiska zazwyczaj robiły wrażenie, ale już gra konkretnych zawodników, nie za bardzo. W piątek było inaczej, a dwóch ostatnich wymienionych piłkarzy dało naprawdę dobre zmiany, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo.
Szczególnie Irakijczyk będzie dobrze wspominał ten mecz. 24-latek swoim mocnym strzałem wysunął zespół na prowadzenie. Defensor po kiepskim występie z Rakowem Częstochowa stracił swoje miejsce w skłądzie. Wydaje się jednak, że zawodnik wraca do formy. Dwa tygodnie wcześniej błysnął w starciu z Wisłą Płock, a teraz został bohaterem pojedynku z Zagłębiem Lubin. Hussein Ali na finiszu rozgrywek raz jeszcze pokazał się z bardzo dobrej strony.
Zagłębie Lubin jeszcze walczy, spokojna Pogoń Szczecin
Dzisiejsza porażka co prawda komplikuje sytuację „Miedziowych”, ale nie przekreśla jeszcze całkiem ich szans na europejskie puchary. Jeśli GKS Katowice lub Raków Częstochowa nie wygrają swoich spotkań w ramach 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy, to do Białegostoku ekipa Leszka Ojrzyńskiego pojedzie jeszcze, marząc o Europie. Pytanie, ile w takiej formie potencjalna przygoda drużyny w Lidze Konferencji mogłaby potrwać? Najpierw jednak Dolnoślązacy muszą liczyć na potknięcia rywali oraz na Podlasiu zagrać co najmniej tak, jak uczynili to w Zabrzu.
Pogoń Szczecin natomiast w ostatniej kolejce będzie mogła zwyczajnie cieszyć się grą. Wszelka presja, która piłkarzom i trenerowi w tym sezonie towarzyszyła, uleciała wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego Pawła Malca. „Portowcy” sezon zakończą na własnym stadionie, gdzie podejmą GKS Katowice. Jak na razie drużynie dobrze idzie komplikowanie sytuacji zespołów śniących o Europie. Przed Zagłębiem Lubin przekonała się o tym także Wisła Płock. Warto zauważyć, że trener Thomas Thomasberg nie będzie mógł liczyć na Valentina Cojocaru. Rumun został ukarany żółtą kartką za grę na czas, co było jego czwartym otrzymanym kartonikiem. To powoduje, że w następnym meczu będzie musiał pauzować.


