Lech Poznań przeszedł jak burza przez 2. rundę eliminacji do Ligi Mistrzów. Na krajowym podwórku zaliczył jednak falstart, a jego rywalem teraz będzie niepokonany jak dotąd Górnik Zabrze.
Lech Poznań, choć rozgromił w dwumeczu Breidablik, w Ekstraklasie zaliczył pewien falstart. Porażka na inaugurację z Cracovią i ciężary w wygranym meczu przeciwko Lechii Gdańsk. W środę na poznaniaków czeka Crvena Zvezda, ale w lidze także trzeba udowodnić swoją wartość.
Górnik Zabrze natomiast z Michalem Gasparikiem rozpoczął sezon od dwóch wygranych. Nie były to może najbardziej spektakularne zwycięstwa, jednak zabrzanie zawsze byli o krok przed przeciwnikiem i po 2. kolejkach mają komplet punktów.
Lech Poznań z problemami w defensywie
Mistrzowie Polski w starciu z Cracovią zawiedli po całej linii, a myślami piłkarze byli chyba jeszcze na wakacjach. Niby to porażka z Legią Warszawa w Superpucharze Polski miała rozbudzić drużynę, ale dopiero po meczu z krakowskim klubem zapaliła się czerwona lampka w ich głowach. Lech Poznań postawił na długie konstruowanie akcji i utrzymywanie się przy piłce, ale konkretów przy tym nie było żadnych. Bramka zdobyta po rzucie karnym, który wyniknął z niepotrzebnego zagrania ręką zawodnika Cracovii, przy czym w defensywie było błędów co niemiara.
To właśnie gra w obronie jest czymś, co „Kolejorz” musi poprawić. O ile bramek w kolejnych meczach poznaniacy nastrzelali multum, to niepokojąca może być liczba goli straconych. Po blamażu z Cracovią Bartosz Mrożek musiał wyciągać piłkę z siatki w meczu z Breidablikiem, a także trzykrotnie pokonywał go napastnik Lechii Gdańsk, Tomas Bobcek. Kolejny kiepski występ zaliczył Michał Gurgul, lepiej także mógł się spisać Antonio Milić. Nie pomogły zmiany w postaci pominięcia przy układaniu wyjściowej jedenastki Roberta Gumnego czy Alexa Douglasa. Lech Poznań przy rozegraniu 5 spotkań w sezonie zachował czyste konto tylko raz – podczas rewanżowego pojedynku eliminacji do Ligi Mistrzów, kiedy trener Niels Frederiksen postawił na 2. garnitur. Przerażająca może być liczba niepotrzebnych strat z dala od bramki rywali, po których pada gol. Na inaugurację przeciwko „Pasom” poznaniacy stracili w ten sposób aż trzy gole.
Ishak strzela, Szymczak w formie
Powodów do zadowolenia fani z Poznania mogą szukać za to w ofensywie. Na dobre już rozstrzelali się napastnicy „Kolejorza”. Osiem bramek zdobytych w dwumeczu z islandzkim zespołem i cztery gole strzelone w Gdańsku robią wrażenie. Nawet podczas słabszej 1. połowy w meczu z „Biało-zielonymi” podopieczni Nielsa Frederiksena ciągle stwarzali sobie kolejne sytuacje. Sam Duńczyk na konferencji pomeczowej mówił, że nie zwątpili ani przez chwilę w odrobienie wyniku.
Pozytywem jest na pewno forma strzelecka Mikaela Ishaka. Sześć bramek w 5 spotkaniach tego sezonu to dorobek zasługujący na pochwałę. Szwed od początku pokazuje, że będzie motorem napędowym poznańskiej lokomotywy w pucharach, a na polskim podwórku będzie walczył o koronę króla strzelców. Niewykorzystana jedenastka w 2. kolejce to raczej jedynie wypadek przy pracy.
Fanów może cieszyć też forma Filipa Szymczaka, który pokazuje, że może być ważną częścią w ofensywie mistrzów Polski. Bramka dająca kontakt w starciu z Legią Warszawa, asysta z Breidablikiem, a także to po jego uderzeniu padł gol w wygranej 4:3 batalii z „Lechistami”. Zawodnik może być zmiennikiem szwedzkiego napastnika, ale także z nim współpracować na boisku, będąc ustawionym bliżej prawej strony. Taki wariant sprawdzał się w ostatnich meczach. Wysoce prawdopodobne, że zobaczymy też to ustawienie w sobotnim starciu.
Górnik Zabrze także nie jest idealny
Górnik Zabrze rozegrał dotychczas dwa spotkania i oba wygrał. Na inaugurację rozprawił się z Lechią Gdańsk, podobnie jak ich kolejni rywale. Nie był to jednak mecz idealny. W bramce dobrze spisywał się Marcel Łubik, który skapitulował dopiero przy rzucie karnym. Tam winowajcą był Erik Janža, który dał sędziemu pretekst, aby odgwizdać przewinienie na przeciwniku. W ofensywie zabrzanie kreowali kolejne sytuacje, a Jarosław Kubicki, Kamil Łukoszek, Taofeek Ismaheel oraz Theodoros Tsirigotis zapracowali na dwa zdobyte przez zabrzan gole.
Z Piastem Gliwice natomiast gra Górnika Zabrze wyglądała gorzej. Obie drużyny nie zapracowały na trzy punkty, a lepiej prezentował się ich derbowy rywal, ale po błędzie Františka Placha zabrzanie objęli prowadzenie na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. I tyle w zasadzie wyniknęło z tego meczu — wygrana i można się było rozejść. Jeśli jednak „Trójkolorowi” chcą kontynuować zwycięską passę, to muszą pokazać się z lepszej strony niż w Gliwicach.
W historii bywało różnie
Niegdyś starcia Lecha Poznań z Górnikiem Zabrze były meczami przyjaźni. Teraz wzajemne nastroje wśród kibiców obu zespołów stały się chłodniejsze. Od wielu lat natomiast starcia tych dwóch klubów przynoszą wiele emocji.
„Kolejorz” triumfował 38-krotnie nad śląską drużyną. Ta natomiast górą była 25 razy i tyle samo padał remis w bezpośrednich pojedynkach. Poprzedni sezon przyniósł nam pojedynek tych dwóch ekip już w 1. kolejce sezonu. Zwyciężył Lech Poznań, pokonując swoich rywali 2:0 po golach Mikaela Ishaka i Dino Hoticia. W grudniu jednak Górnik Zabrze zepsuł nieco nastroje swoich przeciwników, pokonując ich 2:1. A jak będzie dzisiaj? Choć faworytem wydają się obecni mistrzowie Polski, to zabrzan nigdy nie należy skreślać. Tym bardziej, że „Kolejorz” podchodzi do tego meczu pomiędzy kolejnymi rundami w eliminacjach do Ligi Mistrzów.
fot. Lech Poznań / Facebook
Mateusz Konsewicz


