Patryk Stępiński (Miedź Legnica): Gdybyśmy utrzymali się z Ruchem, pewnie nie wyjechałbym za granicę [WYWIAD]

Patryk Stępiński po roku spędzonym za granicą wrócił do Polski i dołączył do Miedzi Legnica. W rozmowie z nami opowiedział o kulisach transferu, współpracy z Januszem Niedźwiedziem, wspomnieniach z Ruchu Chorzów oraz o swojej przygodzie za granicą.

Mateusz Konsewicz, Radio Gol: Na początku sezonu dołączyłeś do Miedzi Legnica, która po 4 kolejkach miała zero punktów. Jakie nastroje i sytuacją zastałeś w szatni?

Gdy zespół ma początek sezonu, w którym pierwsze cztery mecze przegrywa, to pojawiają się wątpliwości już na samym starcie, czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tutaj decyzja klubu była taka, że po tych trzech spotkaniach nastąpiła zmiana trenera.

Do zespołu dołączył Janusz Niedźwiedź. To też dla mnie miało znaczenie, żeby dołączyć do Miedzi Legnica. Szkoleniowiec zmienił system na grę z trójką środkowych obrońców, tak jak było to w poprzednich klubach. Na pewno był to nowy bodziec. Z czasem wyniki zaczęły się poprawiać, a pozycja w tabeli cały czas staje się lepsza. Oczywiście nadeszły też słabsze momenty. Wiadomo w końcu, że bez przepracowanego pełnego okresu przygotowawczego z jakimś szkoleniowcem, to wszystkie rzeczy, które mają funkcjonować, to potrzeba czasu, żeby to się ze sobą pospinało. Tak wygląda ten początek tego sezonu.

Świeżo po transferze mówiłeś, że Waszym celem jest gra w barażach. W tej chwili to jedynie dwa punkty straty do szóstej Wieczystej Kraków. Rozumiem, że te słowa dalej podtrzymujesz?

Tak. Na pewno z początku sezonu trudno było patrzeć na miejsca 1-2. Wiadomo, że 1 liga jest bardzo wyrównana od wielu lat. Tu czasami jedno zwycięstwo pozwala przeskoczyć o kilka pozycji. My, mimo że zaczęliśmy punktować lepiej, to długo utrzymywaliśmy się jedynie nad zespołami, które są w strefie spadkowej. Aktualnie jednak po dwóch wygranych z rzędu, w końcu w tej tabeli podskoczyliśmy i zbliżyliśmy się bardzo do miejsca barażowego. Na dobrą sprawę tylko Wisła Kraków odjechała punktowo, ale aktualnie nasza strata do miejsca dającego bezpośredni awans zdecydowanie się zmniejszyła. W tym momencie jest jeszcze kilka spotkań do końca rundy i cel jest prosty — zdobyć jak najwięcej punktów, a co za tym idzie, wypracować sobie jak najlepszą pozycję startową na wiosnę.

Musimy też pamiętać, że pierwsze pięć spotkań rozgrywaliśmy na wyjeździe ze względu na pracę wykonywane na stadionie. Za chwilę więc wejdziemy w okres, gdzie tych spotkań domowych będzie zdecydowanie więcej. Jak pokazują wyniki, u siebie regularnie punktujemy i jesteśmy na własnym terenie mocni.

Był w tym sezonie moment, gdzie przyszły gorsze mecze z Polonią Bytom, Górnikiem Łęczna, Polonią Warszawa czy Pogonią Siedlce. Nie czuliście trochę, że wracacie wtedy do punktu wyjścia, w którym byliście po pierwszych kolejkach?

Do punktu wyjścia nie. Gdy trener nie ma tego okresu przygotowawczego, żeby wdrożyć swoje pomysły, to takie słabsze mecze się zdarzają i pewnie przez jakiś czas dalej się będą zdarzać. We wszystkich zespołach przychodzi gorszy moment, słabsze jedno czy dwa spotkania. U nas akurat stało się tak, chociażby z Polonią Bytom na wyjeździe, gdzie przeciwnik zdecydowanie nas wypunktował i zagrał bardzo skutecznie.

Przydarzyło się to też z Górnikiem Łęczna, który przed naszym starciem miał na koncie zero ligowych zwycięstw. Przed tym meczem nastąpiła zmiana trenera, dostali nowy bodziec, a my nie do końca zrealizowaliśmy, to, czego oczekiwaliśmy i niestety przegraliśmy. Liga jest jednak wyrównana — czasami, patrząc na tabelę, wydaje się, że powinno być oczywiste zwycięstwo, a tak ostatecznie nie jest.

Bywa też odwrotnie. Przed meczem z Wisłą Kraków, każdy spisywał nas na straty, a nam udało się pewnie wygrać 2:0. Myślę, że nie pozwolimy nawet przeciwnikom na zbyt wiele. Nie ma więc, co patrzeć z kim się gra, bo czasami te mecze z drużynami z dołu tabeli, gdzie z góry dopisuje się sobie trzy punkty, potrafią zaskoczyć. Podobnie, gdy nie jest się faworytem, można osiągnąć dobry wynik i tak właśnie było u nas.

A jak się ma Twój obecny stan zdrowia? Nie było Cię w kadrze na mecz z Wieczystą Kraków, jak to u Ciebie obecnie wygląda?

Teraz był takim moment, kiedy musieliśmy rozegrać trzy mecze w przeciągu tygodnia ze względu na puchar i przydarzyły się niestety delikatne problemy zdrowotne. Do samego końca była walka z fizjoterapeutami, aby w tej rywalizacji wystąpić. Rozsądek jednak wykazał, że było trzeba odpuścić. Mam nadzieję, że w tym tygodniu zrobimy wszystko, żebym w piątek mógł być do dyspozycji trenera. A czy tak będzie, to się jeszcze okaże.

Wspomniałeś już, że Janusz Niedźwiedź był bardzo ważną postacią, aby dołączyć do Miedzi Legnica. To był Twój najważniejszy punkt odniesienia?

Miedź Legnica przede wszystkim wcześniej występowała w systemie z czwórką obrońców. Na prawej obronie, gdzie mogłem występować, grał młodzieżowiec, więc po przyjściu trenera nastąpiła zmiana systemu, na taki, w którym ja już wcześniej u trenera funkcjonowałem. Kontuzja Adnana Kovacevicia spowodowała też, że wszystko złączyło się w czasie. Ja po roku przebywania za granicą, porozmawiałem z żoną i wspólnie ustaliliśmy, że to dobry moment na powrót do Polski ze względów rodzinnych.

Nie podpisałem też akurat kontraktu wcześniej w innym zespole, choć pewne oferty były, ale chciałem poczekać na ofertę, gdzie moje aspiracje sportowe będą wiązały się z aspiracjami klubu. Wszystkiego nie da się w piłce zaplanować. Kilka zbiegów okoliczności, zmiana trenera, a także systemu gry i wszystko ostatecznie spowodowało, że jestem tu, gdzie jestem.

A ta decyzja, żeby Polskę rok temu opuścić i postawić na Grecję, to jakie ostatecznie były jej powody i jak, z perspektywy czasu, na ten rok patrzysz?

To był moment, gdy zimą zamieniłem Widzew Łódź na Ruch Chorzów, z którym w Ekstraklasie nie udało się utrzymać. Były co prawda chęci, abym w klubie pozostał, jednak podobnie jak ostatnio, usiedliśmy z żoną i zdecydowaliśmy, że jest to ostatni moment, by spróbować swoich sił za granicą. Zobaczyć jak to tam wygląda, zdobyć trochę doświadczenia i poznać nowe perspektywy. W końcu dotychczas całe życie występowałem w Polsce. Padło ostatecznie na Grecję. Tam jednak nie wszystko, co ustaliliśmy przed transferem, miało miejsce. Nie pomogła też szybka zmiana trenera, który do klubu pod dany system grania mnie sprowadzał.

Później była jeszcze zimą Bułgaria, gdyż jesienią nie wszystko się ułożyło pod względem sportowym i całościowym, jak ustalaliśmy to z klubem na początku. W nowej drużynie również spędziłem pół roku. Co prawda była możliwość na kontynuowanie współpracy, ale, jak już wspominałem, sytuacja rodzinna naprowadziła mnie na coś innego. Urodziła nam się niedawno córka i z żoną zadecydowaliśmy o powrocie do Polski.

Ten rok jednak to było na pewno cenne doświadczenie. Mogłem spojrzeć na nową perspektywę, poznanie mentalności tamtejszych ludzi i ich kultury. Grecja to zupełnie inny świat, ludzie funkcjonują tu zupełnie inaczej. Pod względem sportowym może nie był to najlepszy wybór, ale pod względem doświadczenia na pewno już tak. Mogłem podpatrzeć, jak to funkcjonuje zupełnie gdzie indziej.

Tych ofert z Polski, także Ekstraklasowych było więcej?

Jeśli chodzi o oferty, to współpracuję ze swoją agencją w taki sposób, że dostaję informację, dopiero gdy jest konkretny kontrakt na stole. Rozmowy z ekstraklasowymi klubami na pewno się toczyły. Każdy zawodnik, który chce występować w Polsce, najbardziej pragnie właśnie Ekstraklasy. Widocznie w ostatecznym rozrachunku takich ofert konkretnych nie było. Z pewnością były też rozmowy z 1-ligowcami, którzy w tabeli są wysoko, ale te tematy nie zostały dopięte. Dzięki też temu, że te kwestie się przeciągały, to pojawił się temat Miedzi Legnica.

Chciałem wybrać najlepiej pod względem sportowym, a „Miedzianka” co roku ma aspiracje do walki o awans. Kilkukrotnie już w ostatnich latach się to udawało, a w ostatnim sezonie tylko jeden mecz dzielił zespół od Ekstraklasy. Miałem też tu kilku znajomych, którzy tu występowali. Zasięgnąłem opinii i wszystko, co mi przedstawiono, się potwierdziło w pozytywnym znaczeniu. Nie żałuję tego, jestem zadowolony z warunków, jakie są w klubie. Teraz tylko jak najlepiej punktować, żebyśmy mogli walczyć o najwyższe cele.

W Ruchu Chorzów miałeś kontrakt, którego długość była zależna od utrzymania w lidze. Myślisz, że gdyby udało się ten cel zrealizować, to Twojego wyjazdu za granicę wcale by nie było?

Tak, przyjeżdżając do Chorzowa, podpisałem kontrakt na pół roku. Nie wiedziałem, jaka będzie przyszłość. Ta umowa zawierała opcję przedłużenia jej o dwa sezony w przypadku utrzymania. Nie jest to w tym momencie żadna tajemnica. Gdybyśmy pozostali na najwyższym szczeblu, to Patryk Stępiński byłby związany dwuletnim kontraktem, który wygasałby dopiero z końcem tego sezonu. Utrzymania jednak nie było i od nowa usiedliśmy do rozmów z klubem. Nawet nie chodziło tu o kwestie finansowe. Taka decyzja się pojawiła, żeby mimo chęci ze strony klubu na kontynuowanie współpracy, spróbować tego epizodu zagranicznego, Niczego w tych kwestiach nie żałuję.

Teraz za to będzie okazja, żeby się ponownie z Ruchem Chorzów spotkać. Mecz odbędzie się na Stadionie Śląskim, gdzie swoje spotkania rozegrałem, więc pod względem emocjonalnym będzie to dla mnie wyjątkowe spotkanie, jeśli uda się oczywiście zagrać.

Jak patrzysz teraz na Ruch Chorzów? Ma on swoje miejsce w Twoim sercu?

Na ogół obserwuję wszystkie kluby, w których do tej pory występowałem. Śledzę też losy moich kolegów — w jakich ligach występują i jak im tam idzie. Zawsze jak przychodzi weekend, te wyniki się pojawiają, to sprawdzam kto strzelał, asystował, jak kto zagrał. Jeśli chodzi o Ruch Chorzów, to jesteśmy w tej samej lidze i mam tam wciąż znajomych, z którymi razem występowałem. Nie patrzę jednak na jeden klub, tylko zasadniczo na wszystkie zespoły, w jakich grałem. W ramach możliwości obserwuję więc wszystko i śledzę to, jak mogę.

Podczas Twojego pobytu w Ruchu Chorzów, wspominałeś, że starasz się oglądać mecze Widzewa Łódź. Dalej najczęściej, o ile oczywiście czas Tobie na to pozwala, zaglądasz akurat tam czy raczej po równo oglądasz spotkania swoich byłych ekip?

To zależy, jak pozwala czas. W moim życiu prywatnym pozmieniało, na moim pierwszym miejscu są inne priorytety. Jeśli są mecze Ekstraklasy, które nie nakładają się z naszymi w Legnicy, to tak. Na mecze Widzewa Łódź wtedy zerknę, ale to nie jest tak, że zawsze od początku do samego końca oglądam. Czasami są też inne spotkania 1 ligi czy Ekstraklasy, na które lubię sobie zerknąć. W klubie mamy dużo analiz i materiałów przygotowanych przez sztab, więc tego oglądania piłki jest mniej niż kiedyś.

Jakbyś porównał poziom w Grecji i Bułgarii do polskich lig?

Pod względem umiejętności indywidualnych w Grecji, w tej 2. lidze, każdy zespół ma zawodników na naprawdę wysokim poziomie. Natomiast tam aspekty taktyczne odgrywają drugoplanową rolę. Te zespoły w SuperLidze to już jest oczywiście bardzo wysoki poziom. Te różnice jednak między zespołami z dolnej części tabeli a zespołami walczącymi o awans nie są spore. Podobnie pod tym względem jest u nas w Polsce. Drużyny przodujące w walce o Ekstraklasę, często nie różnią się aż tyle od drużyn znajdujących się trochę niżej.

Liga bułgarska to bardzo dobre rozgrywki, aby się wypromować i zapracować na przejście do lepszej ligi. Mamy przykład Samuela Akere, który przed transferem do Widzewa Łódź występował właśnie w Bułgarii. Dwóch reprezentantów tego kraju dołączyło też do Korony Kielce. Jeśli chodzi o poziom zmagań, to powiedziałbym, że podobny. Oczywiście prym wiedzie Ludogorets, który 14 razy z rzędu zdobywał mistrzostwo. Jest to więc hegemon. Są też jednak zespoły jak CSKA Sofia czy Lewski Sofia, które też moim zdaniem poradziłyby sobie w Ekstraklasie.

Natomiast infrastruktury w postaci stadionów i tej całej otoczki to nie ma nawet co do Polski porównywać. Względy taktyczne u nas też poszły bardziej do przodu. Trenerzy zwracają uwagę na wszelkie detale, które ostatecznie decydują o tym, kto wygra. W Ekstraklasie czy 1 lidze idziemy cały czas do przodu i nie mamy czego się wstydzić przy innych krajach.

Miałeś w swojej karierze też sporo doświadczeń z drużynami, które walczyły o utrzymanie. W Miedzi Legnica, jak wspominałeś, walczycie o te najwyższe cele. Jest to dużo większy komfort, gdy nie gra się o utrzymanie?

Na przestrzeni lat, gdy grałem w tej 1 lidze, to walczyłem o awans. Udało mi się go wywalczyć z Wisłą Płock, Wartą Poznań oraz Widzewem Łódź. Trzy razy więc to miało miejsce i smak tej gry zdążyłem poczuć. W Ekstraklasie raczej były to zespoły celujące w środek tabeli lub właśnie utrzymanie. Jeśli chodzi o komfort grania, to na pewno zawodnik czuje się pewniej i może lepiej pokazać swoje umiejętności, kiedy mecze w większości wygrywa. Pewność siebie wtedy wzrasta.

W zespołach walczących o wysokie miejsca w 1 lidze jest na pewno inne podejście do pewnych rzeczy niż wśród drużyn walczących o pozostanie w Ekstraklasie. Tam tych spotkań zdecydowanie więcej się przegrywa, każdy punkt trzeba szanować i na każdy bardzo ciężko zapracować. Na zapleczu, oczywiście też trzeba o te oczka powalczyć, ale ta mentalność jest zupełnie inna, jeśli gra się o awans.

W Miedzi Legnica podpisałeś kontrakt na rok z opcją przedłużenia. To miejsce, w którym chciałbyś zostać na dłużej?

Tak, wszystko to, o czym odpowiedzieli mi koledzy, którzy tu grali — o warunkach panujących w klubie i jak to wszystko tu wygląda, jest dokładnie takie samo. Nic mnie negatywnie tutaj nie zaskoczyło. Jeśli chodzi o Miedź Legnica, to mogę wypowiadać się tylko pozytywnie. Kontrakt został podpisany na rok, ale jest taka możliwość, aby tutaj jak najdłużej występować i o to będę walczył. Mam już doświadczenia z innych polskich oraz zagranicznych ekip. W „Miedziance” jest zapewnione wszystko to, czego zawodnik potrzebuje. Oczywiście zawsze może być lepiej czy gorzej, ale jeśli chodzi o klub, stworzone przez właściciela czy sztab szkoleniowy warunki, to zawodnicy w każdym wieku mogą się tu rozwijać. Mamy zapewnione wszystko, aby na boisku jak najlepiej się prezentować.

Rozumiem w takim razie, że najbliższych latach skupiasz się już tylko na Polsce, a Twoim planem jest powrót do Ekstraklasy?

Tak, ten rok był pewnym doświadczeniem. Gdyby w Grecji ta przygoda ułożyłaby się trochę w inny sposób, to pewnie zostałbym tam na dłużej. Los i życie prywatne potoczyło się jednak inaczej. Młodszy zawodnik też w różny sposób patrzy na to wszystko, podobnie kibice. Jeśli przychodzą już względy rodzinne, to czasami podejmuje się różne decyzje. Ja mam już pewne doświadczenie. W wieku, w którym jestem, skupiam się już na Miedzi Legnica, awansie z tym klubem do Ekstraklasy i aby w tej lidze jeszcze zaistnieć.

fot. miedzlegnica.eu / Arkadiusz Wiśniewski

 

Mateusz Konsewicz

 

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze