Miejsce w eliminacjach Ligi Mistrzów zostało jedno, a walczyły o nie trzy zespoły. Ostatecznie każdy z nich zrobił swoje, z czego każdy zadowolony być nie może. Najbardziej radosny pozostanie Górnik Zabrze.
Ten sezon był szalenie emocjonujący, a jego zwieńczeniem była sobotnia multiliga. W górnej części tabeli trzy zespoły pozostawały w walce o Ligę Mistrzów. Każdy z zainteresowanych wygrał swoje mecze, nad czym najbardziej ubolewa Raków Częstochowa. Świętuje za to Górnik Zabrze.
Liga Mistrzów i Górnik Zabrze
Presja Ślązaków w sobotę, tak jak i w Pucharze Polski, w ogóle nie przygniotła. Z całej multiligi był to jedyny mecz, który tak szybko został rozstrzygnięty. „Trójkolorowi” do tematu podeszli na poważnie i od początku zdominowali zespół Radomiaka Radom. W 13. minucie było już 2:0 dla gospodarzy, do przerwy padła manita. W 2. połowie podopieczni Michala Gasparika spokojnie dojechali do końca spotkania, wygrywając ostatecznie 6:2.
Górnik Zabrze grał dzisiaj jak z nut, czym pokazał, że przy odpowiednich wzmocnieniach Europa będzie musiała się z nimi liczyć. Sobotniego wieczora lewa strona gospodarzy wyglądała jak lewy pas drogi ekspresowej. Współpraca Erika Janzy z Maksymem Khlanem weszła dzisiaj na jeszcze wyższy poziom. To przełożyło się też na statystyki, gdyż defensor zakończył ten mecz golem, a skrzydłowy z dwoma. To jednak nie same liczby świadczą o kunszcie tych piłkarzy.
Grający jako środkowy pomocnik, także ustawiony bliżej lewej strony boiska, Lukas Sadilek również brylował i ustrzelił dublet. Na listę strzelców, dokładając do tego asystę, wpisał się też Sandro Liseth. W kontekście letnich wzmocnień wiadomym jest, że klub musi sięgnąć po nowego napastnika. Warto jednak docenić, jak grający w tej roli Norweg podczas ostatniek kolejki się zaprezentował. Wniósł on naprawdę wiele jakości, a efektowna bramka na 3:1 to tylko wisienka na torcie w kontekście jego występu.
No to mamy Górnika Zabrze w walce o Ligę Mistrzów. 28. minuta i mamy 3:0 – co za bramka Sandre Lisetha! 🤯#GÓRRAD #Ekstaklasa pic.twitter.com/ykfrpcMGoT
— Mateusz Konsewicz (@MatiKonsewicz) May 23, 2026
Jedynym, co po tym spotkaniu może zaprzątać głowy kibiców, to to, że nie ujrzą oni już na murawie swoich klubowych ikon. Po spotkaniu buty na kołek odwiesił Lukas Podolski, który został nowym właścicielem klubu, jednak nie tylko 41-latek żegnał się tego wieczoru z kibicami. Starcie z Radomiakiem Radom było ostatnim również dla Pawła Olkowskiego, który na przestrzenie całego sezonu był bardzo istotnym elemntem w układance Michała Gasparika.
Jagiellonia Białystok może odetchnąć
Jagiellonia Białystok, jeśli chodzi o srebrny medal, musiała liczyć na potknięcie Górnika Zabrze. W przypadku brązu jednak była zależna tylko od samej siebie. Musiała pokonać u siebie Zagłębie Lubin i to się ostatecznie wydarzyło. Podopieczni Adriana Siemieńca pokonali „Miedziowych” 1:0, ale wcale nie była to szczególnie spokojna przeprawa.
Do pierwszej bramki wydawało się, że będzie na Podlasiu dosyć spokojnie. Jagiellonia Białystok prowadziła grę, dochodziła do kolejnych sytuacji i była zwyczajnie drużyną lepszą. Po błędzie Damiana Michalskiego dostała rzut karny, dzięki czemu szansę na piękne pożegnanie się z kibicami stanął Afimico Pululu i tę okazję wykorzystał.
Później sprawy zaczęły się nieco komplikować, a do głosu zaczęło częściej dochodzić Zagłębie Lubin. Jagiellonia Białystok miała problemy z górnymi piłkami przyjezdnych, a po jednej z długich piłek faulowany został Jakub Sypek, za co arbiter Wojciech Myć przyznał gościom jedenastkę. Grający najprawdopodobniej swój ostatni mecz dla „Miedziowych” Marcel Reguła nie pożegnał się jednak tak, jak uczynił to Afimico Pululu. Świetną interwencją popisał się Sławomir Abramowicz, wyłapując strzał młodego Polaka. Była to obrona na medal, gdyż to właśnie dzięki niemu Białostoczanie ostatecznie znaleźli się na pudle. Ten wyczyn jest o tyle ważny, że na Podlasiu będą walczyć nie o Ligę Konferencji, a o Ligę Europy.
Raków Częstochowa wygranym, ale i przegranym
Raków Częstochowa swój obowiązek wykonał i pewnie pokonał skazaną od tygodnia na spadek Arkę Gdynia. Mecz także tutaj toczył się pod dyktando gospodarzy, którzy wykorzystywali kolejne okazje. U „Medalików” nie obyło się też bez pożegnań.
Zanim jednak do nich doszło, trzeba było swój plan wykonać, czyli pokonać skazywanych na porażkę Pomorzan. Strzelanie w 37. minucie rozpoczął Marko Bulat, który po podaniu Adriano świetnie przymierzył zza pola karnego. Poza tym ładnym golem w 1. połowie mogliśmy ujrzeć kilka ostrych fauli „Arkowców”, którzy dwukrotnie zostali napomniani żółtymi kartonikami.
Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Raków Częstochowa dalej dyktował warunki i nie mogło dziwić, że ostatecznie podopieczni Dawida Kroczka podwyższyli prowadzenie. Najpierw w 71. minucie z trafienia cieszył się Jonatan Braut Brunes, a chwilę później wynik 3:0 ustalił Juan Carlos Silva. W międzyczasie po raz ostatni na boisku zameldował się Ivi Lopez, któremu fani oddali hołd pięknym transparentem. Na stadionie wybrzmiewało także nazwisko Arsenicia.
Choć gospodarze pewnie wygrali swoje spotkanie, to nikt z rywali o pobliskie miejsca w tabeli się nie potknął, co oznacza, że Częstochowianie mogą liczyć „jedynie” na Ligę Konferencji.


