Giro d’Italia 2022: Hindley triumfuje w górskiej potyczce. López wciąż liderem

W niedzielę doszło do pierwszego górskiego sprawdzianu na tegorocznym Giro d’Italia. Na dziewiątym etapie, który kończył się słynnym podjazdem pod Blockhaus, zwyciężył Jai Hindley – Australijczyk okazał się najlepszy spośród sześcioosobowej grupy.

Dziewiątego dnia rywalizacji na włoskich trasach kolarze mieli do pokonania 191 niezwykle wymagających kilometrów, które prowadziły przez trzy apenińskie szczyty, z czego dwa miały status podjazdu pierwszej kategorii. 5 tysięcy metrów przewyższenia zapewniało nie tylko niezwykle ciekawą walkę o etapowe zwycięstwo, lecz również rywalizacje wśród liderów klasyfikacji generalnej. Na początku uformowała się dziewięcioosobowa ucieczka, której przewaga nad peletonem w szczytowym momencie wyniosła około pięciu minut. W odjeździe nie jechał jednak nikt, kto stanowiłby zagrożenie dla lidera wyścigu.

Pierwszą poważną przeszkodą na trasie niedzielnego odcinka było Passo Lanciano, czyli dziesięciokilometrowa wspinaczka o średnim nachyleniu 7,6%. Mocne tempo sprawiło, że czołówka została poddana mocnej selekcji. Niezwykle aktywny był Diego Rosa, który walczył o koszulkę lidera klasyfikacji górskiej. Włoch zdołał wygrać premię, czym zapewnił sobie niebieski trykot. Ostatecznie ucieczka została dogoniona przez peleton tuż przed najważniejszym i najciekawszym momentem dnia – podjeździe pod Balockhaus.

Już na początku z głównej grupy odpadli Tom Dumoulin, Gulio Ciccone oraz (co najbardziej zaskakujące) Simon Yates – Włoch i Brytyjczyk pożegnali się tym samym z nadziejami na wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej (Holender zrobił to już wcześniej). Na 8 kilometrów przed metą incydent miał lider wyścigu – Juan Pedro López zetknął się kołem z Alejandro Valverde i na chwilę musiał wypiąć nogę, co owocowało w stratę kontaktu z grupą liderów.

Na 4,6 kilometrów przed metą, gdy Hiszpan jadący w Maglia Rosa próbował jak najbardziej zminimalizować stratę, z grupki dziesięciu kolarzy jadących na czele zaatakował Richard Carapaz. Za Ekwadorczykiem ruszyli Romain Bardet oraz Mikel Landa – trójka została jednak dogoniona na 2 kilometry przed końcem. Wspomniane trio ponownie spróbowało wtedy ataku – tym razem bardziej udanego. Do kolarzy Ineos-Grenadiers, Bahrain-Victorius oraz Team DSM zdołali dojechać Jai Hindley, Joao Almeida i Domenico Pozzovivo – kwestia triumfu rozstrzygnęła się więc między tą szóstką.

Na zaciętym finiszu, który przypominał rywalizację wytrawnych sprinterów, najlepiej poradził sobie Austarlijczyk. Drugi kolarz Giro d’Italia 2020 zdołał wygrać, ogrywając na ostatnich metrach Bardeta oraz Carapaza.

Juan Pedro López dojechał na metę ze stratą pozwalającą mu na zatrzymanie różowej koszulki. Po dziewiątym etapie sytuacja w klasyfikacji generalnej zrobiła się niezwykle ciekawa – aż ośmiu zawodników traci mniej niż minutę do Hiszpana. Kolarz ekipy Trek-Segafredo prowadzi o 12 sekund przed Almeidą. Jak na razie podium Giro uzupełnia Romain Bardet ze stratą 14 sekund do lidera. Kolejne odsłony walki o prowadzenie w „generalce” zapowiadają się niezwykle emocjonująco.

Poniedziałek będzie czasem na ochłoniecie po bardzo interesującej niedzielnej rywalizacji – czeka nas dzień przerwy. Kolarze na włoskie trasy powrócą we wtorek, gdy będą mieli do pokonania 196-kilometrowy etap łączący miasta Pescara i Jesi.

Jarosław Truchan   

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze