Przed ostatnią kolejką trzy drużyny miały jeszcze szanse na zajęcie piątego miejsca, ostatniego premiowanego udziałem w eliminacjach europejskich pucharów. W tym gronie znalazł się świetny na wiosnę GKS Katowice (49 punktów), solidne Zagłębie Lubin (48) i wracająca z głębokiej otchłani Legia (46). Rywalizacja tych drużyn stanowiła więc jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń Multiligi.
W najlepszej sytuacji znajdowała się GieKSa. Śląski klub w razie zwycięstwa z Pogonią gwarantował sobie piątą lokatę. Choć algorytmy dawały podopiecznym Rafała Góraka duże szanse na korzystny rezultat, to Katowiczanie wypadli dość blado z niegrającymi już o nic ,,Portowcami”. W 30 minucie spotkania Filip Cuić dał prowadzenie Pogoni, co spowodowało konieczność oglądania się na rezultaty innych spotkań. W Białymstoku jednak chwilę później jedenastkę wykorzystał Afimico Pululu, dając Jagielloni prowadzenie z Zagłębie. Rezultat ten odsuwał Lubinian od europejskich pucharów. Inaczej sprawy miały się jednak w Warszawie, gdzie Legia do przerwy prowadziła już 2:0 z Motorem. Taki układ piątą pozycję w tabeli dawał… ,,Wojskowym” którzy tak długo przecież w tym sezonie bronili się przed spadkiem z Ekstraklasy.
Najwięcej powodów do zadowolenia mieli więc fani klubu ze stolicy, którzy w trakcie spotkania z Motorem co parę minut nerwowo zerkali na rozstrzygnięcia w Szczecinie i Białymstoku. Tuż po przerwie Legia podwyższyła stan rywalizacji do 4:0, przypieczętowując fakt zrobienia wszystkiego co tylko mogli by wystąpić w eliminacjach Ligi Konferencji. Dla zawodników Marka Papszuna było to czwarte zwycięstwo z rzędu a bliski realizacji plan awansu do pucharów zdawał się być na dobrej drodze do urzeczywistnienia. Po ostatnim gwizdku w Warszawie zakończył się też mecz Zagłębia, co spowodowało że jedynym wynikiem decydującym o kolejności w tabeli była rywalizacja Pogoni z GKS-em. Tam doliczone było aż 8 minut do podstawowego czasu gry. Zaledwie 120 sekund później za polem karnym piłkę złapał Krystian Kamiński, co poskutkowało czerwoną kartką dla zawodnika ,,Portowców” i koniecznością zastąpienia go zawodnikiem z pola. Wykorzystał to Marcel Wędrychowski, który na minutę przed końcem spotkania wpakował piłkę do siatki rywali, dając GieKSie powrót do Europy po blisko 22 latach.