Długo Lech Poznań nie mógł wygrać na Tarczyński Arenie. Tym razem jednak Śląsk Wrocław nie dał rady obronić swojej twierdzy, ulegając „Kolejorzowi” aż 4:1. Popis umiejętności dał Patrik Walemark, który ustrzelił dublet.
Mimo przewagi własnego terenu to nie Śląsk Wrocław był faworytem sobotniego spotkania. Nadzieję fani „Wojskowych” upatrywali w powrocie po kontuzji Piotra Samca-Talara. Ante Simundza postawił też na Przemysława Banaszaka kosztem Moussy Dembele, a poza tym obyło się bez większych zaskoczeń.
Niels Frederiksen także postawił na pierwszy garnitur, oszczędzając jednak przy tym zawodników wracających do zdrowia. Z tego powodu na ławce rezerwowych zasiedli Gustav Berggren, Patrik Walemark czy Antoni Kozubal. Na prawej stronie duński szkoleniowiec postawił na współpracę Roberta Gumnego z Joelem Pereirą.
Śląsk Wrocław próbował, ale to za mało
„Poznańska Lokomotywa” do stolicy Dolnego Śląska dojechał z małym opóźnieniem, bowiem to Śląsk Wrocław lepiej wszedł w to spotkanie. Najpierw sporo miejsca na przedpolu miał Grzegorz Tomasiewicz, ale jego strzał powędrował prosto w środek bramki. Chwilę później w jeszcze lepszej sytuacji znalazł się Yevhen Matsenko, który przegrał pojedynek jeden na jednego z Mateuszem Lisem. „Wojskowi” nie wykorzystali więc swoich dobrych momentów, a Lech Poznań spokojnie wyczekiwał swojej szansy.
Spokojnie, bo pierwszy celny strzał oddał dopiero w 31. minucie. To jednak wystarczyło, aby wyjść na prowadzenie. W prawym sektorze boiska przy futbolówce znalazł się Pablo Rodriguez. Hiszpan zmylił zwodem Piotra Samca-Talara i posłał piłkę prosto na głowę Mateusza Skrzypczaka. Obrońca miał sporo szczęścia, bo z próby uderzenia wyszło genialne podanie do Filipa Jagiełły, który pewnie sfinalizował całą akcję.
Było to pierwsze i jedyne uderzenie Poznaniaków w światło bramki w 1. części meczu, ale nie świadczy to oddaniu inicjatywy. Po tym trafieniu gospodarze mieli problem z zachowaniem ładu w swoich szeregach, choć raz udało im się jeszcze zagrozić bramce byłego golkipera Goztepe. Rogala z pola karnego próbował posłać kapitan „Wojskowych”, ale piłka minęła słupek. Poza tym uderzeń z dystansu szukali jeszcze „Lechici”, ale bez większych konkretów.
Lech Poznań dopina swego, Śląsk Wrocław za słaby
Trener Niels Frederiksen musiał być zadowolony z gry w 1. części, bo mimo trzech żółtych kartek dla jego podopiecznych nie zdecydował się na żadne roszady. Dzięki temu Duńczyk zdołał utrzymać podobny obraz meczu do tego, który miał miejsce po wyjściu na prowadzenie. Lech Poznań kontrolował spotkanie, „lokomotywa” nabierała prędkości i Mistrzowie Polski nie wyglądali na zespół, któremu Śląsk Wrocław miałby czymś zagrozić.
Zagroził za to „Kolejorz”, a konkretnie Pablo Rodriguez. Hiszpan, podobnie jak w 1. części spotkania Grzegorz Tomasiewicz, znalazł sporo miejsca przed polem karnym. Lamine Ba zastosował krycie „na radar”, dzięki czemu pomocnik swobodnie zdołał uderzyć. Po drodze futbolówka odbiła się jeszcze od Mariusza Malca, co całkowicie zmyliło Karola Niemczyckiego. „Kolejorz” znalazł się więc na dwubramkowym prowadzeniu.
Śląsk Wrocław próbował się otworzyć, miał swoje dobre momenty, ale konkretów było zbyt mało. „Wojskowi” ustawiali się coraz wyżej, co goście wykorzystali. Najpierw w 70. minucie Mikael Ishak posłał długą piłkę do Patrika Walemarka, a Szwed zaprosił Mariusza Malca na karuzelę, podobnie jak w meczu z Polską Tymoteusza Puchacza, i podwyższył prowadzenie. Chwilę później Szwed znów poradził sobie ze stoperem Wrocławian i za sprawą jego precyzyjnego strzału z okolic 18. metra było już 4:0. W końcówce jeszcze swoją okazję zmarnował Yannick Agnero, honorową bramkę po rzucie rożnym zdobył Grzegorz Tomasiewicz i Patryk Gryckiewicz spokojnie mógł zakończyć spotkanie.
Koniec spotkania.
___#ŚLĄLPO 1:4 pic.twitter.com/4egxzNGh7B— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) October 10, 2026
Śląsk Wrocław rozgaszcza się w strefie spadkowej, Lech Poznań nabiera prędkości
Po tym spotkaniu Śląsk Wrocław nie pozostanie nawet na 16. miejscu, bo po wysokiej porażce osunął się na 17. pozycję kosztem Motoru Lublin. Najbliższe tygodnie będą bardzo ważne dla Ante Simundzy, bo sytuacja jego drużyny robi się coraz bardziej nieciekawa. Po 10 kolejkach „Wojskowi” mają na koncie jedynie sześć punktów, na które składa się zaledwie jedna wygrana.
Pozytywów kibice mogą szukać w terminarzu. „Grafik śmierci” dobiegł końca i Wrocławian czeka teraz spokojniejszy okres. Za tydzień bowiem zmierzą się na wyjeździe z 16. w tabeli Motorem Lublin, a następnie ich przeciwnikami będą kolejno Wieczysta Kraków, Odra Opole w Pucharze Polski, Radomiak Radom i Piast Gliwice. Jeśli Śląsk ma się utrzymać w lidze, to musi obowiązkowo już teraz zacząć punktować.
Lecha Poznań czekają teraz ekscytujące europejskie boje. W czwartek do stolicy Wielkopolski przyjedzie Bayer Leverkusen, a zaledwie siedem dni później angielski Sunderland. Przerywnikiem między meczami Ligi Europy będzie niedzielne spotkanie z Koroną Kielce, które „Kolejorz” rozegra przy Bułgarskiej. „Lechici” do tego trudnego okresu podejdą w dobrych humorach, bo sobotnim zwycięstwem zrównali się w tabeli z Górnikiem Zabrze.


