Lille postawi się Kanonierom? – Zapowiedź meczu FC Arsenal – LOSC Lille

Już we wtorek, 14 października 2026 roku czeka nas starcie Arsenalu z LOSC Lille. O godzinie 21. na Emirates Stadium w Londynie, zeszłoroczny finalista zmierzy się z drużyną, która w poprzednim sezonie nie zapewniła sobie możliwości gry w elicie. Przed meczem kluczowe wydaje się pytanie – czy Francuzi będą w stanie postawić się maszynie Mikela Artety? Co ciekawe, będzie to pierwsze, historyczne starcie pomiędzy tymi drużynami.

Kiepski początek Francuzów

Trzecia drużyna poprzedniego sezonu Ligue 1 nie rozpoczęła tegorocznej edycji Champions League zbyt dobrze. Podopieczni Davide Ancelottiego przegrali na własnym stadionie z Betisem Sewilla. Kilka fatalnych minut tuż po przerwie okazało się dla drużyny z północy Francji bardzo kosztowne. Między 49. a 53. minutą stracili oni dwie bramki, a chwilę później z boiska wyleciał Ethan Mbappe. Kibice Lille z pewnością liczą na to, że ich ulubieńcy zrehabilitują się za porażkę z Hiszpanami, lecz wyjazd na The Emirates zapowiada się wyjątkowo ciężko. Optymizmem z pewnością może napawać ich forma drużyny prezentowana na krajowym podwórku. Tam zawodnicy Ancelottiego okupują fotel wicelidera, a w trzech ostatnich meczach dwukrotnie udało się im zachować czyste konto. To właśnie postawa defensywy wydaje się być kluczem do sukcesu na boisku Kanonierów. Odpowiedzialna gra w obronie i przebłysk geniuszu najlepszego strzelca w tym sezonie Ayase Uedy, lub wracającego na Emirates Stadium doświadczonego Oliviera Giroud może sprawić, że kibice Lille zapomną o kiepskim początku Champions League 2026/27 .

Kanonierzy wciąż głodni sukcesu

Wspomnienia z majowego finału Ligi Mistrzów wciąż prześladują fanów The Gunners. Kapitalny początek, gol Kaia Havertza, fatalny błąd Mosquery, rzut karny dla PSG i wreszcie przegrany konkurs jedenastek po pudle Gabriela Megalhaesa. Choć sam finałowy mecz był marnym widowiskiem, to niewiele zabrakło, a zapisałby się złotymi zgłoskami w historii Kanonierów. Byłby to pierwszy triumf w Lidze Mistrzów dla tej zasłużonej dla europejskiego futbolu drużyny. Rany po przegranym finale zdążyły się nieco zabliźnić i trudno sobie wyobrazić by Arsenal w obecnym sezonie mógł mieć inny cel niż wygranie całych rozgrywek.

Latem drużynę z północnego Londynu opuścił grający w niej od 2019 roku Gabriel Martinelli, a ekipę Mikela Artety zasilili m.in. Christos Tzollis i przede wszystkim Bruno Guimaraes. Brazylijczyk kupiony z Newcastle za blisko 90 mln Euro przebojem wdarł się do pierwszego składu The Gunners i z całą pewnością można go nazwać poważnym wzmocnieniem Kanonierów.

Mimo kontuzji kilku ważnych graczy, takich jak Saliba, czy Zubimendi, Arsenal wydaje się jeszcze mocniejszy niż przed rokiem. Praca Artety, który przejął drużynę w grudniu 2019 roku z roku na rok daje coraz lepsze efekty. Poprzedni sezon, gdy czerwono – biali wygrali Premier League po raz pierwszy od 2004 roku i awansowali do finału Champions League po dwudziestu latach przerwy pokazuje jak kapitalną robotę wykonuje Hiszpan.

Początek sezonu 2026/27 także jest bardzo dobry dla drużyny z północnego Londynu. Poza blamażem w meczu z Brigthon, Kanonierzy wygrali wszystkie mecze. W lidze zajmują drugie miejsce, tracą do lidera 3 punkty, natomiast zmagania w Champions League zaczęli od wyjazdowego zwycięstwa z Napoli.

Starcie Dawida z Goliatem?

Wiele wskazuje na to, że we wtorek będziemy świadkami bardzo jednostronnego widowiska. Na boisku spotkają się drużyny funkcjonujące w zupełnie innych realiach, wyznaczające sobie różne cele i dysponujące kompletnie odmiennymi budżetami. Jednak piękno futbolu, a w szczególności Ligi Mistrzów polega na tym, że często drużyna skazywana na pożarcie jest w stanie postawić się faworytowi, a nierzadko nawet go pokonać.

Fot: sports.yahoo.com

Autor: Tymoteusz Kawka

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze