Harry Kane w kosmicznej formie – rekord Lewandowskiego na horyzoncie?

Harry Kane przechodził do Bayernu Monachium, aby na dobre wpisać się w karty historii futbolu, zdobywając trofea i bijąc kolejne rekordy. Na horyzoncie jeden szczególnie głośny. Czy Anglik przebije dokonania Roberta Lewandowskiego?

22 maja 2021 roku wszystkie oczy polskich i niemieckich kibiców były zwrócone na Roberta Lewandowskiego, który potrzebował gola, aby wyśrubować słynny rekord Gerda Müllera – 40 bramek w sezonie. Dla wielu ta magiczna liczba strzelonych goli wydawała się nie do pobicia. Polak jednak za sprawą trafienia w doliczonym czasie gry ustanowił nowy najlepszy wynik. W kolejnym roku natomiast pożegnał się z Bawarią.

Następcą najpierw został Sadio Mane, którego transfer nie okazał się szczególnym sukcesem. Bawarczycy sięgnęli więc po inną gwiazdę Premier League – Harry’ego Kane’a, któremu do pełni szczęścia brakowało tylko trofeów w gablocie. Tych, choć w pierwszym sezonie byłemu snajperowi Tottenhamu nie udało się zdobyć, tak teraz edytorzy Wikipedii stale muszą dopisywać mu kolejne osiągnięcia. Ponadto Anglik rozerwał worek z bramkami. Teraz jest na dobrej drodze, by rekord już nie Gerda Müllera, a Roberta Lewandowskiego pobić. Czy jednak faktycznie jest to wykonalne?

Harry Kane i wystrzelona forma

Dwa lata temu w niemieckiej ekstraklasie brylował Bayer Leverkusen. Przed rokiem podczas przerwy świątecznej Bayern Monachium znajdował się na szczycie. Mistrzowie z poprzedniego sezonu tracili jednak do lidera jedynie cztery punkty. Zważywszy, że w tamtym okresie wielu komentatorów podważało warsztat trenerski Vincenta Kompany’ego, to w stolicy Bawarii nie mogli wcale spać spokojnie. Teraz jednak Boże Narodzenie „Die Roten” spędzili na szczycie, mając aż dziewięć oczek przewagi nad drugą Borussią Dortmund. Harry Kane i spółka nie mają sobie w tym sezonie równych, a to pozytywnie odbija się na formie Anglika i jego dorobku strzeleckim.

19 goli w 15 meczach to wynik kosmiczny, choć Polak mógł się pochwalić jednym golem więcej na tym samym etapie. Żeby zobrazować tę sytuację, to utrzymując taką średnią bramek na mecz, Anglik zakończyłby sezon z 43 trafieniami. 32-latek genialnie wszedł w ten sezon. Już po czterech kolejkach miał aż osiem bramek. Przy tym zdobył jeszcze dwa hat-tricki – przeciwko RB Lipskowi i Hoffenheim. O ile Polak przed laty był obsługiwany przez genialnego Thomasa Müllera, tak obecny gwiazdor też nie może narzekać na serwis. Luis Diaz, Michael Olise, Lennart Karl i Serge Gnabry znajdują się w wysokiej formie i skutecznie przykrywają brak kontuzjowanego Jamala Musiali. Łącznie bowiem zanotowali jesienią aż 21 asyst w samej lidze.

Trzeba też dodać, że napastnik jest skuteczny ponad stan. Choć nie zawsze statystyka xG w pełni oddaje to, co dzieje się na boisku, to warto ją tutaj przytoczyć. U byłego piłkarza Tottenhamu wskazuje ona liczbę 13 goli, czyli aż o sześć mniej niż w rzeczywistości. Potrafi zachować zimną krew w polu karnym, kiedy dostanie prezent od rywala – jak z Freiburgiem, uderzy głową – jak w Der Klassiker, czy sam sobie wypracuje okazję, jak z FC Heidenheim. Do tego Bayern Monachium może cieszyć się z większej ilosci przyznanych jedenastek niż przed laty. Skuteczność Harry’ego Kane’a z rzutów karnych to 6/6 jeszcze przed półmetkiem rozgrywek. Robert Lewandowski w swoim złotym roku, po wskazaniu przez arbitra na wapno, ustrzelił przez cały sezon Bundesligi osiem goli.

Czy coś stoi na przeszkodzie?

Gdy Robert Lewandowski w sezonie 2020/2021 strzelał z meczu na mecz, jeszcze jesienią po piętach Bawarczykom deptał RB Lipsk (dopiero wiosną na dobre wypisali się z wyścigu o mistrza). W tym sezonie nie depcze im raczej nikt. Z jednej strony brak dodatkowej presji wśród Monachijczyków pomoże w wyznawaniu filozofii Johana Cruyffa „idźcie i bawcie się”, ale także może wpłynąć na brak większej motywacji. W końcu zawsze gra się inaczej, kiedy to jedno trafienie może zadecydować o ostatecznych rezultatach ligowej tabeli.

Robertowi Lewandowskiemu na finiszu rozgrywek doskwierał fakt, że wszystkie oczy są zwrócone nie na drużynę, a tylko na jego osobę. Tak też może być i teraz. Anglik bowiem w przeszłości kilkukrotnie przegrywał z presją. Było tak chociażby w fazie pucharowej mistrzostw świata w 2018 czy 2022 roku. Choć w tym przypadku mowa o wyróżnieniu indywidualnym, to dla napastnika zawsze ono będzie ważne. Tym bardziej że o tym słynnym rekordzie w Niemczech jest naprawdę głośno. To mecz z Augsburgiem był w końcu najbardziej stresującym meczem polskiej maszyny, jak możemy dowiedzieć się od autora biografii gwiazdy La Liga, czyli Sebastiana Staszewskiego.

Kłopot zawsze może pojawić się też ze zdrowiem. Anglik w końcu do najmłodszych nie należy, a w lipcu skończy już 33 lata. Rozgrywanie spotkań co trzy dni może więc przyprawić mu coraz więcej problemów. W tym sezonie Harry Kane rozegrał już ponad dwa tysiące minut, a kluczowa faza wszystkich rozgrywek jest jeszcze przed nami. Dotychczas problemy zdrowotne raczej omijały króla strzelców z ostatniej edycji ligowej rywalizacji, choć nie zawsze. Od jego przybycia do Niemiec opuścił on sześć spotkań z powodu urazów. Cztery z nich miały jednak miejsce w zeszłym sezonie. Tyle samo ligowych batalii po kontuzji z meczu przeciwko Andorze opuścił obecny rekordzista. W przypadku byłego strzelca Tottenhamu chodziło o naderwanie włókna mięśniowego.

Jako trzeci powód można by na siłę doszukiwać się pozycji Harry’ego Kane’a, któremu zdarzało się nie wystąpić jako główna armata. Na przestrzeni sezonu czterokrotnie zagrał on za plecami Nicolasa Jacksona jako cofnięty napastnik. Anglik jednak standardowo cofa się niżej, nie operując wyłącznie w polu karnym, i czuje się przy tych zadaniach jak ryba w wodzie. Nie stanowiło więc to dla niego większego problemu, gdyż w tych spotkaniach zdobył on aż sześć bramek.

Czego brakowało w przeszłości?

Sezon 2025/2026 nie jest pierwszym, w którym trwa śpiewka o biciu rekordu Polaka. Szczególnie głośno o tym było w pierwszym sezonie Harry’ego Kane’a na Allianz Arena, kiedy także zanotował świetny początek. Ostatecznie jednak nowy nabytek Monachijczyków zakończył rozgrywki z „jedynie” 36 trafieniami. Do wyrównania więc zabrakło ich pięciu.

Wtedy to Anglik po 15 kolejkach miał na koncie jeszcze bardziej imponującą liczbę bramek, bo aż 20. Problemy jednak zaczęły pojawiać się po świątecznej przerwie. Sześć bramek w ośmiu meczach w pierwszych dwóch miesiącach nowego roku to wynik jak najbardziej dobry, ale jednak nie mistrzowski. Napastnikowi brakło wtedy pary. Było widać po nim obniżkę formy, abstrahując już nawet od samych liczb. W ratowaniu sytuacji nie pomógł nawet hat-trick przeciwko Mainz czy dublet z Eintrachtem Frankfurt. Mecze te były także przeplatane pustym kontem strzeleckim z FC Koln czy Borussią Dortmund. Na domiar złego w maju strzelec nabawił się kontuzji pleców, przez którą ominął dwie ostatnie kolejki z powodu urazu pleców.

Jaka więc diagnoza?

Harry Kane jak najbardziej jest na dobrej drodze, aby rekord 41 goli w sezonie nie tylko wyrównać, ale i pobić. Trzeba jednak pamiętać, że dobra dyspozycja podczas rundy jesiennej nie zawsze przekłada się na formę wiosną. Idealnym tego przykładem jest wspominany wyżej sezon 2023/2024. Sam Thomas Müller w ramach wypowiedzi do biografii kapitana reprezentacji Polski powiedział: „Znów jestem przekonany, że to, co zrobił Lewandowski, będzie wieczne i pozostanie z nami do końca istnienia Bundesligi”. Przed historycznym wynikiem obecnego mistrza Hiszpanii jednak także mało kto dawał wiarę, że liczba 40 goli może zostać przełamana.

Warto też dodać, że w starciach z czołówką ligi, czyli Borussią Dortmund, RB Lipskiem czy Bayerem Leverkusen, Harry Kane będzie występował w koszulce gości, więc tu o gole będzie nieco trudniej. A i Bayern Monachium miał ostatnio problemy z znajdującymi się niżej w tabeli Mainz czy St. Pauli. Do końca Bundesligi zostało jednak jeszcze 19 kolejek. A czy Anglik ostatecznie pobije słynny rekord? Jak mawia znany w Polsce artysta muzyczny – „czas pokaże”.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze