Opłacało się czekać! Tottenham zwycięzcą Ligi Europy! [PODSUMOWANIE]

Przez 17 długich lat kibice Tottenhamu karmieni byli obietnicami, które nie miały pokrycia. Dziś, na gorącym baskijskim słońcu, doczekali się przełomu – „Koguty” wygrały Ligę Europy, pokonując Manchester United 1:0. Dla jednych to triumf odwagi i cierpliwości. Dla drugich – bolesne dno kolejnego rozczarowania.

Mecz, który nie zachwycił, ale który zapamiętamy!

Zaznaczmy to. To nie był klasyk. To nie był nawet dobry mecz. Przez pierwsze pół godziny kibice bardziej ekscytowali się ruchem chmur nad San Mamés niż wydarzeniami na murawie. Jednak futbol bywa przewrotny – i nawet w nudzie potrafi zaszyć moment magii. W 42. minucie Tottenham rozpoczął błyskawiczną kontrę, która zakończyła się dośrodkowaniem i szczęśliwym rykoszetem od Luke’a Shawa, który strzelił samobója… ręką. Andre Onana nie zdołał wyjąć odbitej piłki i w taki, trzeba to powiedzieć, głupi sposób Manchester United przegrał mecz. Zdecydowanie jednym z najlepszych piłkarzy tego spotkania był Vicario, który wiele razy uratował Tottenham od straty bramki.

Świetne statystyki, które nie przełożyły się na wyrównanie…

Druga połowa? Manchester United ruszył do przodu, ale wyglądał jak zespół bez duszy i bez planu. Tottenham zamurował dostęp do bramki. Cała linia obrony zagrała bardzo dobrze – skutecznie, mądrze i twardo. Mimo tego, że Manchester United napierał na bramkę rywali do samego końca, nie zdołał strzelić bramki. Nie przełamał się także w tym spotkaniu ani Rasmus Hojlund, ani Joshua Zirkzee. Najgorsze jest to, że gdy popatrzy się na statystyki obu zespołów z tego spotkania, drużyna z Manchesteru wygląda na taką, która powinna pewnie wygrać to spotkanie. Posiadanie piłki? 73% do 27%. Strzały? 16 – 3. Podania? 512 – 187. To tylko pokazuje, że Czerwone Diabły mają większy problem z wykańczaniem akcji niż z ich kreowaniem.

Postecoglou spełnia swoją obietnicę

Kiedy Ange Postecoglou obejmował Tottenham, obiecał trofeum. Mało kto brał to na poważnie. A jednak – australijski szkoleniowiec zostaje zapisany złotymi zgłoskami w historii klubu. Tottenham triumfuje w Europie po raz pierwszy od 1984 roku. I co ważniejsze – zapewnia sobie grę w Lidze Mistrzów.

United na dnie

Dla „Czerwonych Diabłów” to gorzki wieczór. Sezon bez trofeum, bez stylu i bez europejskich pucharów. Czwarta porażka z Tottenhamem w jednym sezonie mówi więcej niż słowa. Niestety, mimo ciągłego odwracania uwagi fenomenalną formą do tej pory w europejskich pucharach, zawodnicy Rubena Amorima nie zdołali utrzymać passy bez przegranej aż do finału.

Nowy rozdział w Londynie!

Tottenham ma puchar. Ma trenera, który wierzy w ten projekt. Ma piłkarzy, którzy udowodnili, że potrafią wygrywać. A Manchester? Manchester musi się obudzić. Bo dzisiejsza noc to nie tylko porażka. To koniec złudzeń.

Jerzy Aniołek

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze