Giro d’Italia 2022: Thomas De Gendt triumfatorem ósmego etapu

W sobotę odbył się ósmy etap tegorocznego Giro d’Italia. Po 149 kilometrach walki wokół Neapolu najlepszy okazał się Belg Thomas De Gendt, który zwyciężył w kilkuosobowym finiszu uciekinierów.

Trasa ósmej części ścigania na włoskich drogach była intensywna i pagórkowata – lekkie, ale za to częste podjazdy wydawały się być idealną okazją dla uciekinierów, nad którymi peleton nie mógłby trzymać pełnej kontroli. Na pierwszych kilometrach rywalizacji rozpoczęła się więc walka o znalezienie się w odjeździe. Najaktywniejszym kolarzem był pierwszy lider wyścigu, czyli Mathieu van der Poel, który dwukrotnie próbował odskoczyć głównej grupie. O ile pierwszy atak Holendra spalił na panewce, o tyle za drugim razem zawodnikowi ekipy Alpecin-Fenix udało się wypracować przewagę. Następnie na atak zdecydowało się dwudziestu kolarzy, którzy po dojechaniu do van der Poela utworzyli niezwykle liczną ucieczkę dnia.

Około dwuminutowa przewaga odjazdu nad peletonem, która utrzymywała się przez cały etap, w późniejszym czasie zaczęła wzrastać, co stało się zagrożeniem dla lidera wyścigu (w ucieczce jechał bowiem tracący cztery minuty do Juana Pedro Lopeza Francuz Guillaume Martin). Do pracy na czele goniącej grupy momentalnie wzięła się więc drużyna Trek-Segafredo, która zaczęła dyktować mocne tempo. Powróćmy jednak do tego, co działo się na czele – gdy do mety pozostało 50 kilometrów, na atak zdecydował się van der Poel, czym spowodował selekcje i rozdarcie ucieczki.

Po ataku Holendra wyszczuplona czołówka zjechała się na nowo, lecz nie trwało to długo, bowiem zaraz po uspokojeniu zaatakował Davide Gabburo. Za Włochem ruszyli Jorge Arcas, Thomas De Gendt, Harm Vanhoucke oraz Simone Ravanelli – w ten sposób uformowała się nowa, pięcioosobowa czołówka, za którą jechała grupka pościgowa złożona również z pięciu kolarzy. Liderzy utrzymywali swoją przewagę nad goniącymi i coraz bardziej prawdopodobne było, że nie dojdzie do połączenia. Gdy kolarze jadący za czołówką zdali sobie sprawę, że do mety pozostało niewiele i jeśli nic się nie zmieni, to nie będą mieli szans na wygraną, doszło do ataków. Jako pierwszy na siedem kilometrów przed metą swoich sił spróbował Mauro Schmid. Niemiec nie zdołał jednak odjechać swoim rywalom, którzy dojechali do zawodnika Quick-Step Alpha Vinyl. Po kilku „mocniejszych depnięciach” w grupie pościgowej pozostali tylko Mathieu van der Poel oraz Biniam Ghirmay. Holender i Erytrejczyk zmniejszali swoją stratę, która na 2 kilometry przed metą wynosiła około 10 sekund.

Goniący nie zdołali jednak dojechać do czołówki – kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się więc między pięcioosobową ucieczką. Kibice zgromadzeni na mecie mogli zobaczyć namiastkę sprinterskiego finiszu, w którym najlepiej poradził sobie Thomas De Gendt.

W peletonie do ostatniego podjazdu nie działo się nic ciekawego. Na około 12 kilometrów przed metą ataku po objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej spróbował Lennard Kämna. Lider wyścigu Juan Pedro Lopez był jednak bardzo czujny i momentalnie doskoczył do Niemca, udaremniając tym samym próbę odjazdu – Maglia Rosa pozostała więc w posiadaniu Hiszpana.

Jeżeli niektórzy mają nawyk poobiedniej drzemki, to w niedzielę najlepiej ją sobie zaplanować przed transmisją z Giro, bowiem na dziewiątym etapie nie będzie sposobności usnąć. Kolarze wyruszą z miasta Isernia, po czym pokonają 177 kilometrów, w czasie których będą na nich czekały cztery górskie premie i zakończą ściganie na słynnym podjeździe Blockhaus. Niezwykle wymagający profil zwieńczony ponad trzynastokilometrową wspinaczką zapowiada zażartą walkę wśród liderów. W niedzielę raczej nie poznamy zwycięzcy tegorocznego Giro d’Italia, ale być może dowiemy się, kto nie wygra włoskiego wyścigu. Bez dwóch zdań warto będzie śledzić niedzielną rywalizację –  czeka nas mocne apenińskie espresso na dzień przed przerwą w rywalizacji.  

Jarosław Truchan

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze