Wielkie opóźnienie, wielkie rozczarowanie, wielki Mistrz – analiza meczu Toruń- Wrocław

Mecz na, który czekał cały żużlowy świat został opóźniony o ponad 2 godziny. Z powodu całodniowych opadów deszczu, w Toruniu na torze rozłożona została plandeka, która miała ochronić go przed zalaniem. Spełniła ona swoje zadanie, lecz dopiero około godziny 21 służby techniczne zaczęły ją ściągać. Trudną sytuację torunian, w której gospodarze mogliby zostać pozbawieni atutu własnego toru, mogącego płatać figle po zdjęciu plandeki, wykorzystałby każdy poważny zespół, a już na pewno zespół walczący o złoto.

W tym wypadku po raz kolejny, Sparta pokazała, że za poważnych nie można ich brać i pierwszy mecz wielkiego finału przegrała aż 35:55.

Problemy z torem i wyrównany początek

Zaczęło się od niewielkiego prowadzenia gospodarzy. W mecz najlepiej wszedł Patryk Dudek, który w pierwszym biegu pokonał wrocławską parę Bewley – Kurtz i zdobył dla swojego zespołu pierwszą trójkę.

Bieg juniorski rozstrzygnął się na korzyść pary toruńskiej, niezawodny na własnym torze Antoni Kawczyński, który przyjechał pierwszy, a dzięki Mikołajowi Duchińskiemu ten wyścig zakończył się wynikiem 4 – 2 dla Torunia.

W trzecim biegu na metę jako pierwszy przyjechał najlepszy tego dnia wśród gości, Artiom Łaguta. Tak dobrze nie poszło Maciejowi Janowskiemu, który swój mecz na Motoarenie zaczął  bez zdobyczy punktowej.

Pierwszą serię zakończył, niespodziewanie, wygrany wyścig juniora Sparty, Marcel Kowolik przywiózł za swoimi plecami Roberta Lamberta i Duchińskiego.

W drugiej serii torunianie pokazali dlaczego Motoarena uchodzi w tym sezonie za niezdobytą twierdzę.

Toruń przejmuje inicjatywę

O ile przez pierwsze 4 wyścigi różnice w „zachowaniu” toru było widać, że owal stal się o wiele twardszy, niż zazwyczaj, tak piątą serię rozpoczęliśmy od podwójnej wygranej dla Torunia, dzięki parze Michelsen- Bloedorn.

Wyścig szósty przebiegł bez większych emocji i skończył się remisem. Za to 7 bieg był kwintesencją tego, co w tym niesamowitym sporcie kochamy. Najlepiej spod taśmy wyszedł Robert Lambert, do którego szybko dołączył jego partner z zespołu. Podczas gdy Dudek i „Lambo” już witali się z gąską, za ich plecami pod koniec pierwszego okrążenia, ukazał się człowiek, który tego dnia miał inne plany. Artiom Łaguta rozbił parę gospodarzy i nie pozwolił rywalom odskoczyć na więcej niż 6 punktów.

Bieg rozpoczynający 3 serię był idealnym przykładem tego jak dobrym trenerem jest Piotr Protasiewicz. Mowa tutaj o zastosowanej przez niego rezerwie taktycznej, podczas której w miejsce Michała Obsta pojawił się Dan Bewley. Brytyjczyk po raz kolejny udowodnił jak wiele daję swojej drużynie gdy jest zdrowy i dzięki genialnej jeździe w parze  z Bradym Kurtzem, przywiózł w tym meczu pierwsze drużynowe zwycięstwo dla Sparty.

Patrząc tylko na wyniki można odnieść wrażenie, że biegi numer 9, 10 i 11 nie przyniosły większej dawki emocji, bo wspomniane wyżej wyścigi torunianie wygrali 4 – 2.

Na szczęście same biegi okazały się ciekawe, a na nudę nie pozwolił Lambert, który w dziewiątej gonitwie na drugim okrążeniu, popisał się genialnym wjazdem między prowadzącą parę Bewley – Janowski.

Oprócz Brytyjczyka swoje zadanie wykonał Patryk Dudek. Wychowanek Falubazu, zaprezentował idealny atak po krawężniku na Maćku Janowskim. Bieg numer 10 to znów wygrana duetu Michelsen – Bloedorn, jednak tym razem rozdzielił ich lider gości – Artiom Łaguta. W wyścigu zamykającym 3 serię byliśmy świadkami świetnego pojedynku. To co wyrabiali Michelsen z Kurtzem zasługuje na miano gonitwy meczu. Trzeba też zaznaczyć błąd Bewleya, który podczas jazdy na drugim miejscu pojechał za szeroko i przywiózł 0.

Przez te błędy Wrocławian, przewaga gospodarzy zwiększyła się do 8 punktów, ale najgorsze dopiero miało nadejść Punktem kulminacyjnym tego meczu okazała się 4 seria.

Dopiero po 12 biegu pierwszą swoją trójkę mógł dopisać Maciej Janowski, co pokazuje jak mizernie radzili sobie seniorzy brązowego medalisty z zeszłego sezonu. Czarę goryczy i słabości w zespole Protasiewicza przelał ostatni wyścig przed biegami nominowanymi.

Zaczęło się, a jakże, od wyjścia na prowadzenie Artioma Łaguty, który nie mógł liczyć na bardzo wolnego i słabego Kurtza, jednak jak to już bywało w tym meczu, torunianie poradzili sobie z zawodnikiem gości i tym samym zapewnili swojej drużynie zwycięstwo. Rozmiar klęski był ogromny.

Sparta w ciężkiej sytuacji przed rewanżem

O tym, że tego dnia Sparta na mecz nie „dojechała” wiedzieliśmy już przed dwoma ostatnimi biegami, mimo to łudziliśmy się, że dla atrakcyjności rewanżu, goście tak łatwo meczu nie oddadzą i, że powalczą o jak najmniejszy wymiar kary.

Nic bardziej mylnego. Bieg numer 14 i 15 był idealnym podsumowaniem tego niezbyt wyrównanego spotkania. KS Toruń pokazał, że jest drużyną klasową, a Sparta zwyczajnie na bycie mistrzem nie jest gotowa.

PRES Grupa Deweloperska Toruń – Betard Sparta Wrocław 55:35

 

PRES Grupa Deweloperska Toruń:

9.Patryk Dudek 8+2

10.Robert Lambert 11+2

11.Norick Bloedorn 4+2

12.Mikkel Michelsen 14

13.Emil Sajfutdinow 11+1

14.Mikołaj Duchiński 2+1

15.Antoni Kawczyński 5

16.Bartosz Derek (-)

Betard Sparta Wrocław

1.Daniel Bewley 10

2.Maciej Janowski 4+1

3.Brady Kurtz 6+2

4.Michał Obst (-)

5.Artiom Łaguta 10

6.Marcel Kowolik 3

7.Mikkel Andersen 2

8.Nikodem Mikołajczyk (-)

 

Autor: Tymoteusz Kawka

Fot: WP SportoweFakty

 

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze