GKS Katowice zwyciężył 2:1 z Hapoelem Tel Awiw, jednak zaliczka rywali z pierwszego spotkania nie pozwoliła na awans do następnej rundy. „GieKSa” ostatecznie nie przechodzi eliminacji do Ligi Konferencji.
Cudu przy Nowej Bukowej nie było, choć brakło niewiele. Rafał Górak zamieszał w wyjściowym składzie, ale to dopiero zmiennicy wnieśli impuls. Od 1. minuty trener zdecydował się na świeżą krew, stawiając na wcześniejszych rezerwowych, czyli Alana Czerwińskiego, Mateusza Kowalczyka, Marcina Wasielewskiego, Marcela Wędrychowskiego oraz Ilię Szkurina.
Ospały początek „GieKSy”
GKS Katowice nie był faworytem tego dwumeczu, ale nie można było powiedzieć, że obie drużyny dzieli różnica klas. Aby awansować, „GieKSa” musiała zagrać dwa dobre spotkania. W pierwszym spotkaniu była wyraźnie gorsza, przegrywając 0:2. Dzisiaj podopieczni Rafała Góraka obudzili się niestety trochę za późno, bo dopiero po przerwie.
Pierwsze 45 minut w wykonaniu polskich piłkarzy to groźny strzał Bartosza Nowaka z rzutu wolnego i ciekawa próba Ilyi Szkurina. Poza tym to zespół gości przeważał. Defensywne trio nie radziło sobie z dynamicznym atakującym rywali. Gdy Emmanuel Boateng wchodził w drybling, stoperzy mieli z nim nie lada problem. Po raz kolejny natomiast Izraelczycy nie zdobyli bramki po składnej akcji, tylko po błędzie formacji defensywnej. Po długim podaniu na połowę „GieKSy” w 23. minucie z niewiadomego powodu piłkę przepuścił Arkadiusz Jędrych, a następnie Bartosz Wolski. Z prezentu skorzystał Stav Turiel. Dla polskiego defensora był to kolejny błąd w tym dwumeczu.
Pretensje można mieć również do ustawienia wahadłowych, w tym Borjy Galana. Z meczu przeciwko MSK Zlinie GKS Katowice także stracił bramkę, zostawiając z tyłu jedynie trzech zawodników. Tego wieczoru znowu ich zabrakło. Hiszpański wahadłowy zupełnie nie wziął pod uwagę możliwości utraty futbolówki, ale jak mawia stara prawda futbolu – defensor powinien być zawsze w takich sytuacjach pesymistą.
Jedna dobra połowa to za mało – GKS Katowice odpada po świetnej końcówce
Sytuacja nieco poprawiła się po przerwie. GKS Katowice przejął inicjatywę i kreował sobie kolejne sytuacje. Były rzuty rożne oraz rzuty wolne – aż szkoda, że stopa Bartosza Nowaka nie była tak dobrze ułożona jak zwykle. Wiele stałych fragmentów gry zaliczyło pusty przelot lub skutecznie zagrożenie blokowali rywale. Gdy już udało stworzyć się sytuację, to uderzenia były niecelne i lądowały nad bramką. Raz nawet strzał zablokował… Ilja Szkurin, w którego trafił Lukas Klemenz.
Białorusin jednak swój moment w meczu otrzymał. W 84. minucie piłka po podaniu rezerwowego Mateusza Wdowiaka wylądowała przed napastnikiem, który wślizgiem skierował ją do bramki. Chwilę wcześniej 29-latek zmienił wyczerpanego Bartosza Nowaka. Gol dał impuls i wyrównanie wyniku dwumeczu było naprawdę blisko, gdyż chwilę później asystent przy pierwszym golu wywalczył rzut karny. Jedynastkę skutecznie wykorzystał Arkadiusz Jędrych.
Czas niestety płynął nieubłaganie. Kilka szans na zdobycie bramki „GieKSa” jeszcze miała, ale nie zdołała ich wykorzystać. Kilkukrotnie zbyt niskie wrzutki posłał Szymon Bartlewicz, jednak trzeba go docenić za wykreowanie ostatniej dogodnej sytuacji. Eman Marković celne uderzył, ale pewnie interweniował golkiper rywali Assaf Tzur. Zaraz po tym wraz z końcowym gwizdkiem na stadionie można było wyczuć olbrzymi niedosyt.
Niestety… Uczucie podobne do tego, które towarzyszyło mi po rewanżowym meczu Górnika Zabrze z Fenerbahce. Był potencjał na coś wielkiego, a niestety znów czegoś zabrakło. No nic, szacunek i brawa za walkę! 👏#GKSHAP pic.twitter.com/jkK9Tg5lcV
— Mateusz Konsewicz (@MatiKonsewicz) August 12, 2026
GKS Katowice – piękny sen dobiegł końca
Niestety dla Katowiczan, z eliminacji Ligi Konferencji nie spada się już nigdzie. Porażka oznacza więc koniec przygody „Trójkolorowych” z europejskimi pucharami. Szkoda, bo emocji było co niemiara. Teraz jednak drużyna Rafała Góraka będzie mogła skupić się na punktowaniu w Ekstraklasie i kto wie… być może powtórzy sukces z minionego sezonu.
W najbliższą niedzielę drużyna ze stolicy Śląska uda się na Lubelszczyznę, gdzie powalczy o trzy punkty z Motorem Lublin. 23 sierpnia „Trójkolorowych” czeka powrót na Nową Bukową. Gospodarze wtedy gościć będą Wisłę Płock. Sierpniowe zmagania zakończą natomiast derbowym spotkaniem z Górnikiem Zabrze. Ważnym jest, aby tę porażkę przekuć ostatecznie w coś dobrego i wykorzystać zebrane doświadczenie w dalszej części sezonu.


