Urugwaj znów rozczarowuje. Faworyzowana ekipa Marcelo Bielsy tylko zremisowała z Republiką Zielonego Przylądka. Teraz to ci drudzy są na lepszej drodze do awansu.
Przed meczem wydawało się, że Urugwaj pewnie sięgnie po pełen dorobek punktowy. Choć Republika Zielonego Przylądka zdołała wcześniej zatrzymać Hiszpanię, to wciąż większość ekspertów wskazywała „Los Charruas” jako faworytów. Aby zapewnić sobie awans, potrzebowali w końcu tylko i wyłącznie zwycięstwa.
Odpowiedź, dlaczego Urugwaj jest uznawany za silniejszego, mogliśmy ujrzeć już na początku spotkania. Choć od jego rozpoczęcia było widać, że forma nie jest największym sprzymierzeńcem podopiecznych Marcelo Bielsy, to wciąż to oni przeważali. Kabowerdeńczycy mieli problem z wychodzeniem z kontratakami, jednak kiedy przedostali się już na połowę rywala, to zrobili oni swoje.
Mowa tu o sytuacji z 21. minuty. Wtedy rzut wolny na bramkę zamienił Kevin Lenini. Tu jednak bardziej zaskakujące jest to, co uczynił mur złożony z Maximilliano Araujo i Federico Vinasa. Futbolówka po strzale zawodnika Krasnodaru przemknęła między wspomnianą dwójką, zaskakując tym Fernando Muslerę.
Grający pod jeszcze większą presją, Urugwaj popełniał coraz więcej prostych błędów. Było to spotkanie, w którym kibice mogli obejrzeć masę nieudanych przyjęć czy dziwnie niecelnych podań. Reprezentanci dwukrotnego zdobywcy Pucharu Świata ostatecznie jeszcze przed przerwą zdołali odwrócić losy spotkania. Najpierw świetnym instynktem snajperskim popisał się Maximiliano Araujo, a następnie gola zdobył Agustin Canobbio.
Ucieszeni Urugwajczycy zeszli więc do szatni pewni siebie, a to, co czuli najbardziej, oddawał humor na trybunach Luisa Suareza oraz Diego Forlana. Kolejne bramki miały nadejść, ale jeśli przez 20 minut gry nie jest się w stanie oddać żadnego strzału, należy się liczyć z tym, że może się to zemścić.
Urugwaj nie mógł się przebić przez defensywę Kabowerdeńczyków, za to jego własna defensywa postanowiła rywalom podarować prezent. Mathias Olivera wraz z Fernando Muslerą zachowali się niczym duet Krychowiak–Szczęsny w 2018 roku przeciwko Senegalowi. Z prezentu skorzystał Helio Varela, doprowadzając do wyrównania.
W 69. minucie do siatki trafił po raz kolejny Maximiliano Araujo, ale zespół VAR dopatrzył się spalonego. Poza tym Urugwaj próbował, ale bez większych konkretów. Nie pomagała też skuteczność Federico Valverde. Gwiazdor Realu Madryt aż siedmiokrotnie decydował się na uderzenie, ale ani razu nie poszybowało ono nawet w światło bramki.
Słabość drużyny Marcelo Bielsy była najbardziej widoczna w doliczonym czasie gry. W końcówce spotkania jego podopieczni zostali zupełnie zneutralizowani przez niżej notowanych rywali. To Republika Zielonego Przylądka była bliżej zdobycia bramki w ostatnich sekundach. Po ostatnim gwizdku arbitra wśród jej reprezentantów panowało wręcz rozgoryczenie, gdyż arbiter nie zezwolił Kabowerdeńczykom na wykonanie ostatniego rzutu wolnego.
Mimo wszystko jeden punkt pozwala marzyć afrykańskiej drużynie o awansie. Przed nimi w ostatniej grupowej kolejce mecz o wszystko z Arabią Saudyjską. Urugwaj natomiast do awansu potrzebuje zdobyczy punktowej z nieco bardziej wymagającym rywalem, gdyż mowa tu o Hiszpanii. Kto by pomyślał, że Republika Zielonego Przylądka przed ostatnim bojem będzie miała większe szanse na awans niż dwukrotni triumfatorzy Mistrzostw Świata. Wszystko rozstrzygnie się 27 czerwca.


