Raków Częstochowa zostaje drugim finalistą tegorocznego Pucharu Polski. Podopieczni Łukasza Tomczyka dokonali niesamowitego powrotu i pokonali po rzutach karnych GKS Katowice. To właśnie oni po emocjonalnym rollercoasterze pojadą do Warszawy.
GKS Katowice 29 lat czeka już na awans do finału Pucharu Polski i, jak się okazuje, to nie koniec czekania. W czwartkowy wieczór Katowiczanie rozegrali wymarzoną 1. połowę, ale po przerwie wszystko się odwróciło o 180 stopni. Raków Częstochowa rozwiał znad siebie ciemne chmury. Najpierw odrobił dwubramkową stratę, później dwukrotnie wychodził na prowadzenie, a na koniec zachował nerwy na wodzy podczas serii jedenastek.
Bezbarwny Raków Częstochowa nabrał barw
Po 1. połowie wydawało się, że Raków Częstochowa nie ma żadnych argumentów, aby awansować do finału. Przez 45 minut zespół, poza jedną niewykorzystaną sytuacją Jonathana Brauta-Brunesa, nie potrafił przebić się przez defensywę rywali. „Medaliki” popełniały proste błędy przy rozgrywaniu piłki, a „GieKSa” wchodziła w pole karne gospodarzy jak w masło. Mimo że na konferencji prasowej asystent trenera Łukasz Ocimek mówił o lepszym posiadaniu piłki i nie najgorszej grze, to jednak wydaje się, że 2:0 wcale nie było najmniejszym wymiarem kary dla „Czerwono-Niebieskich”. Po przerwie potrzebny był cud i takowy się dokonał.
Możemy tylko wyobrazić sobie, jaką przemowę w szatni zafundował piłkarzom sztab. Drużyna w końcu pokazała to, co fanom chciała zafundować od początku rundy wiosennej. Dobra gra, wysoki pressing i wyraźna przewaga przełożyły się w końcu na bramki. Tym razem nie można mówić o braku skuteczności. Tę odzyskał też sam Jonathan Braut-Brunes, który walczy o miano najlepszego strzelca rozgrywek. Mimo niewykorzystanej jedenastki, po której i tak padł gol, Norweg popisał się świetnym uderzeniem tuż po przerwie, nawiązując kontakt z rywalem.
To właśnie to trafienie było kluczowe, gdyż całkowicie wybiło GKS Katowice z rytmu. Już dwie minuty później, po stałym fragmencie gry, do wyrównania doprowadził Racovitan. Trzeci gol był jedynie kwestią czasu. Mimo lepszej gry dwukrotnie jeszcze Raków Częstochowa tracił prowadzenie, w tym raz w dogrywce, ale wystarczyło to na wywalczenie awansu do finału. To, co w Poznaniu Raków Częstochowa po także szalonym widowisku stracił, dzisiaj odzyskał i może być to moment zwrotny dla „Medalików” w tym sezonie.
Raków Częstochowa drugim finalistą! Można pokusić się o stwierdzenie, że był to mecz sezonu, a jego bohaterem został Oliwier Zych. GKS Katowice przespał 2. połowę, co poskutkowało końcem ich pięknego snu. Szkoda, bo oba kluby zasłużyły na ten finał 🫤 pic.twitter.com/DEiiIQirEi
— Mateusz Konsewicz (@MatiKonsewicz) April 9, 2026
GKS Katowice wybudzony z pięknego snu
Fani „GieKSy” w tym meczu przeżyli zarówno najpiękniejsze, jak i najgorsze kibicowskie chwile ostatnich lat. Wydawało się, że trener Rafał Górak przechytrzył Łukasza Tomczyka, przez co GKS Katowice wyglądał na o wiele bardziej poukładany zespół. Tercet Klemenz–Jędrych–Czerwiński nie dawał za wiele razy dojść do głosu rywalom, a ofensywa także nie zawodziła. Po bramkach Erika Jirki oraz Arkadiusza Jędrycha zespół prowadził 2:0. W międzyczasie niemal stuprocentową okazję zmarnował Bartosz Nowak, ale wtedy nic nie zwiastowało, że będzie się ona śnić mu po nocach.
Pierwsze 20 minut 2. połowy to już jednak zupełnie inna gra. Można stwierdzić, że w szatni za szybko zaczęły strzelać korki od szampanów, przez co zabrakło koncentracji po przerwie. W pięć minut od rozpoczęcia, jak się okazało, nieostatniej części spotkania, GKS Katowice stracił całą przewagę, którą wybudował sobie przez pierwsze 45 minut. Na domiar złego kontuzji doznał Lukas Klemenz. To ostatecznie jego zmiennik, Marten Kuusk, sprokurował rzut karny dla Rakowa Częstochowa.
Później już było lepiej. Woli walki Katowiczanom nie można odmówić, gdyż po takich ciosach niejeden zespół już by się nie podniósł. Ci jednak dwukrotnie do meczu wrócili, a o odpadnięciu zadecydowały jedynie rzuty karne. Tam nie sprzyjał fakt, że „Trójkolorowi” uderzali jako drudzy, a w dodatku na bramkę, za którą stała ściana częstochowskich kibiców. Po meczu szkoleniowiec Rafał Górak zwracał uwagę na pracę arbitrów, która jego zdaniem miała wpłynąć na ostateczny wynik spotkania.
Raków Częstochowa szykuje się na finał, GKS Katowice wciąż walczy o europejskie puchary
Raków Częstochowa pozostawia sobie dwie ścieżki na zagwarantowanie sobie gry w europejskich pucharach. W lidze do miejsca w TOP 4 klub traci jedynie dwa punkty. Przez Puchar Polski jednak można powalczyć o występy w bardziej prestiżowej Lidze Europy, a także dołożyć kolejne trofeum do gabloty. Doświadczenie w tym turnieju „Medaliki” mają jak mało kto. Będzie to dla nich czwarty taki finał na przestrzeni 5 lat. Tym razem przeciwnikiem będzie Górnik Zabrze. Z ekipą Michała Gasparika Częstochowianie w tym sezonie przegrali już dwukrotnie, ale jak mawia klasyk — „do trzech razy sztuka”.
GKS Katowice mimo bolesnej porażki musi to przekuć w coś dobrego. Ciągle jest to dla „Trójkolorowych” historyczny sezon. Z planów, aby się utrzymać, zrobiła się szansa na grę w europejskich pucharach. Drużyna kolejny raz pokazała, że może rywalizować z każdym. Choć do finału Pucharu Polski „GieKSa” nie awansowała, to zostało jej osiem takich finałów w lidze, gdzie koncentrację trzeba zachować do samego końca. Pierwszy taki już w niedzielę, kiedy to podopieczni Rafała Góraka udadzą się do Poznania zmierzyć się z liderującym w tabeli Lechem.


