Piast Gliwice o krok od utrzymania, Arka Gdynia w tarapatach! [PODSUMOWANIE]

Piast Gliwice pokazał swoim kibicom, że poniedziałki wcale nie muszą być takie złe. „Piastunki” w meczu o życie pokonały Arkę Gdynia aż 4:1.

Piast Gliwice po burzliwym sezonie i fatalnym jego początku w końcu może nieco odetchnąć z ulgą. Poniedziałkowe zwycięstwo mocno przybliżyło drużynę do utrzymania. W zupełnie innej sytuacji jest za to Arka Gdynia, którą od utrzymania może uratować chyba już tylko jakiś cud.

Piast Gliwice i sus do przodu

Piast Gliwice przed meczem znajdował się w strefie spadkowej, a dopisując sobie trzy punkty, wskoczył aż na 9. pozycję. Do utrzymania brakuje naprawdę niewiele, a jeśli drużyna w piątek pokaże się z tej samej strony w starciu z Koroną Kielce, to może ono stać się faktem. Dzisiaj „Piastunki” zagrały na wysokim poziomie przez prawie całe 90 minut, poza kilkoma gorszymi momentami.

Mecz dla gospodarzy rozpoczął się świetnie. Drużyna Daniela Myśliwca podeszła wysoko i było widać, że remis w tym spotkaniu ich nie zadowoli. Bramka w 10. minucie była tylko efektem dobrze wykonanej pracy, bo chwilę wcześniej „Piastunki” nie wykorzystały dwóch świetnych sytuacji, z których jedną był niewykorzystany przez Patryka Dziczka rzut karny. Wraz z upływem czasu Gliwiczanie nie zatrzymywali się i dążyli do kolejnego trafienia. Moment słabości przytrafił się jedynie dwa razy, z tego raz w końcówce 1. połowy, gdzie rywale tego nie wykorzystali.

Drugi taki moment miał miejsce zaraz po przerwie, kiedy to Filip Borowski podwyższył prowadzenie. Daniel Myśliwiec postanowił wtedy nieco cofnąć drużynę i bronić wyniku, co, jak czas pokazał — nie opłaciło się. Sam trener uznał to na pomeczowej konferencji za błąd. Arka Gdynia zdobyła wtedy bramkę kontaktową, po czym „Piastunki” wróciły do ustawień fabrycznych z tego spotkania, ruszając do ataku i nie dając ekipie gości dojść już do głosu. Kolejne dwa gole to właśnie brak strachu przed wygraną, który panuje chociażby w Pogoni Szczecin. Przez ostatnie lata Gliwiczanie przyzwyczajali nas do defensywnego stylu gry, co teraz próbuje zmienić 40-letni szkoleniowiec.

Na pochwały zasługuje dzisiaj praktycznie cała jedenastka. Świetnie w bardziej ofensywnej roli, często przypominając napastnika, poradził sobie Quentin Boisgard, czego tylko przykładem może być jego świetne uderzenie głową, dające prowadzenie. Grzegorz Tomasiewicz również dobrze się zaprezentował i można tylko zastanawiać się, dlaczego klub pozwala odejść takiemu zawodnikowi za darmo. Filip Borowski pokazał natomiast, że po pauzie spowodowanej czerwonym kartonikiem Emu Twumasi wcale nie musi wrócić do wyjściowego składu. Odnotować też trzeba występ Michała Chrapka, który po wejściu na boisko zaliczył 2 asysty.

Arka Gdynia i szybki powrót do 1 Ligi?

W poniedziałkowy wieczór Arka Gdynia faktycznie zaprezentowała się jak 1. ligowy zespół, którym zaraz może się stać. Proste błędy, zero konkretów i wysoka porażka, a to wszystko w tak ważnym meczu z bezpośrednim rywalem o utrzymanie. „Arkowcy” w tym pojedynku wyglądali na zdecydowanie słabszych, a końcowy rezultat idealnie obrazuje przebieg spotkania.

Dziś mogliśmy zobaczyć wyjazdowe wcielenie ekipy znad Bałtyku w pełnej okazałości. Kolejna przegrana, a zespół przed cudzą publicznością wyglądał na jakby sparaliżowany. W końcu, jak inaczej wyjaśnić tak proste błędy, jak te, które popełniał Aurelien Nguiamba. Cała lawina zaczęła się przecież od jego złych zagrań, a wisienką na torcie jego występu było sprokurowanie rzutu karnego. To nie tak jednak, że 27-latek był tego wieczoru jedynym winowajcą. Dawid Gojny równie prosty błąd popełnił na początku połowy, oddając piłkę rywalom podczas rozgrywania futbolówki na własnej połowie. Wydaje się, że mental drużyny w tym momencie nie istnieje.

Gdyby jeszcze poza tymi pomyłkami były konkrety w ofensywie, ale Arka Gdynia sytuacji w tym meczu sobie nie tworzyła. Trzy uderzenia na bramkę Dominika Holca przez 90 minut to nie jest dobry wynik, samych strzałów też było mało, bo tylko siedem. Dla porównania ich rywale oddali takowych aż 24. Na domiar złego kontuzji nabawił się Oskar Kubiak, czyli jeden z najjaśniejszych punktów drużyny w ostatnich tygodniach. Choć tu trzeba przyznać, że zastępujący go Dawid Kocyła był chyba najlepszym zawodnikiem ekipy gości.

Kolejny raz ze słabej strony pokazała się też formacja obronna. Po kiepskim występie z Jagiellonią Kike Hermoso w wyjściowej jedenastce zastąpił Serafin Szota. To były kapitan Śląska Wrocław stworzył duet z Michałem Marcjanikiem. Jak się okazało, to dalej nie jest to. Obrona w dalszym ciągu jest nieszczelna, a patrząc na pozostałe drużyny, to solidna defensywa jest właśnie kluczem, aby się utrzymać.

Piast Gliwice po świętowanie, Arka Gdynia po pożegnanie?

Piast Gliwice co prawda dalej ma jedynie trzy oczka przewagi nad strefą spadkową, ale w chwili obecnej znajduje się pod nim aż dziewięć zespołów. Na cztery kolejki do końca jest to wynik dobry i wysoce prawdopodobne, że jedno zwycięstwo zapewni drużynie utrzymanie. Podopieczni Daniela Myśliwca powalczą o to już w najbliższy piątek z Koroną Kielce. Ostatnimi trzema rywalami „Piastunek” będą zaś: GKS Katowice, Raków Częstochowa i Widzew Łódź.

Arka Gdynia natomiast znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Na ten moment klub ten zajmuje odległą 17. lokatę w tabeli, a to wszystko przy wyjątkowo trudnym terminarzu. Dwa spotkania będą z ekipami walczącymi o mistrzostwo, jedno z drużyną z nadziejami na europejskie puchary i jedno z grającym już o nic klubem. Mowa tu o Lechu Poznań, Górniku Zabrze, Rakowie Częstochowa oraz Termalice Nieciecza. To wszystko przy 3 punktach straty do 15. Legii Warszawa, mając jednocześnie bardzo nieprzychylny bilans bramkowy.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze