Jarosław Skrobacz zwolniony! Quo vadis, Odra Opole?

Jarosław Skrobacz po niedzielnej porażce ze Stalą Mielec został zwolniony. Odra Opole zdecydowała się na zakończenie współpracy, ale czy aby na pewno jest to dobry ruch?

Trzeba było czekać 61 dni na kolejną zmianę trenera w Betclic 1 Lidze. Jarosław Skrobacz przegrał w niedzielę drugie spotkanie z rzędu. To sprawiło, że Odra Opole zdecydowała się na zmianę trenera. Ruch ten budzi jednak pewne kontrowersje.

2., 3. i 4. połowa meczu ze Śląskiem Wrocław

Odra Opole nową rundę zaczęła nie najgorzej. W meczach z zespołami z dolnej części tabeli, z którymi wypadało wygrać, aby zachować bezpieczną przewagę nad strefą spadkową, „Wikingowie Południa” zdobyli solidne cztery punkty. Pokonali u siebie Pogoń Siedlce, a także po trudnym boju wywalczyli punkt z GKS-em Tychy na wyjeździe. Najważniejsze jednak miało dopiero nadejść.

Mowa tu o derbach ze Śląskiem Wrocław, które przykuwają uwagę całego regionu. Starcie tych dwóch drużyn ma ze sobą podłoże historyczne, a napięta atmosfera między kibicami obu drużyn utrzymuje się od lat. To spotkanie elektryzuje także mieszkańców, którzy na co dzień piłką nożną szczególnie się nie interesują. Dla przykładu pojedynek tych klubów jesienią spowodował drugi od powstania Itaka Areny sold out biletów, a wielu fanów chcących kupić wejściówkę przy kasie bezpośrednio przed meczem zostało odesłanych do domu. Ten kontekst jest o tyle ważny, gdyż wydaje się, że to starcie z „Wojskowymi” przypieczętowało los trenera.

Jarosław Skrobacz zdecydował się przybrać podobną taktykę do tego meczu, co kilka miesięcy wcześniej w Opolu. Pójść po remis i wrócić do domu z jednym punktem. Podczas 1. połowy, choć jego drużyna nie stwarzała sobie żadnych sytuacji, to ich rywale z Dolnego Śląska również. W 2. części spotkania jednak stało się to, co najgorsze. W dwie minuty, zaraz po przerwie, Śląsk Wrocław wyprowadził dwa szybkie ciosy po błędach gości, które posłały ich na łopatki. Później „Wojskowi” dołożyli jeszcze trzeciego gola, więc obraz tego meczu był jasny. Drużyna z Opolszczyzny w najważniejszym meczu rundy przegrała sromotnie, nie stwarzając sobie żadnej sytuacji. To spowodowało falę krytyki i wielką burzę, której czarne chmury pozostały nad 59-latkiem i jego ekipą na dłużej.

Choć minął tydzień od spotkania z Wrocławianami, to w meczu ze Stalą Mielec można było odnieść wrażenie, że kolejno 3. i 4. połowa tamtego meczu dalej się toczy. Drużyna wyglądała na zupełnie rozsypaną. Rozgrywanie piłki od tyłu w niedzielę zawodziło. Proste błędy pojawiały się już przy podaniach trójki środkowych obrońców. Poza szansą Marcela Białowąsa do 80. minuty zespół nie tworzył sobie akcji, wyglądał na sparaliżowany. Stal Mielec, która mimo masy serii porażek gole strzelać potrafi, wykorzystała to, wygrywając 2:0. Po tym meczu frustracja otoczenia klubu i kibiców sięgnęła apogeum. To sprawiło, że nazajutrz Jarosław Skrobacz pożegnał się ze swoją posadą.

Jarosław Skrobacz kontra wyniki

Po tej decyzji warto przyjrzeć się celom, jakie klub powierzył szkoleniowcowi. Ten swoją posadę objął 30 września 2024 roku po zupełnie nieudanej przygodzie Radosława Sobolewskiego. Odra Opole, która jeszcze niedawno walczyła o Ekstraklasę, musiała zderzyć się z nową rzeczywistością — walki o utrzymanie. W klubie panował chaos i bałagan. Dwa wygrane mecze na tym etapie sezonu nie zwiastowały niczego dobrego, więc zapewnić klubowi pozostanie na zapleczu Ekstraklasy miał właśnie Jarosław Skrobacz.

To się udało, choć tamten sezon był wyjątkowo trudny. Odrze Opole niemalże do samego końca groził spadek. Gdy jednak w ostatniej kolejce klub mierzył się z Chrobrym Głogów, Betclic 2 Liga już jemu nie groziła. Kibice wywiesili więc baner z napisem: „utrzymanie mamy, czas na zmiany — Ekstraklasa dla Opola”. Latem jednak nie zmieniło się na tyle, aby na Opolszczyźnie o Ekstraklasie faktycznie mogli myśleć. Szczególnie jeśli spojrzymy, jakim potencjałem dysponuje konkurencja. Choć w Opolu stadion na najwyższy szczebel rozgrywkowy mają, to drużyny wciąż tam takiej brakuje. Cel był więc jeden — bezpieczne utrzymanie, unikając tego całego chaosu co ostatnio. Sama wycena klubu prognozowała drużynę na 10. miejscu, choć wiadomo, że wartość nigdy nie będzie oddawała jakości. Przykładem tej tezy jest chociażby Chrobry Głogów, który wedle tego powinien walczyć o utrzymanie.

Analizując tabelę, to wyniki Jarosława Skrobacza bronią. Jego podopieczni wypracowali dziewięciopunktową przewagę nad strefą spadkową. W dodatku pod klubem w tabeli jest jeszcze Znicz Pruszków, który do miejsca wyżej ma stratę 6 oczek. W przypadku Pucharu Polski też trudno mówić o kompromitacji, bo zespół z turnieju odpadł po nie najgorszym spotkaniu z ekstraklasowym Piastem Gliwice. Jak na razie nie widać więc większego zagrożenia w Betclic 1 Lidze. Zarząd jednak zdecydował się działać zawczasu i, upatrując pewne uchybienia, postawił na zmianę szkoleniowca.

Jarosław Skrobacz i jego grzechy

Choć miejsce w tabeli Jarosława Skrobacza broni, to nie był to też trener idealny. Z pewnością można szkoleniowcowi zarzucić brak punktowania w meczach, w których to jego drużyna była faworytem. W sześciu dotychczasowych pojedynkach z zespołami znajdującymi się obecnie niżej w tabeli, Odra Opole wygrała zaledwie jedno. Pokonany został na Itaka Arenie Górnik Łęczna. Poza tym nastąpiły dwie porażki ze Stalą Mielec, bolesne 0:2 u siebie ze Zniczem Pruszków oraz dwa remisy z GKS-em Tychy. W przypadku lepszych rezultatów w tych spotkaniach przewaga nad strefą spadkową byłaby zdecydowanie bardziej okazała. A i średnia punktu na mecz mogłaby być wyższa niż 1,02.

Innym zarzutem, jaki można skierować do byłego szkoleniowca Podbeskidzia Bielsko-Biała, jest brak promocji młodszych zawodników. Jeśli spojrzeć na średnią wiekową wyjściowej jedenastki, to tylko w szeregach Wieczystej Kraków ta liczba jest większa. W przypadku Odry Opole wynosi ona 27,3. Faktycznie można zastanawiać się, czy aby na pewno rozwój młodzieżowców szedł w dobrą stronę. Szymon Szkliński, Filip Kupczyk, Szymon Mida czy Marcel Białowąs nie mogli liczyć na regularne występy w 1. zespole. Nie widać też po nich, aby pod okiem 58-latka weszli na wyższy poziom. Wyjątkiem od tej reguły był jedynie 20-letni golkiper Adam Wójcik, który został mianowany na bramkarza numer jeden.

Bolączką klubu była też gra w ataku. O ile liczba straconych bramek jest mniejsza od niektórych drużyn z czołówki, tak gorszego ataku w lidze nie ma nikt. W tym sezonie Odra Opole strzeliła zaledwie 21 goli po 23 kolejkach, co nie przekłada się nawet na jedno trafienie podczas spotkania. Najlepszy strzelec klubu w sezonie ligowym ma w swoim dorobku jedynie pięć goli (Adrian Purzycki). W wielu meczach atak po prostu nie istniał. Za przykład może posłużyć wspomniany derbowy mecz sprzed tygodnia. Choć trzeba też zaznaczyć, że trzej napastnicy będący do dyspozycji Jarosława Skrobacza też nie pomagali. Szymon Kobusiński ostatnią bramkę zdobył we wrześniu. Michał Feliks dopiero co został odrzucony przez Wieczystą Kraków. Z każdym kolejnym meczem wygląda słabiej i Jarosław Skrobacz dawał mu coraz mniej minut. Kacper Przybyłko natomiast miał być gwiazdą ligi. Oczekiwania były, że pokaże tyle, co w sezonie 2019/2020 Arkadiusz Piech. Rzeczywistość póki co okazuje się brutalna.

Następca został wskazany

Czy decyzja podjęta z powodu wyżej wymienionych powodów była słuszna, to okaże się za parę miesięcy. Tymczasowo zespół po Jarosławie Skrobaczu przejął jego asystent — Piotr Plewnia. Kibicom klubu jest to znana postać, gdyż w przeszłości już trzykrotnie przejmował stery pierwszego zespołu na różne okresy czasu. Najdłuższa jego przygoda miała miejsce między marcem 2021 roku a październikiem 2022 roku. W tym czasie doprowadził klub do baraży o Ekstraklasę, w których Odra Opole uległa jednak Koronie Kielce.

Ma to być jednak opcja tymczasowa, a w najbliższym czasie mamy poznać nazwisko nowego szkoleniowca. Tym zwycięzcą wyścigu na początku miał zostać Maciej Bartoszek. 48-latek po epizodzie w Kotwicy Kołobrzeg pozostaje bezrobotny. Z ostatnich informacji wynika jednak, że postacią, która ma ustabilizować wyniki po odejściu Adama Noconia, ma być Jakub Dziółka.

Jest to trener o zupełnie innej charakterystyce niż Jarosław Skrobacz. 45-latka charakteryzuje bardziej ofensywna piłka i sukcesywny rozwój młodych zawodników. Były piłkarz zaistniał na rynku jako ambitny szkoleniowiec w Skrze Częstochowa. Tam zbudował drużynę, z którą wdrapał się na 3. poziom rozgrywkowy. Później spełniał się w roli asystenta, najpierw w GKS-ie Katowice, a następnie w Cracovii jako prawa ręka Michała Probierza. Zebrane doświadczenie pozwoliło Jakubowi Dziółce na powrót do będącej wtedy już w 1. lidze Skry Częstochowa. Klub pogrążony w chaosie udało się nawet utrzymać na rok dłużej na zapleczu Ekstraklasy. Choć w kolejnym sezonie obecnemu 45-latkowi nie udało się powtórzyć tej sztuki, to jego dokonania docenił ŁKS Łódź.

To właśnie sukces przy graniu przyjemnej dla oka piłki, a także umiejętność wprowadzania młodych piłkarzy pozwoliły trenerowi stanąć przed wielką szansą. Aspiracje „Rycerzy Wiosny” sięgały bowiem powrotu do Ekstraklasy. Tam, choć w pierwszych czterech meczach jego drużyna nie wygrała żadnego spotkania, tak w kolejnych 12 przegrała zaledwie raz. Regularności na przestrzeni całego sezonu Jakub Dziółka jednak nie zapewnił. Na przełomie roku 2024 i 2025 Łodzianie zaliczyli zjazd i nie wygrali żadnego z ośmiu starć. To poskutkowało zwolnieniem szkoleniowca i sprawiło, że na przejęcie klubu ekstraklasowego ten będzie musiał jeszcze poczekać. Po roku bez pracy trener pochodzący z Chorzowa jeszcze raz będzie musiał udowodnić swoją wartość, aby odbudować swoją markę. Ma ku temu dobre warunki, bo wiosną nie trzeba dokonywać cudów, a może przygotowywać pomału zespół do kolejnego sezonu.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze