Odra Opole i Śląsk Wrocław dzielą się punktami [PODSUMOWANIE]

Po 17 latach czekania na starcie tych dwóch drużyn padł remis 1:1, dokładnie jak w 2008 roku. Zarówno Odra Opole, jak i Śląsk Wrocław swoje bramki zdobyli w doliczonym czasie gry. Niedosyt panuje więc wśród obu ekip.

Pojedynek był określany meczem podwyższonego ryzyka. Kibice obu zespołów od lat za sobą, delikatnie mówiąc, nie przepadają. Wszystkie bilety zostały wyprzedane i na trybunach było prawie 11 tysięcy osób.

Przez dłuższy czas utrzymywał się bezbramkowy wynik 0:0. Odra Opole zdołała jednak strzelić gola w samej końcówce spotkania. Wywołało to euforię, ale koncentracji do ostatniego gwizdka sędziego brakło. Rywale zdołali wyrównać i oba kluby dopiszą sobie po punkcie.

Odra Opole powoli się rozkręcała

Odra Opole nie weszła najlepiej w to spotkanie i była drużyną, która miała problem z podejściem pod bramkę Michała Szromika. Trener Jarosław Skrobacz mówił na konferencji prasowej, że absolutnie nie było to zgodne z przedmeczowym założeniem. Przez pierwsze 20 minut „Niebiesko-Czerwoni” mieli ogromne problemy z prostym konstruowaniem akcji. Masa niedokładnych podań, raz źle zagrywał Cassio, innym razem Filip Kendzia. Po jednym z takich zagrań faulem musiał ratować zespół spóźniony Adam Wójcik. Arbiter wskazał na jedenasty metr, jednak golkiper kapitalnie zdołał wybronić strzał Serafina Szoty.

W zasadzie od tego momentu mogliśmy oglądać nieco bardziej poukładaną wersję zespołu. Odra Opole wciąż stosunkowo głęboko się broniła, ale dochodziła do kolejnych dogodnych sytuacje. Piłka na połowie rywala szukała Joshuy Pereza, któremu brakowało jednak celności przy uderzeniach z dystansu.

Jeszcze lepiej grającą „Oderkę” mogliśmy zobaczyć, kiedy to w 67. minucie czerwoną kartkę otrzymał Przemysław Banaszak. Wtedy role w tym spotkaniu się odwróciły i to opolanie naciskali na swoich rywali. Przez wrocławski mur udało się im przebić w 91. minucie, kiedy to Adrian Łyszczarz uderzył piłkę wprost w obramowanie bramki. Futbolówka, odbijając się od niego, wylądowała pod nogami Filipa Kendzi, dzięki któremu Odra Opole wyszła na prowadzenie. Ostatnie chwile to brak doświadczenia i spokojnego zamknięcia meczu ze strony „Niebiesko-Czerwonych”. Brakło przetrzymania piłki, odpowiedniego wybicia i w efekcie „Wojskowi” zdołali jeszcze wyrównać.

Śląsk Wrocław ratuje punkt

Ante Simundza po meczu mówił, że remis jest wynikiem sprawiedliwym i niezwykle go szanują. Jak też twierdził, wśród jego piłkarzy zawiodła skuteczność. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż 1. połowa ewidentnie odbywała się pod dyktando Śląska Wrocław. Niewykorzystany wspominany rzut karny i brak umiejętności przełamania defensywy rywali sprawiły, że do szatni wrocławianie zeszli remisując. Plan słoweńskiego szkoleniowca był jednak konsekwentnie realizowany i to w 2. części spotkania „Wojskowi” mieli postawić kropkę nad „i”.

Może i tak by było, gdyby nie wspomniana czerwona kartka dla Przemysława Banaszaka. Już w pierwszych minutach spotkania mieliśmy sytuację, kiedy główny arbiter odgwizdał faul dla Odry Opole przy próbie przewrotki gospodarzy. Tym razem przewinienie było jeszcze poważniejsze, gdyż but napastnika wylądował na twarzy Jiriego Pirocha. Na pochwałę na pewno zasługuje fakt, że grając jednego piłkarza mniej i tracąc gola w doliczonym czasie gry, piłkarze przyjezdnych nie podłamali się i zdołali doprowadzić jeszcze do remisu.

Odra Opole vs Śląsk Wrocław i wnioski pomeczowe

Obecnie aż sześć zespołów zgromadziło pięć punktów w Betclic 1. Lidze. Najlepszy bilans spośród nich ma Polonia Warszawa, dzięki czemu znajduje się na 5. miejscu w tabeli. Odra Opole natomiast bilans ma najgorszy, przez co znajdziemy ją dopiero na 10. lokacie. Wynika to na pewno ze zbyt defensywnej gry. Dotychczas piłkarze „Oderki” zdobyli jedynie cztery bramki, przepuszczając ich jednocześnie pięć. Trzy z nich jednak zespół stracił na inaugurację z Chrobrym Głogów. Trzeba więc zwrócić uwagę na fakt, że zespół w obronie od tego czasu mocno się poprawił. W 4 kolejnych kolejkach stracili już jedynie 2 bramki.

Sytuacja w grze obronnej „Wojskowych” jest zgoła inna niż opolan. Śląsk Wrocław za kadencji Ante Simundzy tylko raz zdołał zachować czyste konto. Słoweniec wychodzi z założenia, że lepiej wygrać 5:4 niż 1:0 i póki będzie się to sprawdzać, to jego filozofia będzie się broniła. W ofensywie wygląda to lepiej, ale patrząc na potencjał kadrowy dolnośląskiego klubu, osiem punktów nie może w pełni satysfakcjonować kibiców. „Wojskowi” znacząco lepiej prezentują się przed własną publicznością, aniżeli na wyjazdach. Zważywszy, że kolejny mecz wrocławian to derbowe starcie w Głogowie, drużyna szybko musi rozwiązać ten problem.

fot. Odra Opole / Facebook

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze