W Warszawie, 23 lutego, rozegrano niezwykle interesujące spotkanie pomiędzy Projektem Warszawa a Cuprum Stilonem Gorzów.
Mało kto spodziewał się, że zespół ze stolicy, zajmujący drugie miejsce w tabeli, może przegrać z drużyną walczącą o utrzymanie w lidze. Do wyjściowego składu wrócił Jakub Kochanowski, który po dwóch miesiącach przerwy ponownie pojawił się na boisku.
Siatkarze z Gorzowa rozpoczęli spotkanie bardzo pewnie, wygrywając pierwszego seta 25:20. Druga partia była już bardziej wyrównana i toczyła się punkt za punkt, jednak goście zdołali odskoczyć na trzy punkty przewagi, której gospodarze nie byli w stanie odrobić.
Trzeci set również padł łupem drużyny z Gorzowa. Od początku wypracowała ona wyraźną przewagę, której Projekt nie zdołał zniwelować. Było to spore zaskoczenie, zwłaszcza że warszawianie mieli za sobą serię bardzo dobrych spotkań i uchodzili za zespół wyjątkowo groźny na własnym parkiecie.
Po meczu Damian Wojtaszek przyznał, że był to najgorszy występ drużyny w tym sezonie. Podkreślił, że zespołowi nie udało się „wejść w mecz”, dlatego należy jak najszybciej o nim zapomnieć, wyciągnąć wnioski i dawać z siebie maksimum w kolejnych spotkaniach.
Statystyki potwierdzają słabszą dyspozycję Projektu — warszawianie popełnili więcej błędów własnych (15 przy 10 rywali), zdobyli również mniej punktów w ataku oraz w polu serwisowym.
Szybka rehabilitacja
Dwa dni później, 25 lutego, również w Warszawie rozegrano kolejne spotkanie — tym razem z Steam Hemarpol Norwid Częstochową. Siatkarze ze stolicy mieli wiele do poprawy i chcieli zrehabilitować się przed własną publicznością.
Pierwszy set początkowo był wyrównany, jednak w końcówce przewagę wypracowali goście z Częstochowy, którzy ostatecznie wygrali premierową partię. Drugi set rozpoczął się podobnie, lecz tym razem to Projekt zdołał odskoczyć na dwa punkty i utrzymał przewagę do końca.
Trzecia odsłona była już pokazem siły warszawskiego zespołu. Gospodarze szybko zbudowali pięciopunktową przewagę i skutecznie wykorzystywali swoje okazje w ataku. W czwartym secie Politechnika jeszcze próbowała odwrócić losy meczu i przez moment prowadziła, jednak Projekt odpowiedział serią punktów, budując czteropunktową przewagę, której nie oddał do końca spotkania.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Bartosz Gomułka, który wszedł na boisko za Linusa Webera i rozegrał znakomite zawody, zdobywając aż 18 punktów.
Po meczu Karol Kłos podkreślił, że w PlusLidze nie ma łatwych spotkań. Zaznaczył również, że przy tak intensywnym terminarzu trudniej utrzymać najwyższą skuteczność, ale był bardzo dumny z postawy całej drużyny.
Autor: Karolina Przybylska


