Lech i Jagiellonia przegrywają! Bukmacherzy w szoku

Pierwsze piątkowe mecze i już mamy niespodzianki. Najpierw Jagiellonia przegrała wysoko 4:0 przy własnej publiczności z Termalicą Bruk-Bet. Potem Lech, który także grał u siebie, uległ Cracovii 4:1. Przed sezonem nikt nie zakładał takiego scenariusza, więc mamy do czynienia z wielką sensacją. Dla bukmacherów to szczególnie trudna noc. Koniecznie zobacz podsumowanie piątkowej inauguracji sezonu!

 

Katastrofa w Białymstoku: Jagiellonia zdemolowana

Jagiellonia już na początku sprawiała wrażenie drużyny zupełnie innej niż w poprzednim sezonie. Mieli problem z konstruowaniem akcji i pozwolili kontrolować grę zespołowi, który dopiero co wywalczył awans do Ekstraklasy. Wynik jak najbardziej odzwierciedla przebieg meczu, ponieważ podopieczni Adriana Siemieńca nie potrafili wyjść z tej niekomfortowej sytuacji. Druga połowa również nie odmieniła obrazu spotkania, a gospodarze wyglądali bezradnie. Najwyższą notę za ten mecz zebrał Kamil Zapolnik, autor jednego z trafień dla Termalici. Niestety, w drugiej połowie nabawił się urazu. Kibice tej drużyny mają nadzieję, że to nic poważnego. Byłaby to ogromna strata, gdyby jeden z kluczowych zawodników musiał na dłużej pauzować. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:0, co było kompromitacją gospodarzy.

Lech zamiast z tarczą, został wyniesiony na tarczy: Porażka 4:1 z Cracovią

Generalnie Lech Poznań, czyli obecny mistrz PKO Ekstraklasy, nie może uznać początek sezonu za udany. Najpierw porażka z odwiecznym rywalem 2:1 na własnym obiekcie w Superpucharze Polski, a potem porażka z Cracovią 4:1. Już w 2. minucie stracili bramkę przez błędy indywidualne w obronie, kiedy Gurgul popełnił podstawowy błąd przy wyprowadzeniu piłki. Po tym incydencie musieliśmy czekać aż 14 minut na wznowienie meczu z powodu materiałów pirotechnicznych. Po wznowieniu Kolejorz był nieskuteczny i niekonsekwentny, próbując budować swoje sytuacje. Kolejny błąd w obronie spowodował, że gospodarze ponownie skontrowali, a Ajdin Hasić podwyższył wynik na 2:0. Tak wysoka przewaga bardzo utrudniała odwrócenie losów meczu, a szansa na to pojawiła się dopiero w 35. minucie, kiedy Jagiełło umieścił piłkę w bramce po dobrym zgraniu Ishaka. Niestety, bramka nie została uznana z powodu pozycji spalonej.

Lech stwarzał sobie kolejne sytuacje, a w 44. minucie sędzia podyktował rzut karny po zagraniu ręką zawodnika Cracovii. To dało nadzieję na zmianę wyniku, a dodatkowe 14 minut doliczone do pierwszej połowy dały jeszcze szansę na odrobienie strat. Po zakończeniu pierwszej połowy, ta bramka nadal trzymała kibiców Kolejorza w nadziei na odwrócenie losów meczu. W drugiej części Lech był jednak nieskuteczny i niekonsekwentny w tworzeniu swoich sytuacji. Kiedy Cracovia miała swoją szansę, wykorzystała ją i ponownie podwyższyła wynik. Od tego momentu nadzieje Lecha zgasły, a gra wyglądała coraz gorzej. Czwarta bramka dla Cracovii praktycznie pogrzebała szanse drużyny, po błędzie świeżo wpuszczonego Skrzypczaka.

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze