Lech Poznań miał momenty, Crvena Zvezda ma zaliczkę [PODSUMOWANIE]

Lech Poznań przegrywa u siebie z Crveną Zvezdą 3:1 i sprawa awansu mocno się komplikuje. Choć „Kolejorz” pokazał się z dobrej strony, to niestety w Serbii będzie musiał odrabiać straty.

Lech Poznań zaczyna dwumecz od porażki. Polski zespół grał dobrze, więcej utrzymywał się przy piłce, stawrzał sobie okazje, ale ostatecznie błędy w obronie zadecydowały o końcowym rezultacie.

Defensywa znów zawodzi 

Przed meczem sporo chwaliło się „Poznańską Lokomotywę” za grę w ataku. Ganiło się natomiast za postawę w obronie. Niestety to błędy na własnej połowie wypaczyły wynik spotkania.

Crvena Zvezda szybko wyszła na prowadzenie. Rade Krunić dostał za dużo miejsca i czasu, po czym mocnym uderzeniem pokonał Bartosza Mrozka, który także mógł zachować się lepiej. Drugi gol dla przeciwników to „ping-pong” w polu karnym, gdzie piłka pechowo przedostała się pod nogi strzelca pierwszej bramki. To tragienke zdecydowanie nie wpłynęło najlepiej na morale „Lechitów”. Później stratę Joela Pereiry wykorzystali goście za sprawą Bruno Duarte i „Czerwono-Biali” cieszyli się z kolejnej bramki. Lech Poznań w tym sezonie stracił już 16 goli. Dzisiaj z pewnością w defensywie nie dał rady duet Portugalczyków, którzy nie radzili sobie po obydwu stronach boiska. W Belgradzie, aby odrobić straty, będzie trzeba pamiętać o zabezpieczeniu defensywy, o co może być bardzo trudno.

Lech Poznań mimo wszystko zaskoczył

Mało kto przed meczem spodziewał się, że to Lech Poznań będzie kontrolował mecz i miał więcej z gry. Pierwsza połowa to naciskanie na rywala. Bardzo ładny gol Mikaela Ishaka po urodziwej asyście Moutinho. Udane dryblingi Gholizadeha, kilka ciekawych zagrań Joela Pereiry.

Wszystko jednak zepsuło się w 51. minucie. We wcześniejszych meczach sytuacja psuła się po stracie pierwszego gola, tym razem to drugie trafienie podcięło „Lechitom” skrzydła. Od tego momentu wszystkie atuty zniknęły. Luis Palma nie nawiązał do swoich występów w Lidze Mistrzów sprzed paru sezonów. Kilka prostych strat zaliczył także Filip Jagiełło. Zabrakło kogoś, kto pociągnąłby zespół, kiedy ten podupadł na duchu i potrzebował gonić wynik.

Perspektywa przed drugim meczem

Sytuacja przed rewanżem jest nie za bardzo wesoła. Przeciwnik jest doświadczony i nie będzie łatwo go złamać. Serbowie są przyzwyczajeni do takich meczów i z szacunkiem dla przeciwnika będą bronić korzystnego dla nich wyniku. Zespół jest jakościowy, a kadra szeroka.

Przed meczem mówiło się, że aby zespół stał się faworytem przed rewanżem, potrzebna jest zaliczka przynajmniej dwóch bramek. Zamiast zaliczki jest strata. O ile szczęście tym razem może stanąć po stronie „Kolejorza” i poznaniacy będą w stanie tworzyć sobie kolejne sytuacje, to trudno uwierzyć, że zagrają na zero z tyłu. W przypadku braku awansu w Lidze Europy na „Poznańską Lokomotywę” będzie czekał Genk i wcale nie będzie łatwiej o zwycięstwo niż teraz.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze