Lech Poznań pewnie rozprawił się z islandzkim Breidablik. Teraz przed „Kolejorzem” stoi jednak zespół z ogromnym doświadczeniem w Lidze Mistrzów – Crvena Zvezda. Tym razem to nie polska drużyna będzie faworytem.
Już w środę o 20:30 Lech Poznań rozegra niesamowicie ważny mecz. Rywalem „Kolejorza” będzie Crvena Zvezda. Dla mistrzów Serbii występy w Lidze Mistrzów to obowiązek. Nie jest to jednak zespół pozbawiony słabych punktów, a jeśli jest chęć gry w najbardziej elitarnych europejskich rozgrywkach, to po drodze trzeba pokonywać kluby także z wyższej półki. Przed zawodnikami „Poznańskiej Lokomotywy” okazja do napisania pięknej historii.
Lech Poznań w wystarczającej formie?
Lech Poznań w tym sezonie rozegrał już sześć spotkań. Jest to idealny moment, aby wrzucić kolejny, wyższy bieg – tym bardziej że wymaga tego sytuacja. „Kolejorz” póki co nie błyszczy w każdym spotkaniu, jednak trzeba pamiętać, że latem najważniejsze jest dla niego zakwalifikowanie się do upragnionej Ligi Mistrzów. Po zaliczonym falstarcie i porażkach z Legią Warszawa oraz Cracovią drużyna zdecydowanie się rozbudziła. O ile te dwa spotkania piłkarze rozegrali praktycznie na stojąco, tak później było już tylko lepiej.
„Lechici” w ofensywie znacznie się poprawili. 14 bramek w 4 meczach to wynik zasługujący na pochwałę: osiem bramek strzelonych w dwumeczu Breidablikowi, kolejne cztery Lechii Gdańsk, a także dwie Górnikowi Zabrze. W meczach z „Biało-Zielonymi” oraz zabrzanami Lech Poznań pokazał też, że potrafi wygrywać mecze, w których nie wszystko się układa. Odrobienie straty dwóch bramek, a także przepchnięcie spotkania ze śląskim klubem na pewno zbudują drużynę. Problemem może być jednak liczba straconych bramek. Tylko raz Bartosz Mrozek zachował czyste konto, na Islandii. Przy ofensywie Crveny Zvezdy będzie o to jeszcze trudniej. Ważne też będzie, aby przeciwnicy nie strzelili gola jako pierwsi. Gdy w tym sezonie „Kolejorz” tracił bramkę, zaraz przychodził drugi cios i sytuacja jeszcze bardziej się komplikowała. Tak było z Legią Warszawa w Superpucharze Polski, Cracovią, a także Lechią Gdańsk. W defensywie trzeba będzie więc pilnować się znacznie bardziej.
Wystawić najlepszych
W zachowaniu spokoju z tyłu mają pomóc zmiany w składzie. O ile Bartosz Mrozek jest bezwzględnie numerem jeden, tak defensywa od jej układu na samym starcie sezonu będzie się różnić. Robert Gumny już po porażce na inaugurację stracił swoje miejsce w pierwszym zespole. Przesunięty trochę niżej został Joel Pereira, który przyzwyczaił nas do dobrych występów. Nie najlepiej prezentował się też Michał Gurgul, który z pewnością musi się poprawić. Od pierwszej minuty zobaczymy więc Joao Moutinho, który w zeszłym sezonie z Jagiellonią doszedł do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Na razie zawodnik pokazał się z dobrej strony i swoją formę ma zaprezentować ponownie przeciwko serbskiej ekipie. W środku Niels Frederiksen postawi na Mateusza Skrzypczaka i Antonio Milicia. Czas, aby ten duet zazębił się na dobre.
Największą zagadką jest ustawienie w pomocy. Sytuacja kadrowa sprawia, że bardziej defensywnym pomocnikiem będzie Antoni Kozubal. Nie jest to co prawda „typowa szóstka”, ale niespełna 21-latek pokazywał już, że na tej pozycji może sobie dobrze radzić. Piłkarzem o usposobieniu bardziej ofensywnym jest Filip Jagiełło i z tego powodu będzie on najpewniej ustawiony nieco wyżej od swojego młodszego kolegi. Największym problemem jest kontuzja Alfonso Sousy. Zawodnik nie będzie gotowy do gry w pierwszym spotkaniu, a jego przyszłość w klubie także pozostaje niepewna. Tutaj Niels Frederiksen może postawić na Luisa Palmę. Zawodnik ma doświadczenie w Lidze Mistrzów. W przeszłości strzelał nawet przeciwko Atletico Madryt i mógłby wziąć grę na siebie. Jeśli jednak trener przeniesie ciężar konstruowania akcji bardziej na skrzydła, to w miejsce Honduranina wystąpi Gisli Thordarson.
Na szpicy zagra nie kto inny jak Mikael Ishak. Szwed ustrzelił już siedem goli w tym sezonie i fani czekają na kolejne w starciu z mistrzem Serbii. Leo Bengtsson, którego transfer wydaje się „strzałem w dziesiątkę”, to zawodnik o profilu, którego „Kolejorz” potrzebował na skrzydle. Występ Alego Gholizadeha stoi pod znakiem zapytania. Nie jest wiadome, na ile minut będzie gotowy, gdyż dopiero wraca po urazie. Z tego powodu w pierwszym składzie możemy ujrzeć Filipa Szymczaka. Mimo słabszego meczu z Górnikiem Zabrze, zawodnik notuje w tym sezonie dobre występy. W starciu z „Czerwono-Białymi” jego warunki fizyczne, umiejętność zastawienia się i opanowania górnych piłek mogą wiele dać zespołowi.
Lech Poznań może, Crvena Zvezda musi
Dla Crveny Zvezdy ewentualna porażka w eliminacjach byłaby nie do przyjęcia. Jest to zespół, który, jak podają źródła, połowę swojego budżetu opiera na pieniądzach otrzymanych z Ligi Mistrzów. W krajowych rozgrywkach ostatnimi czasy bezproblemowo zdobywa kolejne tytuły. Poza derbami z Partizanem Belgrad, europejskie puchary to jedyne rozgrywki, które mogą fanów emocjonować. Zespół, aby awansować do tych rozgrywek, przygotowuje się cały rok. Jest to jednak z drugiej strony dla Serbów również osłabienie. O ile Lech Poznań smak rywalizacji zna na co dzień, o tyle poza serbskim El Clasico Crvena Zvezda nie spotyka się z wymagającymi wyzwaniami.
Skład „Czerwono-Białych” według portalu Transfermarkt jest wyceniany na 81 milionów euro, podczas gdy wartość „Kolejorza” jest mniejsza o lekko ponad 30 milionów. Vladan Milojević lubi, gdy jego zespół utrzymuje się przy piłce. Biorąc pod uwagę klasę piłkarzy pod względem indywidualnym, „Lechici” będą musieli odnaleźć się w roli zespołu, który będzie cofnięty i wyczekiwał odpowiedniego momentu do ataku. To też nie jest styl gry, do którego piłkarze mistrza Polski są przyzwyczajeni.
W ataku serbskiej ekipy, niezależnie czy zagra Bruno Duarte, czy też Cherif Ndiaye, poznańscy defensorzy będą mieli spore problemy. Gotowy do gry ma być także Marko Arnautović. Rywale więc dysponują olbrzymią jakością z przodu. Trzeba też wspomnieć o ofensywnym pomocniku drużyny – Aleksandar Katai jest w bardzo dobrej formie i na niego także będzie trzeba szczególnie uważać. Jeśli byśmy stworzyli wspólną jedenastkę obu ekip, to piłkarzy z Lecha Poznań może byłoby dwóch – mowa o jednym z duetu Antonio Milić – Mateusz Skrzypczak i Bartoszu Mrozku. Pokazuje to klasę rywala, z jakim zmierzy się polski zespół.
Crvena Zvezda kontra polskie zespoły
W oficjalnych spotkaniach Crvena Zvezda mierzyła się z trzema różnymi polskimi drużynami. Przed wielkim sukcesem Polonii Bytom w Ameryce, zespół grał w Pucharze Intertoto. W 1963 roku pierwszy mecz wygrała serbska drużyna 4:3, ale w rewanżu ekipy dzieliła różnica klas. Śląska drużyna pokonała bowiem swoich rywali aż 6:1. Było to ostatnie zwycięstwo polskiej drużyny nad obecnymi Mistrzami Serbii.
Dziesięć lat później na „Czerwono-Białych” trafiła Stal Mielec. Puchar Europy Mistrzów Krajowych przyniósł nam dwumecz, w którym zespół występujący obecnie w Betclic 1 Lidze przegrał 3:1. Kolejne starcie to Puchar UEFA i sezon 2007/2008 – Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski poległa zarówno u siebie, jak i na wyjeździe 1:0, odpadając z rozgrywek.
Warto też wspomnieć o towarzyskim spotkaniu ze stycznia tego roku. Crvena Zvezda ograła w nim Pogoń Szczecin 5:2. Choć był to tylko sparing, różnica poziomu była widoczna gołym okiem. To Serbowie kontrolowali przebieg spotkania i ustrzelili aż pięć goli. Lech Poznań więc, jeśli marzy o awansie, musi podejść do dwumeczu spokojnie i z rozwagą. Biorąc pod uwagę, że rewanż odbędzie się w Belgradzie, „Kolejorz” będzie zmuszony być do bólu skuteczny pod bramką rywali, aby wypracować sobie zaliczkę. Zwycięstwo jest w zasięgu, ale będzie o to niezwykle trudno.
fot. Lech Poznań / Facebook
Mateusz Konsewicz


