Liga Mistrzów we wtorek ukazała się w jej najpiękniejszej wersji. Gole, niespodzianki, walka i pożegnania. Kibice na brak emocji nie mogli narzekać.
Choć kibice nie mogli narzekać na brak emocji, tak na występy swoich drużyn już tak. Tyczy się to szczególnie włoskich kibiców. Za burtą znalazł się Inter, który sensacyjnie został wyrzucony przez Bodø/Glimt. Dla reszty faworytów Liga Mistrzów była bardziej szczęśliwa i w komplecie awansowali do 1/8 finału.
Król Alexander Sorloth
Atletico Madryt w tym sezonie jest wyjątkowo niestabilne. O tym przypomniało już chociażby w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Mistrzów z Club Brugge. Wtedy to podopieczni Diego Simeone roztrwonili dwubramkowe prowadzenie, przez co we wtorek nie mogli się już potknąć. Przed rewanżem media obiegły też plotki o potencjalnym odejściu Antoine’a Griezmanna do Orlando City oraz Diego Simeone do Interu Mediolan. Choć żaden z ruchów może nie zostać sfinalizowany, to atmosferę trzeba było poprawić.
1. połowa w wykonaniu „Los Colchoneros” idealna nie była. W zasadzie to nawet Club Brugge miał więcej klarownych okazji. Gospodarze jednak wyszli na prowadzenie po golu Alexandra Sorlotha. Simon Mignolet z pewnością mógł zachować się w tej sytuacji lepiej. Co ciekawe, przy tym trafieniu asystę zaliczył Jan Oblak. Belgowie swoją przewagę co prawda w końcu wykorzystali i jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać, ale wraz z gwizdkiem Clementa Turpina, wołającym oba zespoły na 2. część spotkania, z drużyny zniknęły wszystkie dotychczasowe atuty.
Po przerwie grą cieszyli się głównie Hiszpanie. Najpierw świetnym uderzeniem, przywracającym swoją drużynę na prowadzenie, popisał się Johnny Cardoso. Niedługo później dwie kolejne bramki zdobył strzelec 1 gola, tym samym kompletując hat-tricka. Występ amerykańskiego pomocnika może cieszyć o tyle, że ostatnie tygodnie były dla niego mocno burzliwe. 24-latek został okrzyknięty jednym z głównych winowajców ligowej porażki z Rayo Vallecano, ale dzisiaj udźwignął ciężar tego wymagającego spotkania. Także za golem spisywał się naprawdę dobrze. Co do Alexandra Sorlotha, to oczywiście został nagrodzony statuetką dla najlepszego zawodnika meczu. Jeśli Norweg jest w świetnej formie, to swoją pewność siebie zawsze przełoży na skuteczność. Kilka dni temu zapewnił swojej drużynie trzy punkty w starciu z Espanyolem, a teraz jego gole dały Atletico Madryt awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów.
POV: you’re in the front row at the movies pic.twitter.com/sXMTlO6ld3
— Atlético de Madrid (@atletienglish) February 24, 2026
Newcastle ponownie wygrywa
Newcastle kontra Qarabag we wtorkowy poranek był określany mianem najmniej emocjonującego meczu nadchodzącego wieczoru. Najmniej emocjonującym pod tym względem, że rywalizacja ta została już w pełni rozstrzygnięta tydzień temu. Z tego też powodu Eddie Howe dokonał aż sześciu zmian w składzie w porównaniu do pierwszego spotkania. Szansę na grę dostał chociażby rezerwowy bramkarz Aaron Ramsdale, a strzelec czterech goli Anthony Gordon usiadł na ławce rezerwowych. Polscy fani za to wciąż mogli przyglądać się Mateuszowi Kochalskiemu, który przed tygodniem, mimo wpuszczenia aż sześciu goli, zdobył od dziennikarzy wysokie oceny.
Tym razem Polak po raz pierwszy piłkę z siatki musiał wyjmować już w 6. minucie. Była to dosyć pechowa sytuacja. Mimo 5 zawodników Qarabagu w „piątce” futbolówka po interwencji 25-latka wylądowała pod nogami Sandro Tonaliego. Zaraz po wznowieniu gry, pod wpływem wysokiego pressingu Anglików, piłkę stracił Hiszpan Joni Montiel. Newcastle wykorzystało ten błąd i Joelinton podwyższył prowadzenie, nie dając szans byłemu golkiperowi Stali Mielec. Trzecie trafienie dla „Srok” to precyzyjne uderzenie głową Svena Botmana, który wykorzystał błąd w ustawieniu rywala przy rzucie rożnym. Trudno się tu doszukiwać błędu naszego golkipera.
Qarabag trzeba jednak też docenić. W 1. połowie choć był zupełnie niewidoczny, tak w ostatnich 45 minutach piłkarze robili, co mogli, aby godnie pożegnać się z tym prestiżowym turniejem. Dwukrotnie Azerbejdżanie łapali kontakt i to po dwóch błędach Dana Burna. Najpierw swoją prędkością popisał się Camilo Duran, a potem strzał z rzutu karnego swojego kolegi z drużyny poprawił Elvin Cafarquliyev. Do wyrównania doprowadzić się co prawda nie udało, ale fani „Ogierów”, którzy pokonali tysiące kilometrów, nie powinni czuć się zawiedzeni.
Liga Mistrzów nie dla Greków
W trudnej do odwrócenia sytuacji znalazł się też grecki Olympiakos. Ten przed tygodniem nie wykorzystał przewagi swojego boiska i uległ rywalom 2:0. Bayer Leverkusen był więc w komfortowej sytuacji. Kacper Hjulmand uznał zatem, że nie można pozwolić rywalom na zdobycie bramki, która napędziła by ich piłkarzy. Z tego względu za wiele okazji w tym meczu nie ujrzeliśmy. 1. połowa to zaledwie jeden celny strzał i to akurat zespołu, któremu wynik dwumeczu sprzyjał.
Przyjezdni zupełnie nie mieli siły przebicia. Kwartet Martins-Hezze-Chiquinho-Taremi został zneutralizowany przez niemiecką defensywę. W ataku Mistrzów Grecji nie było widocznego żadnego pomysłu i ofensywa biła głową w mur. Siedem strzałów, z tego zaledwie jeden celny, może jedynie o tej nieporadności świadczyć. Jeśli więc któryś z kibiców wybrał akurat ten mecz do oglądania, to wiele emocji tam nie ujrzał.
Inter za burtą i dopełnia klęskę Serie A
W ostatnim sezonie honor Serie A w Lidze Mistrzów ratowali „Nerazzurri” , docierając aż do samego finału rozgrywek. W tym sezonie może okazać się, że żadnej włoskiej drużyny nie zobaczymy już na etapie 1/8 finału. Dzisiaj za burtą znalazł się Inter, któremu dawano najwięcej szans na awans po pierwszym spotkaniu. Choć jutro jeszcze walkę spróbują nawiązać Atalanta wraz z Juventusem, to nie wygląda to dobrze.
Wicemistrzowie Włoch z początku byli drużyną lepszą w tym spotkaniu, która prowadziła grę. To jednak było oczywiste i zbiegało się z planem trenera Bodo/Glimt Kjetila Knutsena. W 1. połowie w stronę bramkarza norweskiej drużyny oddano zaledwie trzy strzały, które nie były na tyle dobre, aby zmusić go do kapitulacji. Jak już podopieczni Cristiana Chivu decydowali się na uderzenia, to było one niecelne. Skandynawowie byli natomiast cierpliwi. Choć nie kreowali sobie kolejnych sytuacji, to zwyczajnie czekali na błąd Interu, który z każdą minutą bez gola grał pod coraz większą presją.
Spośród pozostałej trójki z Serie A to Inter miał największe szanse na awans. W tym roku już raczej nikt włoskiego futbolu nie uratuje 😐#INTBOD
— Mateusz Konsewicz (@MatiKonsewicz) February 24, 2026
Ten nadszedł w 58. minucie. Wtedy to trudno zrozumieć, co właściwie zrobił Manuel Akanji. Wypuścił on napastnika rywali, którego strzał zdołał obronić Yannick Sommer, jednak przy dobitce musiał już skapitulować. Rumuński szkoleniowiec zdecydował się też na dosyć zaskakujące zmiany. W 62. minucie zmieniony został chociażby Piotr Zieliński, który był jednym z lepszych piłkarzy swojej drużyny w tym spotkaniu. Do poprzedniego obrazu mecz już nie wrócił. Goście coraz częściej dochodzili do głosu, wyprowadzając groźne kontrataki. Po jednym z takowych podwyższyli prowadzenie za sprawą Hakona Evjena. Liga Mistrzów kocha takie historie i pokrzyżować jej Włosi już nie zdołali. Kontaktowy gol Alessandro Bastoniego był ich ostatnim w tym turnieju. Sam ten mecz był najbardziej sensacyjnym wtorkowym starciem. Z zaciekawieniem pozostaje czekać na to, co futbol przyniesie nam jutro.
Mateusz Konsewicz


