Raków Częstochowa musi gonić wynik, a iskrzy już przed meczem! [ZAPOWIEDŹ]

Raków Częstochowa nie przeżywa ostatnio dobrego czasu. Oprócz problemów w lidze „Medaliki” przegrały pierwszy mecz u siebie z Maccabi Haifa 1:0. Teraz nie ma już miejsca na błędy i w rewanżu trzeba w końcu zażegnać kryzys.

Nie dość, że w czwartkowy wieczór rozstrzygnie się sprawa awansu, to przed samym meczem między klubami naprawdę iskrzy. Raków Częstochowa jednak znajduje się w trudnej dla siebie sytuacji, gdyż nie wykorzystał szansy na wypracowanie zaliczki w starciu u siebie.

Raków Częstochowa z problemami

„Medaliki” od początku sezonu nie zachwycają, a ich forma pozostawia wiele do życzenia. W Ekstraklasie podopieczni Marka Papszuna wygrali tylko raz, wyciągając zwycięstwo 1:0 z GKS-em Katowice. W meczach z Radomiakiem Radom i Wisłą Płock „Czerwono-Niebiescy” nie tylko przegrali, ale w dodatku byli zespołem znacznie gorszym. Błędy w defensywie oraz zupełny brak kreatywności w ataku sprawiają, że w lidze po 3 meczach Raków Częstochowa zgromadził jedynie trzy punkty.

W europejskich pucharach co prawda pewnie poradzili sobie z MSK Zliną, ale też nie był to dwumecz idealny. Gdyby Słowacy byli nieco skuteczniejsi pod bramką rywala, to oni mogli otworzyć wynik, a nawet wyjść na 2-bramkowe prowadzenie. Ostatecznie, poza złym początkiem, „Medaliki” w obu starciach zdołały zapakować przeciwnikowi po trzy gole i to trzeba docenić.

Opanowanie pod bramką rywala z tych starć dobrze byłoby przełożyć na czwartkowy pojedynek. Jak wiemy, tego przed tygodniem najbardziej zabrakło polskiej drużynie. Porażka, choć była bolesna zważywszy, że Maccabi Haifa grało na wyjeździe, to Raków Częstochowa absolutnie nie mógł się czuć gorszą drużyną. Szczególnie w 1. połowie Wicemistrzowie Polski mieli masę sytuacji, których nie udało się ich przekuć na gole. Przeciwnicy swoją okazję wykorzystali, zagrali niżej w obronie i wynik zdołali obronić.

Kłopoty z napastnikami?

Jednym z powodów niskiej skuteczności pod bramką rywali może być Jonatan Braut Brunes, a dokładniej jego brak. Norweg zgłasza dolegliwości, przez które nie jest do dyspozycji trenera. Marek Papszun natomiast poinformował, że klubowi lekarze nie wykrywają urazu, a sam klub wydał komunikat, w którym informuje, że napastnik nie jest na sprzedaż. Czytając między wierszami można dojść do wniosku, że chodzi tu najprawdopodobniej o próbę wymuszenia transferu. Skutkuje ona jednak nieobecnością byłego zawodnika OH Leuven w batalii z Maccabi Haifa.

Jest to na pewno wielka strata dla klubu. Co by nie mówić o jego zachowaniu, to trzeba przyznać, że Jonatan Braut Brunes jest jednym z najlepszych atakujących w lidze. Jego nieobecność w kontekście całego dwumeczu mocno osłabia drużynę. Tutaj Marek Papszun ma dwie opcje – Patryk Makuch lub Leonardo Rocha. Polakowi brakuje z pewnością opanowania pod bramką rywala. W 1. połowie ostatniego czwartkowego starcia miał okazje, aby otworzyć wynik, jednak piłkarzowi zabrakło pewności siebie, celności i spokoju. Leonardo Rocha natomiast szuka obecnie swojej dyspozycji z czasów gry dla Radomiaka Radom. Także nie jest na razie w swojej optymalnej formie. Najpewniej to od skuteczności tych piłkarzy rozstrzygnie się sprawa awansu. Oboje więc będą musieli wnieść się na wyżyny swoich umiejętności.

Spięcie już przed meczem

Wczoraj media obiegła informacja o gorącej atmosferze między dwoma klubami. Trening Maccabi Haifa przedłużył się, podczas gdy rozpocząć swój „walk around” w celu zbadania murawy i stadionu miał już Raków Częstochowa. Jak mówił rzecznik prasowy klubu Damian Morkowski, wszystko ze strony „Czerwono-Niebieskich” odbywało się zgodnie z harmonogramem. Zawodnikom izraelskiej drużyny nie spodobało się jednak, że polski zespół znalazł się na murawie podczas ich trwającego treningu.

To było powodem awantury między klubami. Abdoulaye Seck zarzucił Wicemistrzom Polski, iż jest to ingerencja w ich przygotowaniu do czwartkowego starcia. Po wymianie zdań i próbie wyjaśnienia sporu senegalskiego obrońcę musieli rozdzielać z Leonardo Rochą członkowie obu sztabów. Raków Częstochowa zarzuca też swoim rywalom brak zorganizowania tłumacza z języka polskiego na angielski podczas oficjalnej konferencji prasowej. Cała sytuacja więc wywołuje dodatkowe napięcie przed meczem i dodatkowo motywuje piłkarzy obu drużyn. Atmosfera jest naprawdę gęsta i będzie można to odczuć na boisku.

„Medaliki”, aby odwrócić losy dwumeczu, muszą podejść do spotkania odważnie jak podczas pierwszych 45 minut w minionym starciu obu zespołów. Lepsza skuteczność i pozbawienie przestrzeni zawodnikom rywali na własnej połowie powinny być receptą na sukces. Polski zespół niewątpliwie ma większy potencjał kadrowy i dzisiaj będzie musiał to po prostu udowodnić.

fot. Raków Częstochowa / Facebook

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze