Tydzień temu na Cyprze. Legia Warszawa dopuściła się blamażu, przegrywając aż 1:4 a AEK Larnaką. Dziś jedyną opcją dla ”Wojskowych” na pozostanie w Lidze Europy, jest walka od samego początku i wygrana z przewagą 4 bramek.
Po bardzo dobrym początku Edwarda Iordanescu w roli szkoleniowca klubu z Warszawy, przyszedł moment trochę gorszy dla Legii. Niezbyt optymistycznym prognostykiem przed pierwszym spotkaniem 3. rundy el. Ligi Europy, był remis przy Łazienkowskiej 0:0 z Arką Gdynia, czyli beniaminkiem Ekstraklasy. Przedmeczowe najczarniejsze sny się potwierdziły i ”Legioniści” w fatalnym stylu polegli 1:4 z drużyną, która w zeszłym sezonie ligi cypryjskiej zajęła 4. miejsce.
Przed Legią arcytrudne zadanie, bo liga cypryjska nie jest taka słaba, jak nam może się wydawać. Żeby to zobrazować, trzeba spojrzeć na poczynania ich drużyn w Europie. Na 4 zespoły, które biorą udział w kwalifikacjach, wszystkie są wciąż w grze. Mistrz Cypru, czyli Pafos, już za kilka dni zagra w fazie Play-off Ligi Mistrzów z Crveną Zvezdą, czyli zespołem, który z Champions League wyrzucił Lecha Poznań. Wice-mistrz kraju położonego na Morzu Śródziemnym, Aris Limassol w pierwszym meczu 3. rundy el. LKE zremisował 2:2 z AEK Ateny. Omonia Nikozja, która zajęła 3. miejsce w ubiegłym sezonie jest o krok od 4. rundy el. LKE, ponieważ w pierwszym spotkaniu pokonała na wyjeździe aż 4:0 Araz Nachiczewan, natomiast losy AEK Larnaki, znamy już wszyscy doskonale.
Biorąc pod uwagę już samą drużynę dzisiejszych rywali Legii, na papierze jest ona słabsza od zwycięzcy Pucharu Polski z zeszłego sezonu, co obrazuje, chociażby porównanie wartości rynkowych obu zespołów. W przypadku drużyny Edwarda Iordanescu wynosi ona 32 500 000 mln. €, a skład klubu z Larnaki wart jest nieco ponad 12 mln.
Fot. Legia Warszawa


