Starcie Śląsk Wrocław – Widzew Łódź to absolutny hit 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Obie drużyny zaliczyły falstart na początku sezonu i teraz pilnie potrzebują punktów. W innym przypadku może być gorąco.
Śląsk Wrocław kontra Widzew Łódź – choć w ściśle rozumianym tego słowa znaczeniu nie są to derby, niemniej derbowa atmosfera tym spotkaniom zawsze towarzyszy. Głód zwycięstwa jest jeszcze większy, gdyż ostatnie spotkanie między tymi dwoma zwaśnionymi klubami miało miejsce ponad rok temu.
Śląsk Wrocław z problemami. Punktów potrzebuje jak tlenu
Celem „Wojskowych” na ten sezon jest spokojne utrzymanie. Klub jest w końcu beniaminkiem, ale na kolejny spadek też nie może sobie pozwolić. Wszystko jednak wskazuje na to, że bez negatywnych emocji się nie obędzie. Po czterech meczach Śląsk Wrocław ma cztery punkty. To co prawda nie jest wynik tragiczny, ale teraz zespół Ante Simundzy czeka terminarz śmierci. Na początek Widzew Łódź, a następnie kolejno Legia Warszawa, Pogoń Szczecin, Jagiellonia Białystok, Wisła Kraków, Korona Kielce i Lech Poznań. O punkty będzie więc niezmiernie trudno, a wygrana z Łodzianami zdjęłaby sporo presji z zespołu.
Klub ze stolicy Dolnego Śląska mierzy się jednak z problemami kadrowymi. Po faulu z meczu przeciwko Cracovii Lamine Ba został ukarany dwoma meczami zawieszenia, więc w sobotę Mauretańczyka jeszcze nie ujrzymy. Podobnie jak Michała Mokrzyckiego, który zerwał więzadła krzyżowe i czeka go długa pauza. Z tego powodu mówi się sporo o potencjalnych wzmocnieniach Wrocławian, ale nic nie zostało jeszcze oficjalnie ogłoszone. Nie pomaga zapewne zamieszanie na klubowych stanowiskach, które powoduje potencjalna zmiana prezesa.
Ante Simundza musi więc lepić z tego, co mu zostało. A do lepienia jest sporo, szczególnie w defensywie. Wiele problemów w tej formacji rozwiązał Lamine Ba, ale skoro go nie ma, to wracają koszmary z jesieni ubiegłego roku. Wtedy to przez całą rundę jesienną w Betclic 1. Lidze „Wojskowi” tylko raz zdołali zachować czyste konto. W derbach Dolnego Śląska trójkę w defensywie utworzyli Irodotos Christodoulou, Mariusz Malec i Yevgor Matsenko. Ostatecznie sprawdzianu trio nie zdało, ale teraz przed nimi kolejny egzamin.
Kłopoty Widzewa Łódź
Celem Widzewa Łódź, po ostatnim dramatycznym sezonie, jest zakwalifikowanie się do europejskich pucharów, a najlepiej do Ligi Mistrzów. Pięć punktów po czterech meczach to nie jest jednak wynik, który kogokolwiek w klubie by zadowalał. Wydawało się, że po meczu z Jagiellonią drużyna wróci na dobre tory, ale tydzień później w Sercu Łodzi lepsza okazała się Korona Kielce.
Gdyby nie przekonująca wygrana na Podlasiu, to Aleksandar Vuković mógłby w sobotę grać o posadę. Coraz częściej szkoleniowiec jest krytykowany. Nie pomagają też jego ostatnie wypowiedzi. Na konferencji po porażce z Koroną Kielce Serb zasugerował, że ma do dyspozycji zbyt wąską kadrę. Wypowiedź ta, przy kwotach, jakie „Widzewiacy” wydają na transfery, brzmi komicznie i szybko odbiła się szerokim echem. Niewątpliwie porażka we Wrocławiu sprawiłaby, że były trener Legii Warszawa utraciłby nieco gruntu pod nogami.
Jedną z ważniejszych rzeczy dla szkoleniowca jest uformowanie zgranego duetu z Sebastianem Bergierem i Karolem Świderskim. O ile ten pierwszy gwarantem bramek jest, tak dla drugiego z wymienionych powrót do Polski jak na razie nie jest wymarzony. Reprezentant kraju w dalszym ciągu nie może się wstrzelić, a jego ostatnim golem w Ekstraklasie pozostaje bramka w zremisowanym 1:1 meczu Jagiellonii Białystok z Piastem Gliwice w 2018 roku. W czterech meczach po powrocie 29-latek ani razu nie zapunktował w punktacji kanadyjskiej. Piłkarz musi się mieć na baczności, bo za moment może zostać okrzyknięty nowym Jamesem Bondem.
Śląsk Wrocław – Widzew Łódź. Kto przechyli bilans na swoją korzyść?
Bilans spotkań pomiędzy tymi dwoma klubami jest niezwykle wyrównany. Śląsk Wrocław z Widzewem Łódź mierzył się 59 razy i zwycięsko z tego starcia wyszedł 20-krotnie. Taką samą liczbą wygranych mogą pochwalić się „Widzewiacy”. Remis w tych pojedynkach padał natomiast 19 razy. Bardzo prawdopodobne więc jest, że któraś z ekip wysunie się na prowadzenie w historii bezpośrednich starć.
Ostatni raz kluby mierzyły się ze sobą w sezonie 2024/2025. Mimo że Wrocławianie ostatecznie spadli wtedy z ligi, to, biorąc pod uwagę wynik z jesieni i wiosny, byli lepsi od swoich rywali, przynajmniej w starciach bezpośrednich. W Łodzi kibice otrzymali mało atrakcyjne show, które zakończyło się bezbramkowym remisem. Pół roku później natomiast padł wynik, którym na Dolnym Śląsku delektują się do dzisiaj. Śląsk Wrocław zwyciężył na Tarczyński Arena aż 3:0 po bramkach Mateusza Żukowskiego, Piotra Samca-Talara i samobójczym trafieniu Luisa Silvy. Wielu uważa, że było to najlepsze spotkanie „Wojskowych” w tamtym sezonie.
W sobotę jednak może stać się wszystko, a pewnym można być tylko jednego – emocji. Początek spotkania zaplanowany jest na sobotę o godzinie 20:15. Mecz ten poprowadzi Marcin Kochanek, dla którego będzie to drugie spotkanie w roli arbitra głównego w tym sezonie Ekstraklasy. Choć pogoda na Dolnym Śląsku nie sprzyja, gdyż jest chłodno i deszczowo, to mecz ten powinien rozgrzać kibiców i zapewnić wiele wrażeń.
Fot. Łukasz Czyżykowski / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0


