Lech Poznań robi swoje! Raków Częstochowa z szóstą porażką [PODSUMOWANIE]

Lech Poznań nie zamierza oddawać pozycji lidera. „Kolejorz” skromnie, choć pewnie, pokonał Raków Częstochowa 1:0, przypieczętowując jego szóstą ligową porażkę.

Lech Poznań w czwartek, zwyciężając z Jagiellonią, mógł się wygodnie rozsiąść w fotelu lidera. Zwycięstwa Legii Warszawa i Górnika Zabrze sprawiły jednak, że gospodarze potrzebowali trzech punktów, aby dalej utrzymać swój wygodny przytułek.

Raków Częstochowa natomiast do spotkania podchodził w zgoła innych nastrojach. „Medaliki” na koncie miały już pięć porażek, a dzisiaj przecież nadeszła szósta. Mecz z Poznaniakami był też najprawdopodobniej ostatnim Dawida Szulczka w roli tymczasowego szkoleniowca.

Ishak wciąż czeka, Szulczek brzytwy się chwyta

Niels Frederiksen nie chciał wiele zmieniać w zwycięskim składzie. Duński szkoleniowiec dokonał jedynie dwóch roszad w wyjściowej jedenastce – Gustava Berggrena zastąpił Filip Jagiełło, a Patrika Walemarka Yannick Agnero. Przy nieobecności Antoniego Kozubala trener musiał wybierać zastępstwo pomiędzy byłym zawodnikiem Zagłębia Lubin a Szwedem. Ostatnio szansę dostał ten drugi, jednak gra lepiej wyglądała, kiedy to Polak zameldował się na boisku. Stąd trener zdecydował się na podmiankę przy okazji rywalizacji z Rakowem. Druga roszada była najpewniej spowodowana dwoma kwestiami. Pierwsza taka, że Walemark nie błysnął przeciwko Jagiellonii Białystok, a druga kwestia, że wracający do pełni sił Mikael Ishak od następnego spotkania ma być do dyspozycji od 1. minuty. Raz jeszcze opiekun drużyny postanowił dać Iworyjczykowi minuty.

Zdecydowanie więcej zadziało się w drużynie z historycznej Małopolski. Tutaj Dawid Szulczek tymczasowo zastępuje zwolnionego Dawida Kroczka, którego wcześniej wspomagał w prowadzeniu drużyny. W jego debiucie Raków Częstochowa wyraźnego postępu nie zrobił, a szkoda by było żegnać się z drużyną po dwóch porażkach (zatrudnienie Goncalo Feio ma być już praktycznie przesądzone). Z tego powodu były trener Warty Poznań czy Ruchu Chorzów zdecydował się na wymianę niemal połowy składu, bo do wyjściowej jedenastki przedostało się pięciu rezerwowych z ostatniego spotkania.

Marko Perović, który przed tygodniem dostał „wędkę”, został rzecz jasna zastąpiony wprowadzonym za niego Jeanem Carlosem Silvą. Nie była to jedyna zmiana w formacji obronnej, bo wymieniony został też Didi Gaucho. Ustabilizować szyki w defensywie miał za zadanie Efstathios Svarnas. Na ławce rezerwowych zasiedli też Abraham Ojo, Jakub Jendryka oraz Vladyslav Kochergin. Swoją szansę otrzymali za to Oskar Repka, Karol Struski i Adam Basse.

Bezbramkowy remis do przerwy

Lech Poznań, choć zaczął spokojnie, to nie był tak ospały jak w pierwszych minutach z Jagiellonią Białystok i od początku było widać różnicę w jakości między zespołami. Już w 6. minucie gospodarze poważnie postraszyli „Medaliki”. Chwalony i broniony przez Nielsa Frederiksena Joel Pereira był blisko drugiej asysty z rzędu. Portugalczyk posłał fantastyczną piłkę w pole karne do Luisa Palmy, który przestrzelił. Były gracz Celticu ma ostatnimi czasy pewne problemy z kalibracją celownika. W następnych minutach obraz gry nie uległ zmianie. „Kolejorz” długo utrzymywał się przy futbolówce i poszukiwał okazji do dośrodkowania bądź uderzenia z dystansu.

Raków Częstochowa próbował uprzykrzyć życie gospodarzom za pomocą kontrataków i szybkich ataków po składnej wymianie podań. Podopieczni Dawida Szulczka nieco groźniejsi się zrobili się po 20. minucie. Dwukrotnie zmusili rywali do fauli taktycznych, po których arbiter wyciągał żółte kartoniki. Najpierw Mateusz Skrzypczak zatrzymał wychodzącego do długiego podania Mahira Emreliego za poznańską defensywę, a następnie Michał Gurgul łapał za koszulkę Patryka Makucha. Jeśli chodzi jednak o dobre sytuacje bądź celne uderzenia, to ich nie było.

Gospodarze raz jeszcze przeciwników przycisnęli przed samym końcem 1. połowy. Próbowano wtedy wykorzystać dobrą formę Joela Pereiry, który robił sporo szumu na prawej stronie. Jego prób dośrodkowań nie udało się jednak zamienić na bramkę i do szatni oba zespoły zeszły, nie mając na swoim koncie żadnego trafienia. Z tego powodu bardziej rozgoryczony był Lech Poznań.

Lech Poznań dopiął swego

Tak jak zaczęła się pierwsza część spotkania, tak i zaczęła się 2. połowa, jedynie z różnicą trzech zawodników. Niels Frederiksen na plac gry wpuścił Patrika Walemarka oraz Terry’ego Yegbe w miejsce Luisa Palmy i Mateusza Skrzypczaka, podczas gdy Dawid Szulczek wymienił Adama Basse na Vladyslava Kochergina. Lech Poznań dalej więc był odważniejszy i dochodził do sytuacji. Najaktywniejszy był Yannick Agnero, który najpierw pobudził trybuny, po tym jak padł w szesnastce podczas poszukiwań rzutu karnego. Najbardziej w pamięci zostanie jednak sytuacja Iworyjczyka, którą otrzymał dwie minuty później. Napastnik znalazł się w sytuacji jeden na jednego z Kacprem Trelowskim, jednak jego podcinka z okolicy 7. metra przeleciała nad poprzeczką. Niels Frederiksen zaraz po tym postanowił wymienić napastników i do boju posłał kapitana drużyny, Mikaela Ishaka.

To nie rozwiązało wszystkich problemów ze skutecznością. W 64. minucie kolejnym świetnym podaniem popisał się Joel Pereira. Tym razem piłkę dośrodkował zewnętrzną częścią stopy, ale okazji nie wykorzystał Filip Jagiełło, choć kibice zdążyli już podnieść się z trybun. Niektórzy by powiedzieli, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Niewiele brakowało, by to powiedzenie się ziściło, bo po błędzie w rozegraniu Radosława Murawskiego Patryk Makuch miał możliwość minięcia Mateusza Lisa, ale golkiper o włos go uprzedził. Ostatecznie jednak bramka dająca prowadzenie gospodarzom padła w 71. minucie. Pablo Rodriguez wypatrzył wolnego na skraju pola karnego Leo Bengtssona. Ten oddał strzał między nogami Karola Struskiego, od którego piłka zdążyła się jeszcze delikatnie odbić i zmylić Kacpra Trelowskiego.

„Kolejorz”, tchnięty głośnym dopingiem z trybun, szedł za ciosem i zaraz po pierwszym golu mógł podwyższyć prowadzenie. Do futbolówki w polu karnym zdołał dojść Mikael Ishak i oddał groźny strzał, który z trudem nad poprzeczkę przeniósł golkiper zespołu gości. Sekundy upływały pod dyktando gospodarzy, którzy jednak nie znaleźli kolejny raz drogi do siatki. Po raz kolejnej z asysty ograbiony został Joel Pereira, któremu stopa układała się dzisiaj wyśmienicie. Raków Częstochowa próbował jeszcze napędzić strachu swoim rywalom w końcówce, ale zespół nie przebił się przez poznańską defensywę. Lech Poznań ostatecznie zwyciężył 1:0 – skromnie, ale pewnie.

Nowym Bondem będzie…. Raków Częstochowa?

Lech Poznań kolejną wygraną obronił swoją pozycję lidera i znowu udowodnił, że jest głównym kandydatem do zdobycia tytułu. Niedzielny pojedynek był trzecim spośród trójmeczu, a w zasadzie czteromeczu z pucharowiczami. Za tydzień bowiem Mistrzowie Polski udadzą się do Zabrza, rzucić rękawice Górnikowi, a kilka dni później do Londynu. Tam zmierzą się z angielskim przedstawicielem w europejskich pucharach, czyli z Crystal Palace.

Raków Częstochowa natomiast czekają teraz dwa spotkania domowe. Najprawdopodobniej klub przystąpi do nich z nowym szkoleniowcem, którym ma zostać Goncalo Feio. Stawką pierwszego z nich, oprócz standardowych trzech punktów, będzie też pewna symbolika. „Medaliki” w przypadku porażki osiągną bilans 007 – czyli zero zwycięstw, zero remisów i siedem porażek. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi do głowy, to agent 007. Takie drużyny przywykło się określać nowym Bondem, co jest bardzo popularne w sieci. Przeciwnikiem będzie Motor Lublin.

Po starciu z ekipą z Lubelszczyzny do Częstochowy przybędzie Zagłębie Lubin pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego. Dolnoślązacy również nie znajdują się w najlepszej sytuacji, bo dopiero co odpadli z Pucharu Polski w pojedynku z trzecioligową Siarką Tarnobrzeg. Punkty wypadałoby zacząć zdobywać, żeby się nie okazało, że predykcje spadku są jak najbardziej realne.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze