Pogoń Szczecin zatapia Radomiaka. Kamil Grosicki bohaterem! [PODSUMOWANIE]

Jednym z czterech meczów sobotnich zmagań PKO BP Ekstraklasy było starcie, w którym naprzeciwko siebie stanęły Pogoń Szczecin i Radomiak Radom. Rozpędzeni „Portowcy” zgodnie z oczekiwaniami zatopili przyjezdnych, zwyciężając po gradzie goli 4:3.

Pogoń Szczecin – Radomiak Radom. Trenerskie wybory

Trener Oscar Garcia wychodzi z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Z tego powodu Pogoń Szczecin wyszła tym samym składem trzeci raz z rzędu. Hiszpan stawia na ustawienie 4-4-2 z Maciejem Wojciechowskim grającym za plecami Jordiego Sancheza.

John Carver wciąż po swoim powrocie do Ekstraklasy meczu nie wygrał, więc wydawało się, że roszad będzie więcej. Tym bardziej po porażce w nie najlepszym stylu z Wisłą Płock. Anglik jednak zadecydował o jednej zmianie – w miejsce Luquinhasa pojawił się Christos Donis.

Za faworyta przed rozpoczęciem spotkania uchodziła Pogoń Szczecin. W końcu cztery zwycięstwa z rzędu mierzyły się z czterema porażkami z rzędu. Kibice Radomiaka Radom mieli argument w postaci wyników bezpośrednich starć, gdyż Szczecinianie nie wygrali z radomskim klubem od czterech spotkań. Jak się okazało, jedynie do tego spotkania. Argument ten zweryfikowało boisko.

Festiwal bramek przed przerwą

Gospodarze niemalże od początku zaczęli naciskać na przeciwnika i po podaniu z prawej strony od Churlinova musiał interweniować Filip Majchrowicz. Ten sam Majchrowicz rozpoczął w 9. minucie akcję, po której Bartosz Frankowski wskazał na wapno. Po wybiciu golkipera i małej odbijance podanie za linię obrony otrzymał Jan Grzesik. Wydawało się, że z tej akcji już wiele nie będzie, ale rozpędzony Benjamin Mendy zahaczył 32-latka, dając powód do odgwizdania rzutu karnego. Tego na bramkę pewnie zamienił Rafał Wolski.

Co ciekawe, „Warchoły” ani myślały oddać inicjatywy. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa po rzucie rożnym z trudem interweniować musiał Valentin Cojocaru. I może to był błąd, bo dwie minuty później było już 1:1. Wspaniałym przerzutem do Churlinova popisał się Maciej Wojciechowski. Macedończyk zgrał piłkę do Dimitriosa Keramitsisa, który został w polu karnym po rzucie rożnym, i wpakował piłkę z bliskiej odległości do siatki.

Kiedy John Carver mierzy się z Pogonią Szczecin, to można być pewnym emocji. Trzeci gol padł już w 25. minucie. Pechowcem znowu był Benjamin Mendy, bo to on wybił piłkę głową po dośrodkowaniu Grzesika do stojącego na przedpolu Christosa Donisa. Mecz ten należał do Greków, bo pomocnik pięknym strzałem z woleja także wpisał się na listę strzelców i ponownie wyprowadził zespół gości na prowadzenie.

Po tym trafieniu spotkanie nieco się uspokoiło, ale tylko nieco, bo dobrą okazję na drugiego gola z główki miał Dimitrios Keramitsis Mecz też uzupełnił Benjamin Mendy, który na domiar złego nabawił się kontuzji. Francuza zastąpił w 37. minucie Lukas Willen. Tuż przed przerwą Szczecinianie kolejnej okazji już nie zmarnowali. Patryk Dziczek mocno wrzucił w pole karne, gdzie w całym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Alessandro Riccio. Do przerwy mieliśmy więc wynik 2:2.

Pogoń Szczecin i Kamil Grosicki znowu razem

Po wyjściu z szatni odbyła się kolejna wrzawa na trybunach. Jednak nie ze względu na bramkę, a na wieść o wejściu na boisko Kamila Grosickiego, który zastąpił Jana Biegańskiego. Chwilę później wrzawa dotyczyła już jego bramki, bo „Grosik” od razu dał znać o swojej obecności. Mocnym strzałem zza pola karnego wpakował piłkę do siatki, przełamując po drodze dłonie Filipa Majchrowicza.

Pogoni Szczecin dobrze więc szło gonienie wyniku, a na pewno lepiej niż rywalom z województwa świętokrzyskiego. Piłkarze Johna Carvera zupełnie się podłamali po utracie prowadzenia. A gwoździem do trumny jego podopiecznych miał być kolejny gol Kamila Grosickiego. Churlinov do Sancheza, ten do swojego kapitana, który odbił piłkę od Filipa Majchrowicza, ale ostatecznie po dobitce dał swojemu zespołowi dwubramkowe prowadzenie.

„Warchoły” nie złożyły jednak broni. Dimitriosowi Keramitsisowi została udzielona pomoc medyczna, przez co musiał chwilowo opuścić boisko. W 74. minucie natychmiast dziurę spowodowaną jego brakiem wykorzystali przyjezdni. Fernand Goure zgrał do nabiegającego Jana Grzesika, który urwał się obrońcom i zdobył bramkę kontaktową.

Piłka nożna, mma i dramaturgia w końcówce

Trudno opisać to, co działo się pod koniec meczu. Przez moment bohaterem był IbrahimaCamara. Piłkarz doprowadził do wyrównania, ale podczas biegu dokonał stempla na rywalu. Bartosz Frankowski dał znak, że podejdzie do monitora, a w tym czasie ataku na Alessandro Riccio dokonał Gwinejczyk . Rozpętała się więc istna boiskowa zadyma, po której arbiter nie tylko anulował trafienie Radomiaka, ale i wyrzucił gwinejskiego pomocnika.

Zaraz po wznowieniu gry rozpętała się kolejna awantura z udziałem wykluczonego, która przerwała mecz na około 10 minut. Ttm razem zaatakował on Churlinova. Spotkanie potrwało więc aż 111 minut, a goście nie wykorzystali jeszcze szansy z rzutu wolnego Rafała Wolskiego oraz piłki meczowej Goure. Pogoń Szczecin w dramatycznych okolicznościach zwyciężyła 4:3.

Przyszłość Pogoni Szczecin i Radomiaka Radom

Gdyby angielski YouTuber The United Strand był ze Szczecina, to pospiesznie musiałby umawiać wizytę u fryzjera. „Granatowo-Bordowi” wygrali bowiem piąte spotkanie z rzędu. Dzięki temu wspięli się też na wysokie 3. miejsce w tabeli, co pokazuje, że Oscar Garcia na poważnie wziął cel, jakim jest kwalifikacja do europejskich pucharów. „Portowcom” do przerwy reprezentacyjnej zostały dwa mecze z dołem tabeli. Dosyć ciekawie brzmi tak sformułowane zdanie, bo mowa tu o Rakowie Częstochowa i Widzewie Łódź. Tak to jednak trzeba ująć, bo marka marką, ale forma tych klubów zdecydowanie nie budzi podziwu wśród rywali.

Radomiak Radom natomiast zanotował swoją piątą porażkę z rzędu. Początek Johna Carvera w jego drugim ekstraklasowym klubie nie należy do najprzyjemniejszych. Na „Warchołów” czekają teraz trzy mecze prawdy. Najpierw udadzą się w ramach Pucharu Polski do Świdnika, gdzie wcale nie będzie trudno o wpadkę. Następnie Radomianie podejmą u siebie Śląsk Wrocław, który będzie najpewniej jednym z głównych rywali klubu w walce o utrzymanie. Gwoździem programu będzie jednak „Święta Wojna”, czyli starcie Radomiaka z Koroną, które odbędzie się 7 listopada w Kielcach.

 

Mateusz Konsewicz 

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze