Nieskuteczny, lecz wszędobylski Inter i pragmatyczny Real Madryt. Analiza meczu Ligi Mistrzów (2-1)

Miłe złego początki – powiedział Christian Chivu…

W pierwszych kilkunastu minutach hitu na Bernabeu to przyjezdni wyglądali dalece lepiej od Królewskich. Inter raz po raz wyprowadzał ataki, jednak brakowało zachowania zimnej krwi w kluczowych momentach, odpowiedniej finalizacji. Pierwszą groźną akcją było wejście w pole karne, bardzo dobrze dysponowanego tego wieczora, francuskiego wahadłowego – Andy Dioufa. Po jego dograniu z lewej flanki i odbiciu się futbolówki od defensora Realu do sytuacji doszedł Marcus Thuram, ale nie zamienił dogodnej okazji na gola. Od pierwszych minut kibice mogli zaobserwować pewną niefrasobliwość w szeregach obronnych gospodarzy, gdyż przy wspomnianej akcji linię spalonego złamał… były piłkarz Interistów – Denzel Dumfries. Na odpowiedź Realu nie trzeba było jednak długo czekać, gdyż z wolnego bramce Josepa Martineza próbował zagrozić Trent Alexander-Arnold, jednak stały fragment zakończył się tylko rzutem rożnym dla Realu. Pierwszym celnym uderzeniem podczas tego spotkania był strzał Lautaro Martineza, który po bardzo niefrasobliwej stracie Trenta w newralgicznym miejscu boiska, został sparowany przez Tibo Courtois. Jednak 13 minuta i 28 sekunda wstrząsnęła mediolańską ekipą. Po niezdecydowaniu i braku progresywnego podania Curtis Jones zbyt lekkim podaniem – używając piłkarskiego żargonu – ,,wrzucił na minę” swojego kolegę Bissecka, który to bardzo niezgrabnie starając się opanować piłkę doprowadził do wyprowadzenia Mbappe przez Brahima Diaza na klarowną pozycję do zdobycia gola. Bramka padła, 1-0. Kolejna indywidualna akcja Andy Dioufa doprowadziła do faulu na kapitanie Interu Lautaro i podyktowaniu przez Michaela Olivera rzutu wolnego. Do tego stałego fragment podszedł spec od rzutów wolnych Hakan Calhanoglu, jednak jego mocny strzał był wymierzony zbyt w środek bramki Belga. I gdy wydawało się, że Inter szybko otrząsnął się po utracie bramki i jest znowu stroną dominującą to kolejny błąd, a właściwie WIELbłąd bramkarza Nerazzurrich wykorzystał z zimną krwią Fede Valverde. Do przerwy na tablicy wyników widnialo więc 0-2, mimo że z przebiegu meczu to Interiści wykreowali sobie więcej sytuacji. Jednak stare piłkarskie porzekadło mówi wyraźnie: niewykorzystane okazja się mszczą.

Potrzeba mentalnego resetu, a królewski minimalizm

Druga odsłona meczu znowu rozpoczęła się lepiej dla piłkarzy czarno-niebieskiej części Mediolanu. Tamą dla kolejnych ataków, prób i marzeń o golu kontaktowym był jednak świetnie dysponowany tego wieczora Tibo Courtois. Real Madryt był w tym meczu zespołem znacznie dojrzalszym i widać było to doświadczenie i obycie poszczególnych graczy na piłkarskich salonach. Gospodarze byli nastawieni na kontry oraz zabójcze wykorzystanie niedociągnięć rywala, które sami prowokowali przez doskoki. Inter natomiast bardzo chciał, ale był też bardzo nieskuteczny i do 77 minuty panowała wśród graczy Christiana Chivu strzelecka niemoc. Jeszcze przed tem Real zmarnował 100% okazję, a kilkukrotną paradą wykazał się Josep Martinez, jakby chcąc odpokutować ten katastrofalny błąd z 1 połowy spotkania. Aż przyszła owa minuta, która wytrąciła Real ze stanu kontroli wydarzeń boiskowych i spokoju. Ofensywne podłączenie się Yana Bissecka, wypuszczenie Lautaro, który to dograł do wbiegającego w pole karne Carlosa Augusto stanowiło receptę na zdobycie upragnionego gola. 89 minuta po uderzeniu Mkhitaryana mogła wprawić w ekstazę kibiców Interistów, jednak na posterunku znów stał świetny Tibo Courtois.

Inauguracja Ligi Mistrzów dla Królewskich, nadzieja dla Nerazzurich

Pierwsza kolejka ułożyła się więc po myśli ekipy Jose Mourinho. Mimo mniejszej ilości wykreowanych sytuacji, dyscyplina taktyczna, wykorzystywanie swoich okazji oraz świetna postawa w bramce Tibo dały 3 punkty. Przewidywania większości ekspertów, jak i bukmacherów były zatem zasadne, a do 2 kolejki Ligi Mistrzów Real będzie przystępował z lepszym morale. Tymczasem piłkarze Interu mogą mieć sporo pretensji do swojej nieskuteczności i braku utrzymania nerwy na wodzy. Na przedmeczowej konferencji ikona Interu Mediolan jako piłkarzy i coraz bardziej znacząca postać na ławce trenerskiej mówiła o problemach z jakimi mierzą się rywale Realu Madryt. Jednak atmosfery Bernabeu nie udało się przełamać graczom Nerazzurri. Rumuński szkoleniowiec będzie na pewno miał zagwostkę, co do obsady bramki na 2 kolejkę Ligi Mistrzów, bowiem tragiczny w konsekwencjach błąd Josepa Martineza został niejako zrekompensowany kilkoma fantastycznymi interwencjami i paradami w 2 połowie meczu. Zastrzeżenia kibice Interu mogą mieć także wobec Yana Bissecka, który był bardzo ,,elektryczny” w tym meczu. Z dobrej strony pokazali się jednak Andy Diouf oraz Hakan Calhanoglu. Graczem meczu według UEFY został Fede Valverde, choć wydaje się, że na ten tytuł najbardziej zapracował sobie belgisjki golkiper Realu. W ramach 2 kolejki, która rozpoczyna się 13 października Real uda się w delegację, a tym razem Interiści zagrają na Stadio Giuseppe Meazza w Mediolanie. Królewscy podejmą na Stadio Olimpico Romę, która jak na razie bardzo dobrze weszła w nowy sezon w Serie A. Inter natomiast zmierzy się z ekipą swojego byłego zawodnika – Sommera, czyli z Club Brugge.

Fotografia: Getty Images

Autor: Emanuel Rozwadowski

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze