Szybkie strzały i świetne widowisko
Już w 1 minucie i 17 sekundzie spotkania na The Emirates Stadium wynik otworzył, po rzucie wolnym i miękkiej wcince na ,,szesnastkę” Reeca Jamesa, Morgan Rogers. Nowy nabytek The Blues przytomnie wykorzystał chaos w szeregach obrony Kanonierów i gdy piłka znalazła się pod jego nogami to soczystym strzałem zza pola karnego otworzył wynik meczu. Ekipa Xabi Alonso rozpoczęła więc z wysokiego C. Odpowiedź mogła nadejść szybko, bo po 3 minutach. Do rzutu wolnego podszedł spec w tym zakresie – kapitan Arsenalu Martin Odegaard. Bardzo sprytnym silnym podaniem po ziemi chciał dać asystę Calafioriemu, jednak temu zabrakło troszkę tempa i … dłuższych nóg. Musnął jedynie piłkę, a ta po zagęszczeniu się atmosfery przed bramką Chelsea została zatrzymana przez Dibu Martineza. Już w 11 minucie do kolejnej groźnej akcji doprowadził następny rzut wolny, wykonywany tym razem przez lidera środka pola Declana Rice’a. Ogromne zamieszanie w świątyni Martineza, odbicie piłki od słupka po strzale Kanonierów i gol Calafioriego. Przynajmniej przez chwilę tłum kibiców The Gunners eksplodował euforią, gdyż po weryfikacji sędziowskiej przy użyciu systemu VAR okazało się, że Ezri Konsa, biorący udział w akcji znajdował się na pozycji spalonej. To jednak nie wystudziło zapału Kanonierów do doprowadzenia do remisu, a tym bardziej nie schłodziło temperatury meczu. Kolejne 2 poważne akcje należały do londyńskiej Chelsea. Najpierw strzał z dystansu Cole Palmera bardzo dobrze zbił do boku David Raya. Kilka minut później hiszpański golkiper ponownie popisał się interwencją po atomowym uderzeniu Reeca Jamesa. Arsenal dopiął swojego po indywidualnej akcji popularnego King Kaia. Havertz zmieścił futbolówkę przy bliższym słupku, Dibu nie zdołał tej piłki odbić, choć prześlizgnęła się po końcówce rękawic argentyńskiego golkipera. Teraz nie było już wątpliwości, że gol jest prawidłowy. W końcówce szansę miał jeszcze Pedro Neto, który po rajdzie prawą flanką mocnym uderzeniem z dystansu trafił w słupek bramki Rayi. Emocji więc nie brakowało, a nawet postronni kibice po 1 odsłonie spotkania mieli dopiero okazję się czegoś napić!
Nie bez powodu to obrońcy tytułu
Mikel Arteta znany jest ze swoich zdolności taktycznych, jak i motywacyjnych. W przerwie derbów Londynu musiało dojść do poważnej rozmowy, bo już w 49 minucie Arsenal wyszedł na prowadzenie. Nowy piłkarz Kanonierów, Christos Tzolis napędził akcję na lewej flance i mocnym podaniem utorował gola dla kapitana Arsenalu. Gola mogłoby jednak nie być, gdyby nie przytomne i niezwykle sprytne przepuszczenie piłki przez niemieckiego napastnika – Kaia Havertza. Związało to i zdezorientowało defensora The Blues Wesleya Fofanę, a Reece James był już zbyt spóźniony by dognać wychodzącego sam na sam Norwega. Ten z zimną krwią, charakterystyczną dla ludów północy zamienił mocny strzał z bliskiej odległości na ostatnią, jak się okazało, bramkę w tym spotkaniu. Ta akcja pokazała, kreatywność, dojrzałość i mądrość graczy Artety. To było rozegranie godne obecnych mistrzów Anglii. Kolejne groźne akcje kreował sobie Arsenal jednak na posterunku stał nowy bramkarz Chelsea – Emiliano Dibu Martinez.
Gra się do końca, czyli parada na wagę 3 punktów i co czeka obie ekipy
W samej końcówce spotkania, w 89 minucie rezerwowy młody Brazylijczyk i skrzydłowy Estevao oddał bardzo groźne i mierzone uderzenie z dystansu na bramkę Davida Rayi. I gdy przez ułamek sekund kibice The Blues oraz szef całego projektu Xabi Alonso mogli marzeć o urwaniu 2 punktów odwiecznym rywalom, to Hiszpan miał inne plany. Świetna, interwencja Davida Rayi, jedną ręką zniweczyła plany i nadzieje Chelsea. Wynik nie uległ już zmianom i to Arsenal mógł zatriumfować. O świetnym widowisku świadczą statystyki – 29 strzałów, w tym 14 celnych w wykonaniu obu ekip. W dodatku wysokie tempo tego spotkania i gra od brami do bramki mogło podbić sercę niejednego postronnego kibica piłki nożnej. Arteta szeroko się uśmiechnął do zebranych w Londynie kibiców Arsenalu. Ci z kolei mogli zaśpiewać hymn Arsenalu, ,,North London Forever”. Londyn jest więc czerwony, przynajmniej do kolejnego starcia derbowego. To spotkanie było jasnym wysłaniem komunikatu do całej Premier League, że mistrz nie zamierza zwalniać i już na starcie sezonu 2026/2027 będzie wyznaczał rytm całych rozgrywek. Kanonierzy mocno wierzą w sentencję ukutą za kadencji Mikela Artety: ,,trust the process”, a dla wielu może być ona odbiciem zmagań z codziennymi problemami i kłopotami, które niesie ze sobą życie. Ciężka praca u podstaw, konsekwencja, niezbaczanie z założonej strategii i podnoszenie się po porażkach, mimo żartów i szydery prawie całej Anglii z wiecznie drugiego Artety i Arsenalu, przyniosły bardzo słodkie owoce. W zeszłym sezonie po 22 latach Kanonierzy sięgnęli po upragniony i tak wyczekiwany tytuł w Premier League. Arsenal do gry wraca już w środę, kiedy to meczem na Stadio Diego Armando Maradona w Neapolu podejmie na inaugurację królowej rozgrywek klubowych – Ligi Mistrzów zespół ze stolicy Kampanii. Tymczasem londyńska Chelsea podejmie, także w środę, w Carabao Cup na angielskim podwórku zespół Leeds United.
Fotografia: GettyImages
Autor: Emanuel Rozwadowski


