FRAGMENT ROZDZIAŁU „HAW KAPUSTKA NIE WYROŚNIE…”

[O najsłynniejszym rodzie zakopiańskim – Gąsienicach. Skąd się wzięli, w jakim celu używają przydomków, dlaczego reprezentacje olimpijskie czasami nawet w połowie składały się z przedstawicieli tego rodu. Ten konkretny fragment opowiada o wyjeździe jednego z członków tej rodziny, Andrzeja Krzeptowskiego I na Igrzyska Olimpijskie do Sankt Moritz w 1928 roku]


Na igrzyska do Sankt Moritz w 1928 roku Andrzej Krzeptowski I pojechał w szczególnej roli. Jako najbardziej doświadczony i utytułowany z ekipy pełnił funkcję chorążego drużyny. W Szwajcarii jednak pierwszy raz w karierze złamał nartę w czasie biegu zaliczanego do kombinacji norweskiej. „Trzymałem się Dontha (…). Na ósmym kilometrze mijaliśmy Włocha Demetza. Krzyczę mu «Bahn frei» [zwolnij tor] – on jednak nie zszedł z drogi. Wtedy wjechałem w śnieg i wpadłem powyżej kolan. Wychodząc znów na trasę poczułem dziwny opór pod więźbą. Pomyślałem, że narta mi pękła od spodu. Chciałem jednak dotrzeć do punktu kontrolnego, by ją tam zmienić. Jadąc w dalszym ciągu wpadłem na zlodowaciałą grudę pod śniegiem i wtedy narta mi się złamała. Pęd był tak wielki, ze wpadłem na drzewo, uderzyłem głową o coś twardego i runąłem ogłuszony na zlodowaciały śnieg” – .

Krzeptowskiego I ocucił jeden z narciarzy francuskich. Polak dokończył bieg, ale na mecie wyglądał podobno jak inwalida z rozbitą głową i brodą. Do skoków narciarskich już wobec tego nie przystąpił. To był jego drugi tak poważny wypadek w ciągu mijających tygodni. Tuż przed igrzyskami w Sankt Moritz na Mistrzostwach Zakopanego przy udziale całej krajowej czołówki narciarskiej po pierwszej serii musiał pożegnać się z wygraną. Krzeptowski I tradycyjnie wylądował bez większych problemów. Pułapka zaczaiła się na niego w dalszej części zeskoku. Z tłumu publiczności wybiegł bowiem… pies. Mimo świetnej techniki narciarz nie zdołał już go ominąć. W rezultacie znalazł się na ziemi, dotkliwie się obijając. To nie był zresztą nawet pierwszy taki przypadek na Krokwi. „Katolik Polski” donosił bowiem: „Z oburzeniem napiętnować trzeba niesportowe zachowanie się publiczności, która mimo wyraźnych zakazów psy prowadzi bez uwięzień, co już raz w roku ubiegłym stało się przyczyną najechania skoczka na psa, a dziś w wypadku, któremu uległ Krzeptowski, niemal zakończyło się niebezpieczeństwem”. Sprawa stała się poważna. Przeciwko właścicielowi psa wszczęto policyjne dochodzenie. Samemu narciarzowi jednak nie stało się nic poważnego.

 

Fragment pochodzi z książki Wojciecha Bajaka pod tytułem „Opowieści z dwóch desek”, której Radio GOL jest patronem medialnym. Zapraszamy do zapoznania się z pełną jej treścią. Zachęcamy do jej zakupu tutaj, a także do skorzystania z kodu rabatowego GOL, dającego -40%.

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze