Tottenham pokonuje sensacyjnie Chelsea 2:0! Wydawało się przez większość meczu, że starcie to zakończy się bezbramkowym remisem, ale goście dobrze wykorzystali błędy The Blues w końcówce i wygrywają na Stamford Bridge po raz pierwszy od 2018 roku!
Bez bramek, ale nie bez emocji
Pierwsze minuty tego spotkania były nieco chaotyczne, ale plan Tottenhamu spisywał się całkiem nieźle. Chelsea słynie w tym sezonie ze strzelania bramek już na samym początku, więc Spurs próbowało narzucić wysokie tempo i nie pozwalało rywalom wykreować dogodnej sytuacji.
The Blues jednak w końcu doszli do głosu. W 14. minucie efektowną akcją popisali się piłkarze Chelsea. Cole Palmer uderzył z prawego rogu pola karnego, ale Kinsky popisał się dobrą interwencją i wybił piłkę na rzut rożny.
To nie zniechęciło piłkarzy Spurs, którzy dalej starali się utrzymać wysokie tempo. W efekcie już w 19. minucie doczekali się pierwszej dogodnej sytuacji. Kudus spróbował szczęścia z ostrego kąta, ale piłka przeleciała obok słupka. Jeszcze lepszą okazję Tottenham miał w 28. minucie. Goście wyprowadzili bardzo ładną akcję lewym skrzydłem, piłka trafiła w okolicach jedenastego metra pod nogi Marmousha, ale Egipcjanin uderzył zbyt lekko i Penders łatwo obronił jego strzał.
Belg po raz kolejny stanął na wysokości zadania, gdy trzy minuty później Marmoush posłał piłkę do Matthysa Tela, który znalazł się w sytuacji sam na sam. Bramkarz świetnie wyszedł z bramki i nie dał dużo swobody Francuzowi do oddania strzału.
Podrażniona Chelsea ruszyło do ataku. Najpierw po odebraniu piłki na połowie rywala dobrą sytuację strzelecką miał Henderson, ale czeski golkiper dobrze wyczuł jego intencje. Minutę później The Blues znów zagrozili bramce Kinsky’ego. Tym razem swoich szans spróbował sprzed pola karnego Rodgers, ale znów bramkarz gości był górą.
Pierwsza połowa była wyrównana z lekkim wskazaniem na drużynę gości. Tottenham nieco zaskoczył gospodarzy swoim pomysłem na ten mecz. Mimo że nie oglądaliśmy bramek w tych czterdziestu pięciu minutach, to na brak emocji kibice nie mogli narzekać.
Fatalne błędy w końcówce
Niedługo po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę De Zerbi musiał dokonać wymuszonej zmiany. W wyniku urazu gry nie mógł kontynuować James Maddison. W jego miejsce wszedł zawodnik, który dobrze zna Stamford Bridge, Connor Gallagher.
Chwilę później Tottenham mógł otrzymać kolejny cios. Levi Colwill posłał dalekie zagranie w kierunku Pedro Neto, ale na szczęście dla gości Portugalczyk nie opanował piłki. Skrzydłowy Chelsea miał szansę zrehabilitować się w 61. minucie. Miał dużo miejsca w polu karnym, by oddać strzał, ale uderzył prosto w bramkarza.
W 70. minucie zagotowało się na Stamford Bridge. Najpierw van de Ven został ukarany żółtą kartką za faul na Caicedo. Chwilę później kartonik obejrzał Fernandes za zagranie ręką, a także Cole Palmer, który nie krył niezadowolenia z zachowania Brazylijczyka i uderzył go biodrem. Na tym się nie skończyło, bo sędzia ukarał również jednego z członków sztabu Xabiego Alonso, prawdopodobnie za inwektywy w kierunku De Zerbiego.
Siedem minut później goście wykonywali korner. Do piłki nie doszedł żaden z zawodników Spurs, ale mimo to piłka przekroczyła linię bramkową. Fatalny błąd przy próbie wypiąstkowania popełnił Penders, który zamiast wybić ją do przodu, skierował ją do własnej bramki. Sytuację próbował ratować jeszcze Lacroix, ale było już za późno. 1:0 dla Tottenhamu.
Na domiar złego dla The Blues, w 80. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Cole Palmer. Po raz kolejny Anglika poniosła i nadepnął swojego przeciwnika na kostkę. Nie tak końcówkę tego spotkania wyobrażali sobie kibice Chelsea.
Koguty bardzo dobrze wykorzystały tę przewagę. W 86. minucie w swoim pięćdziesiątym występie w Premier League świetnym rajdem popisał się Mathys Tel. Francuz przebiegł połowę boiska, okiwał po drodze kilku rywali i uderzył sprzed pola karnego po ziemi przy lewym słupku. Bramkarz Chelsea był zbyt daleko, by sięgnąć piłkę i Tottenham podwyższył prowadzenie na 2:0.
Tottenham żegna kryzys?
Drużyna prowadzona przez włoskiego szkoleniowca po tym meczu ma passę trzech zwycięstw bez porażki. O ile remis ze słabym Manchesterem United oraz zwycięstwo z Coventry nie sprawiało wrażenia, że idzie to wszystko w dobrym kierunku, tak wygrana nad odwiecznym rywalem na przeklętej ziemi może wlać nadzieję w serca kibiców Tottenhamu.
Dla The Blues oznacza to pierwszą domową porażkę w tym sezonie. Mało kto się spodziewał, że zdarzy się ona akurat dziś przeciwko drużynie, która gra poniżej oczekiwań w tym sezonie oraz dawno nie wygrała na Stamford Bridge. Błąd Pendersa i brak spokoju Cole’a Palmera nie pomogły zdecydowanie w tym spotkaniu.
W następnej kolejce Tottenham może przedłużyć serię zwycięstw. Spurs podejmują u siebie Crystal Palace. Chelsea, by się odkuć, przyjmie u siebie Manchester United.
Fot. X/SpursOfficial
Łukasz Witosza


