W sobotę po przerwie reprezentacyjnej Ekstraklasa wróci także na Dolny Śląsk. W sobotę o 17:30 zostanie rozegrany jeden z hitów kolejki, czyli starcie Śląsk Wrocław – Lech Poznań.
Śląsk Wrocław i ucieczka ze strefy spadkowej
Jak na razie Śląsk Wrocław nie notuje najbardziej spektakularnego powrotu do PKO BP Ekstraklasy. Tabela jasno wyznacza cel drużyny, jakim będzie utrzymanie. „Wojskowi” przerwę reprezentacyjną spędzili na niskim, 16. miejscu, wyprzedzając jedynie Motor Lublin i Raków Częstochowa. Strata do 15. Radomiaka Radom nie jest jednak wysoka, bo wynosi zaledwie dwa punkty. Zniwelować jej nie będzie jednak łatwo, bo do stolicy województwa dolnośląskiego przyjeżdża ekipa mistrzów Polski, czyli Lech Poznań.
„Wojskowi” w tym sezonie zdążyli już nabrać doświadczenia w ważnych meczach. Terminarz bowiem nie był dla nich łaskawy i już w październiku mają za sobą starcia z Legią Warszawa, Wisłą Kraków, Górnikiem Zabrze, Jagiellonią Białystok, Widzewem Łódź czy derby z Zagłębiem Lubin. Druga sprawa jest taka, że to doświadczenie na niewiele się dotychczas zdawało. Podopieczni Ante Šimundžy wygrali w tym sezonie zaledwie jedno spotkanie – w 2. kolejce z ostatnim w lidze Rakowem Częstochowa. Poza tym trzy razy Dolnoślązacy remisowali. Trzeba jednak dodać, że wiele punktów uciekło w samych końcówkach meczów. Śląsk Wrocław jeszcze ani razu nie przegrał różnicą większą niż jedna bramka.
Najważniejsze dla fanów z Tarczyński Areny jest to, że do kadry meczowej wrócił Piotr Samiec-Talar. To od niego zależy forma drużyny w ofensywie. Kapitan ma bowiem udział przy 9 z 13 zdobytych bramek przez jego ekipę, a to mimo faktu, że opuścił ostatnie dwie ligowe kolejki przed przerwą reprezentacyjną. Ante Šimundža ma też jednak problemy, bo choć wraca Samiec-Talar, to kontuzji doznał Irodotos Christodoulou. Przerwa Cypryjczyka ma potrwać kilka tygodni. W tym czasie mecze będzie mógł oglądać z trybun, wraz z innym kontuzjowanym zawodnikiem – Michałem Mokrzyckim.
Lech Poznań goni lidera
„Kolejorz” znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż Śląsk Wrocław, ale także musi gonić drużyny, które w tabeli znajdują się nad nim. Lech Poznań bowiem przerwę reprezentacyjną spędził na 3. miejscu, za Legią Warszawa i Górnikiem Zabrze. Mistrzowie Polski tracą do lidera trzy punkty. Trzeba jednak zaznaczyć, że podopieczni Nielsa Frederiksena rozegrali o jedno spotkanie mniej od swoich ligowych rywali, choć trzeba też dodać, że drużyna Michała Gasparika ma przewagę w postaci lepszego bilansu bezpośrednich spotkań. Na Śląsku pokonali oni Poznaniaków 2:1.
Patrząc jednak na jakość drużyny, kibice z „Kotła” mogą być spokojni. Lech Poznań dysponuje najsilniejszą kadrą w Ekstraklasie, co pokazują chociażby wyceny portalu Transfermarkt. Szeroka i jakościowa kadra sprawia, że najprawdopodobniej ani razu nie będzie w tym sezonie ligowym sytuacji, w której „Kolejorz” byłby na straconej pozycji. Także i w sobotę „Lechici” będą faworytem.
To mimo problemów kadrowych, które także przywędrowały do stolicy Wielkopolski. Niels Frederiksen nie będzie mógł w sobotnim starciu liczyć na czterech piłkarzy, a występy kolejnych trzech stoją pod znakiem zapytania. Gustav Berggren i Antoni Kozubal wracają do kadry meczowej, ale nie wiadomo jeszcze, na ile obaj zawodnicy są gotowi do gry. Patrik Wålemark znajduje się w nieco innej sytuacji, bo na zgrupowaniu zwyczajnie się rozchorował i także może nie być gotowy do gry w 100%. To, w połączeniu z nieobecnościami Allahyara Sayyadmanesha, João Moutinho, Aliego Gholizadeha czy Alexa Douglasa, może sprawić pewne problemy.
Śląsk Wrocław z przewagą własnego terenu
Choć w ostatnich latach to Lech Poznań okupował wyższe lokaty w tabeli od swoich sobotnich rywali, to na Tarczyński Arenie od lat ma swoje problemy z wygrywaniem. W ostatnich 7 spotkaniach, w których to Śląsk Wrocław był gospodarzem, „Kolejorz” wygrał tylko raz. Miało to miejsce w jego mistrzowskim sezonie 2022/2023.
W ostatnich trzech spotkaniach na Tarczyński Arenie triumfowali tylko „Wojskowi”. I to nawet w tym ostatnim. Lech Poznań kilka miesięcy później świętował zdobycie mistrzostwa Ekstraklasy, Śląsk Wrocław był załamany spadkiem, ale w marcu i tak górą byli podopieczni Ante Šimundžy. Wtedy to gospodarze zwyciężyli 3:1 po dwóch golach Assada Al-Hamlawiego i jednym trafieniu Petera Schwarza. Było to ostatnie trafienie w karierze Czecha. Dla gości strzelał natomiast niezawodny Mikael Ishak. Na to, jak będzie w sobotę, trzeba poczekać do godziny 17:30. Wtedy to sędzia pierwszym gwizdkiem rozpocznie spotkanie.
Fot. Łukasz Czyżykowski / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0


