Motor Lublin znów szuka swojej wizji. Tym razem bez Nikitovicia

W Motorze Lublin po raz kolejny nadszedł czas na zmiany. Można powiedzieć, że w klubie ze stolicy województwa trwa nieustanne poszukiwanie odpowiedzi na jedno, dość proste pytanie: w którą stronę właściwie ma zmierzać Motor?

Tym razem z klubu odchodzi Veljko Nikitović. Serb trafił do Lublina w maju bieżącego roku i miał odpowiadać za kształtowanie polityki sportowej oraz transferowej. Wcześniej zdobywał doświadczenie w Górniku Łęczna i Arce Gdynia, a przez pewien czas pełnił również funkcję prezesa pierwszego z tych klubów.

45-latek nie miał więc być przypadkowym człowiekiem odpowiedzialnym jedynie za podpisywanie kontraktów. Otrzymał zadanie zbudowania Motoru po swojemu. I rzeczywiście, zbudował. Tyle że po kilku miesiącach okazuje się, że na Motor czeka kolejna przebudowa.

Rewolucja w Motorze

Latem Nikitović przeprowadził w Lublinie dużą rewolucję kadrową. Wymieniona została znaczna część zespołu, a wraz ze zmianami personalnymi zmienił się również trener. Mateusza Stolarskiego zastąpił Mariusz Misiura.

I właśnie tutaj pojawia się pierwszy paradoks całej historii.

Stolarski był jednym z elementów projektu, który pozwolił Motorowi wrócić do Ekstraklasy, a następnie skutecznie się w niej utrzymać. Zespół pod jego wodzą potrafił prezentować atrakcyjny futbol, a sam trener zyskał opinię jednego z ciekawszych młodych szkoleniowców na polskim rynku.

Motor miał więc coś, co działało. Naturalną reakcją było oczywiście… zmienić to.

Bo właśnie z tym klub z Lublina od kilku lat ma największy problem. Pod rządami Zbigniewa Jakubasa konsekwentnie poszukuje swojej wizji, ale kiedy pojawia się element, który zaczyna funkcjonować, szybko pojawia się pytanie, czy nie należałoby zastąpić go czymś nowym.

Jak znaleźć wizję? Najlepiej zacząć od jej zmiany

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Motor od kilku lat znajduje się w stanie permanentnego poszukiwania odpowiedniego modelu funkcjonowania.

Zmieniają się osoby odpowiedzialne za pion sportowy, zmieniają się zawodnicy, a wraz z nimi pojawiają się kolejne pomysły na to, jak klub powinien wyglądać.

Problem nie polega oczywiście na tym, że zmiany same w sobie są czymś złym. W piłce nożnej czasami trzeba przyznać się do błędu i wykonać korektę. Problem pojawia się wtedy, gdy korekta następuje również w momencie, kiedy coś zaczyna działać.

Przypadek Mateusza Stolarskiego dobrze wpisuje się w ten schemat. Trener dostał szansę zbudowania zespołu, osiągnął z nim konkretne wyniki, a następnie, zamiast kontynuować rozpoczętą pracę, Motor zdecydował się na zmianę.

W jego miejsce pojawił się Mariusz Misiura, a wraz z nim rozpoczęła się kolejna układanka. Później przyszedł czas na rewolucję kadrową, za którą odpowiadał Nikitović. Dziś Serba już nie ma.

A Motor po dziewięciu kolejkach ma zaledwie sześć punktów.

Trudno więc nie zadać pytania, czy problemem rzeczywiście za każdym razem jest kolejny człowiek, którego można wymienić.

Sześć punktów i kolejny reset

Sportowo sytuacja Motoru jest daleka od ideału.

Po dziewięciu kolejkach zespół zgromadził zaledwie sześć punktów i znalazł się w gronie drużyn, które muszą poważnie myśleć o walce o utrzymanie. Letnia przebudowa nie przyniosła oczekiwanego efektu. Zespół nie złapał stabilności, a kolejnych spotkań nie można już traktować wyłącznie jako pojedynczych wpadek.

Zamiast rozwoju nowego projektu pojawiły się pytania o jego podstawowe założenia.

W takich warunkach najłatwiej oczywiście wskazać winnego.

Nikitović przychodził jako człowiek odpowiedzialny za budowę kadry, w której poza Czubakiem, Ronaldo i Jacusiem Ndiae nie został nikt z poprzedniego sezonu. Teraz odchodzi jako osoba odpowiedzialna za projekt, który nie funkcjonuje tak, jak zakładano.

Piłka nożna ma tę niezwykłą właściwość, że projekt budowany przez kilka miesięcy można zakończyć w kilka dni. Motor właśnie po raz kolejny przekonuje się o tym w praktyce.

Co dalej?

Klub poinformował dziś o zakończeniu współpracy z Nikitoviciem. Na ten moment nie wiadomo jeszcze, kto zajmie jego miejsce.

Motor dochodzi więc do kolejnego ważnego momentu. Będzie musiał znaleźć nie tylko nowego dyrektora sportowego, ale przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czego właściwie chce od swojego klubu.

Jeśli odpowiedzią ponownie będzie kolejna rewolucja, nowa koncepcja, nowi ludzie i następna wymiana dużej części zespołu, za kilka miesięcy możemy wrócić do punktu wyjścia.

Zresztą Motor ma już w tym doświadczenie.

Stolarski odszedł, mimo że zdołał stworzyć zespół, który potrafił funkcjonować na poziomie Ekstraklasy. Teraz z klubu znika Nikitović, który jeszcze kilka miesięcy temu miał być jednym z konstruktorów nowego Motoru.

W Lublinie znów zaczyna się więc poszukiwanie wizji.

Pozostaje tylko pytanie, czy tym razem, kiedy uda się ją znaleźć, Motor pozwoli jej trochę dłużej popracować.

Adam Żemła

Fot: Motor Lublin

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze