Śląsk Wrocław pewnie rozprawia się z Ruchem Chorzów!

Niedzielne popołudnie to starcie, w którym Śląsk Wrocław mierzył się z Ruchem Chorzów. Dwa utytułowane polskie kluby stanęły naprzeciwko siebie w ramach pojedynku o powrót do Ekstraklasy.

Przed meczem trudno było wskazać faworyta, delikatna przewaga była jednak po stronie gospodarzy. Śląsk Wrocław dotychczas zgromadził jeden punkt. Remis z Wieczystą Kraków i porażka ze Stalą Rzeszów nie napawały optymizmem fanów „Wojskowych”.

Ruch Chorzów natomiast przed pierwszym gwizdkiem był jeszcze niepokonany. Cztery punkty w dwóch meczach to wynik niezły, ale gra wyglądała dużo gorzej. Uratowane wyniki po męczarniach w Niepołomicach i na Stadionie Śląskim z Górnikiem Łęczna pozostawiały wiele do życzenia.

Ruch Chorzów tłem, Śląsk Wrocław pewnie wygrywa

O ile ostatnią porażkę Śląska Wrocław można było usprawiedliwiać wcześnie otrzymaną czerwoną kartką, tak dla gry „Niebieskich” trudno znaleźć wytłumaczenie. Obraz tego widzieliśmy już od samego początku spotkania. 2. minuta to trafienie Yegora Sharabury, a chwilę później było już 2:0 dla Śląska Wrocław za sprawą Przemysława Banaszaka. W zasadzie dopiero wtedy przyjezdni się obudzili i zareagowali na nieciekawą sytuację. Zaczęli naciskać na rywala i po składnym kontrataku zdobyli bramkę kontaktową. Piotr Ceglarz zgrał na przedpole do Denisa Ventury, a ten skutecznie zamknął akcję. Gdy wydawało się, że Ruch Chorzów będzie w stanie nawiązać walkę ze swoim rywalem, ci podwyższyli prowadzenie — drugi gol napastnika „Wojskowych” i gospodarze mogli schodzić do szatni, ciesząc się z bezpiecznego prowadzenia.

Druga połowa przebiegała już pod dyktando Śląska Wrocław. Kontrolowali to spotkanie i spokojnie czekali na swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie. Szanse dostali młodzieżowcy, bawić się z defensorami rywali próbował Piotr Samiec-Talar, i w ten oto sposób minęło drugie 45 minut. Do Chorzowa goście nie będą wracali w najlepszych nastrojach.

Śląsk Wrocław wraca na zwycięskie tory

Ante Simundza wprowadził pewne roszady względem ostatnich meczów. Swoją szansę otrzymał Yegor Sharabura, który zastąpił Arnau Ortiza. Wystąpił przy lewej stronie boiska i zaliczył bardzo udane spotkanie. 21-latek zdobył bramkę i na pewno zyskał zaufanie trenera. Hiszpan wszedł na boisko w drugiej połowie i także pokazał, że nie odpuści walki o wyjściowy skład. Przy takiej formie ukraińskiego zawodnika nie będzie mu jednak o to łatwo.

Zachwycił dzisiaj też Besar Halimi. Był to najprawdopodobniej najlepszy zawodnik na boisku i jest kandydatem do miana MVP kolejki. Miał udział przy każdej z bramek. Przy drugim golu Śląska Wrocław fantastycznie rozegrał akcję z Marciem Llinares, zdobywając asystę drugiego stopnia. Gol na 3:1 natomiast to zasługa jego genialnego podania do Przemysława Banaszaka, który pokonał Jakuba Bieleckiego i mógł się cieszyć z kolejnego trafienia.

Zatrzymując się przy tym napastniku, trzeba wspomnieć, że dobrze wykorzystał swoją okazję do gry w pierwszym składzie. W pierwszych meczach na tej pozycji występował Damian Warchoł, ale trener zdecydował się dziś na innego byłego piłkarza Górnika Łęczna. Dwa gole sprawiają, że utrzyma on najpewniej swoje miejsce w podstawowej jedenastce na dłużej.

Ruch Chorzów powoli się uczy

Fani „Niebieskich” są coraz bardziej niezadowoleni z pracy wykonywanej przez trenera Dawida Szulczka. Na początku spotkania oglądaliśmy ten sam Ruch Chorzów, co tydzień temu w starciu z Górnikiem Łęczna — cofnięty, niegotowy do gry i liczący na jakiś stały fragment, który można by było zamienić na bramkę. Pozytywem jest na pewno reakcja po otrzymaniu dwóch szybkich ciosów od przeciwnika, które nie okazały się nokautujące. „Niebiescy” byli w stanie nawiązać walkę, przycisnąć rywala oraz zdobyć nawet kontaktowego gola, jednak to było za mało, a trzecia bramka zdobyta przez wrocławian tuż przed przerwą zamknęła spotkanie.

W każdym dotychczasowym meczu Ruchu Chorzów mogliśmy oglądać inne ustawienie w ofensywie. Dzisiaj od początku zagrali Piotr Ceglarz, Tomasz Bała i Patryk Szwedzik. Najlepiej spośród tego tercetu spisał się były skrzydłowy Motoru Lublin. Zaliczył ładną asystę i pokazał, że może być liderem swojej drużyny w ataku. Gorzej wypadli jego partnerzy. Patryk Szwedzik wystąpił dzisiaj na prawej stronie, a na szpicy zagrał wspomniany Tomasz Bała, który miał okazję, aby doprowadzić do wyrównania jeszcze w pierwszej połowie. Trener na konferencji mówił, że nie jest to koniec zmian i wciąż czekają na Daniela Szczepana. Piłkarz ma być kluczem do rozwiązania problemów ze zdobywaniem bramek.

Wciąż do pełni sił nie wrócił także Przemysław Szymiński. Zawodnik po raz kolejny został zmieniony przedwcześnie, a zastąpił go Aleksander Komor. Piłkarz z doświadczeniem na włoskich boiskach miał spore problemy zdrowotne jeszcze w poprzednim sezonie i wciąż nie nawiązał do swojej dawnej formy fizycznej. Jeśli na dobre wróci do pełni sił, to gra Ruchu Chorzów w defensywie tylko na tym zyska. Szkoleniowiec Dawid Szulczek zapowiada, że z każdym meczem zespół będzie się rozwijał i prezentował lepiej. Niemniej drużyna obecnie nie wygląda na gotową do walki o awans i będzie musiała wejść na wyższe obroty, aby tego dokonać.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze