Derbowy klimat w (nie)derbowym meczu. Śląsk Wrocław remisuje z Widzewem Łódź 3:3. Piłkarze zafundowali kibicom prawdziwy rollercoaster!
Oba kluby punktów potrzebowały jak tlenu i z tego względu szkoleniowcy zdecydowali się na pewne roszady. Śląsk Wrocław wyszedł w składzie bez Przemysława Banaszaka, którego zastąpił Luka Marjanac. Niedostępni na meczu byli Lamine Ba, zawieszony za czerwoną kartkę, oraz Michał Mokrzycki, zmagający się z poważną kontuzją.
Aleksandar Vuković także namieszał w wyjściowej jedenastce. Ku zaskoczeniu kibiców na ławce zasiadł Fran Álvarez i Sebastian Bergier. Poza kadrą meczową znalazł się natomiast Jusuf Gazibegović, który doznał urazu w meczu z Koroną Kielce.
Przemysław Wiśniewski z prezentem, Śląsk Wrocław nie skorzystał
Choć przed meczem to Widzew Łódź był uznawany za faworyta, już na początku spotkania role miały się odwrócić. Już w 5. minucie Luka Marjanac świetnie wypuścił Maalaya Dembele, który znalazł się w świetnej sytuacji na zdobycie bramki. Przeszkodził mu jednak Przemysław Wiśniewski, depcząc nogę Francuza. Sędzia Marcin Kochanek początkowo odgwizdał spalonego, ale zainterweniował VAR. Od ofsajdu napastnika dzieliły milimetry, ale ostatecznie był on na dozwolonej pozycji. Z tego względu Przemysław Wiśniewski zakończył spotkanie, zanim na dobre je zaczął.
Aleksandar Vuković zareagował, zdejmując ofensywnie usposobionego Mariusza Fornalczyka i wpuszczając za niego Mateusza Żyrę. Od tej pory mogłoby się wydawać, że Śląsk Wrocław przejmie inicjatywę. Nic bardziej mylnego, bo w 15. minucie na prowadzenie wyszedł… Widzew Łódź. Grzegorz Tomasiewicz kuriozalnie zachował się przed własnym polem karnym. Pomocnik wykonał zbyt lekkie podanie przed własnym polem karnym i stracił piłkę na rzecz Alexa Baeny. Hiszpan natychmiastowo oddał strzał, który wybronił Karol Niemczycki. Golkiper odbił jednak futbolówkę pod nogi Mario Garcii. Ten skorzystał z okazji i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Od tego zdarzenia wiele się nie zmieniło. Konkretów po stronie gospodarzy w dalszym ciągu nie było, a lepszym zespołem byli grający w osłabieniu goście. „Widzewiacy” jeszcze przed przerwą zdołali podwyższyć prowadzenie. Na dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej części spotkania Jorge Yriarte przy kreowaniu akcji na połowie rywali stracił futbolówkę i Łodzianie natychmiast ruszyli z kontratakiem. Akcja podobna do tej, która dała zwycięstwo Zagłębiu Lubin w derbach Dolnego Śląska. Tym razem nie Levente Szabó, a Fran Álvarez urwał się spod krycia i wykorzystał podanie Karola Świderskiego. Krycie tym razem zgubił Irodotos Christodoulou. Cała akcja zaczęła się jednak od straty Wenezuelczyka, co nie umknęło uwadze Ante Simundzy. Chwilę później bowiem pomocnika na boisku już nie było, a zastąpił go Eniss Shabani. Wynik do przerwy nie uległ już zmianie, a Wrocławianie przez pierwsze 45 minut nie zdołali nawet oddać celnego uderzenia na bramkę Bartłomieja Drągowskiego.
Najlepsza 2. połowa sezonu?
Grę rozruszała podwójna zmiana dokonana przez słoweńskiego szkoleniowca w przerwie i zmiana ustawienia. Ante Simundza zdecydował się na ciekawy wariant z trójką napastników, wpuszczając za Christodoulou Przemysława Banaszaka. Oprócz tego na placu gry zameldował się Michał Rosiak, a w ekipie gości Sebastian Bergier (w miejsce Karola Świderskiego).
Śląsk Wrocław nie miał już w końcu nic do stracenia i ruszył do ataku. W pierwszej swojej akcji wywalczył rzut rożny, po którym fantastycznie głową do Luki Marjanaca zgrał świeżo wprowadzony Banaszak. Bośniak z problemami, ale ostatecznie zapakował piłkę w siatkę. Niespełna kwadrans później strzelec bramki próbował się odwdzięczyć, posyłając dogodną piłkę w pole karne. Były zawodnik Górnika Łęczna zaatakował futbolówkę wślizgiem, ale uderzenie było zdecydowanie zbyt lekkie.
Wydawało już się, że poryw gospodarzy nie potrwa zbyt długo. Bowiem w 63. minucie „Widzewiacy” znów prowadzili dwoma bramkami. Podopieczni Aleksandara Vukovicia wykorzystali moment, w którym siły się wyrównały. Piłką w głowę oberwał Grzegorz Tomasiewicz, który po tym zdarzeniu musiał na chwilę opuścić boisko. Rozklepany został Michał Rosiak, a następnie obrońcy Śląska Wrocław zaserwowali to, co wszyscy już dobrze znają – błąd w ustawieniu i niekryty napastnik przy podaniu wzdłuż pola karnego zdobywa bez problemu bramkę. Tym razem strzelcem był Alex Baena, a podającym Mario Garcia.
Śląsk Wrocław broni nie złożył. Gospodarze zdołali jeszcze trzykrotnie pokonać Bartłomieja Drągowskiego, choć tylko dwa trafienia zostały uznane. Najpierw swego dopiął w końcu Przemysław Banaszak, który wykorzystał świetne zagranie Piotra Samca-Talara w 78. minucie. Kapitan, choć przez większość meczu wydawał się nieobecny, to końcówka spotkania należała do niego. W 89. minucie zszedł w swoim stylu do lewej nogi i fantastycznie dośrodkował do Enissa Shabaniego, który doprowadził do wyrównania. Nie był to jednak koniec emocji, bo swoją szansę na zwycięstwo Widzew Łódź jeszcze dostał, a przynajmniej powinien dostać. Zawodnik drużyny gości został pchnięty w twarz i niezrozumiałe jest, dlaczego arbiter nie odgwizdał rzutu karnego. Na pomeczowej konferencji pretensje za to miał trener gości Aleksandar Vuković. W każdym razie wynik spotkania się już nie zmienił.
Niedosyt, radość czy jedno i drugie?
Nie ma wątpliwości, że tym powrotem w stolicy Dolnego Śląska uniknięto pożaru. Wydaje się, że temperatura w klubie zenitu jeszcze sięgnie. Trzeba pamiętać, że gospodarze cały mecz grali w przewadze. Terminarz wskazuje na to, że drużynę Ante Simundzy czekają bardzo trudne tygodnie. W przyszłym tygodniu uda się ona na Łazienkowską zmierzyć się z Legią Warszawa. Później nie będzie łatwiej, bo następni rywale Śląska Wrocław to kolejno Pogoń Szczecin, Jagiellonia Białystok, Wisła Kraków, Korona Kielce i Lech Poznań.
Iskierką nadziei dla wrocławskich kibiców jest powrót Lamine Ba. Zawieszenie Mauretańczyka wraz z ostatnim gwizdkiem Marcina Kochanka dobiegło końca i piłkarz będzie już do dyspozycji Ante Simundzy. Bez swojego lidera defensywy „Wojskowi” w dwóch meczach stracili aż pięć bramek. O wpływie na grę 28-latka mogliśmy się już przekonać w zeszłym sezonie. Śląsk Wrocław sprzed jego transferu, a po transferze to dwie inne drużyny.
Widzew Łódź natomiast ma za zadanie przekuć swoją wyjazdową formę na punkty przed własną publicznością. O ile Łodzianie w roli gości pozostają niepokonani, tak na własnym stadionie ciągle nie zwyciężyli. Okazja, aby to zmienić, nadarzy się już za tydzień. W Sercu Łodzi drużyna Aleksandara Vukovicia podejmie mistrzów Polski, czyli Lecha Poznań. Następnie, także na własnym terenie, w Pucharze Polski spróbują wziąć rewanż na Koronie Kielce. Po pucharowym boju czekają ich dwa spotkania z koalicją radomsko-warszawską.
Fot. „Stadion Wrocław” / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0


