Lech Poznań został zdemolowany przez Genk. Choć był to dopiero pierwszy mecz, to już śmiało możemy stwierdzić, że Liga Europy nie jest niestety dla Polaków. W Poznaniu będą musieli zadowolić się Ligą Konferencji.
Przed meczem można było określić Genk mianem faworyta. Grają tam w końcu bardziej jakościowi piłkarze niż w Crvenie Zvezda, przez którą Lech Poznań przed tygodniem został wyeliminowany z rozgrywek Ligi Mistrzów. Jednak do tak wysokiej porażki u siebie nie można było dopuścić. Wynik idzie w świat i zostanie on na długo zapamiętany.
Lech Poznań i tragiczna defensywa
Po wielu kontuzjach w szeregach „Kolejorza” największym zmartwieniem przed pierwszym gwizdkiem była formacja obronna. Joela Pereirę zastąpił Alex Douglas, który od samego początku nie nadążał za rywalem. Już przy pierwszej bramce Yira Sor zgubił go na skrzydle. Nie pomagała także słaba dyspozycja Michała Skrzypczaka oraz kontuzja Antonio Milicia. Po zmianie tego drugiego Szwed został przesunięty na środek obrony, a na prawej flance od 26. minuty mogliśmy oglądać Wojciecha Mońkę.
Niestety, 18-latek także nie był gotowy na tak ważne spotkanie i Genk na prawej stronie urządził sobie tor wyścigowy. Gdy zawodnicy schodzili do szatni, tablica z wynikiem wskazywała 4:1 dla gości. Belgowie na dodatek dwa razy uderzali w obramowanie bramki oraz nie wykorzystali rzutu karnego, przy którym fenomenalną interwencją popisał się Bartosz Mrozek.
Po przerwie na boisku pojawił się Michał Gurgul i chwilę później wpisał się na listę strzelców. Niestety, nie po tej stronie co trzeba. Po tej bramce Genk spuścił nieco z tonu i do głosu zaczęli częściej dochodzić „Lechici”. Swoje okazje mieli Palma czy Ishak, ale brakowało przy ich akcjach postawienia kropki nad „i”. W ten oto sposób to jednostronne widowisko dobiegło końca. Jego losy rozstrzygnęły się już w 1. połowie, która ukazała różnicę klas między tymi drużynami.
🏁 Przegrywamy w pierwszym meczu. Rewanż za tydzień w Belgii.
__
90'+3 #LPOKRC 1:5 pic.twitter.com/Vy3faMIpUk— Lech Poznań (@LechPoznan) August 21, 2025
Perspektyw przed rewanżem brak
Nie ma tak naprawdę co się oszukiwać, gdyż perspektyw przed rewanżem nie ma żadnych. „Kolejorz” obecnie może już skupić się na lidze i odpowiednio zacząć przygotowywać się do fazy ligowej Ligi Konferencji. Różnica 4 bramek w meczu u siebie nie jest do odrobienia przy tak słabej dyspozycji „Lechitów”. O ile przed dwoma tygodniami można było mówić, że Lech Poznań wyszedł z twarzą i o pewnych nadziejach przed rewanżem, tak teraz złudzeń nie ma żadnych.
Trzeba zwrócić uwagę, że w Poznaniu zrobił się spory szpital. Nie można oczywiście usprawiedliwiać absencjami fatalnej gry Mistrzów Polski, ale w przypadku powrotu Joela Pereiry, Aliego Gholizadeha czy Roberta Gumnego ta drużyna będzie wyglądać inaczej. Mówi się też o sprowadzeniu nowego napastnika w postaci Ibrahima Diabate z szwedzkiego GAIS. Jest to szybki napastnik, który potrafi także wygrywać wiele pojedynków fizycznych. W obecnej sytuacji nie wydaje się jednak, aby to ofensywa była problemem. Trzeba się zastanowić, czy nie przydałby się nowy stoper. Wciąż pod znakiem zapytania stoi przyszłość Bartosza Salamona, urazu doznał Antonio Milic, a Mateusz Skrzypczak wciąż musi pracować nad powrotem do dawnej dyspozycji.
Nie można też wykluczyć kolejnych urazów. Wiele mówi się, że trener Niels Frederiksen na treningach bardzo wiele wymaga od swoich podopiecznych. Coraz częściej słychać głosy, że aż za dużo, co wpływa na zdrowie zawodników. Na konferencji pomeczowej szkoleniowiec zapowiadał, że nie planuje zmian w treningach przedmeczowych. Samo przygotowanie fizyczne ma owocować w późniejszych etapach sezonu, ale co z tego jeśli poznaniacy z Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy odpadli już w sierpniu…
Czy Liga Konferencji to jedyne, na co możemy liczyć?
Póki co nasze drużyny są na dobrej drodze, aby w komplecie zameldować się w Lidze Konferencji. Z jednej strony będzie to historyczny sukces, gdyż nigdy wcześniej w historii się to nie wydarzyło, ale z drugiej trzeba się zastanowić, czego brakuje, aby zagrać w lepszych rozgrywkach.
W ostatnim dziesięcioleciu tylko raz polski zespół zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Mowa tu oczywiście o Legii Warszawa z sezonu 2016/2017. W Lidze Europy mieliśmy pojedyncze epizody, ale także z reguły były one krótkie. Samo utworzenie Ligi Konferencji wydaje się, że było idealne dla Ekstraklasowiczów.
Sukcesy Lecha Poznań, Legii Warszawa i Jagiellonii dają nadzieję na lepsze jutro. Sama nasza liga zajmuje 13. miejsce w rankingu UEFA i jesteśmy coraz bliżej, aby zagwarantować sobie pewne miejsce w bardziej elitarnych rozgrywkach. Prędzej się to stanie, niż któryś polski klub sam wywalczy sobie w nich miejsce poprzez eliminacje. Sam 3. poziom europejskiego turnieju otwiera drzwi przed polskimi klubami. Jeśli porównamy piłkarzy, jacy trafiają do naszego kraju, to jest to zdecydowanie wyższy poziom niż jeszcze pięć lat temu. Jak to mówią – „małymi kroczkami do celu”. Jeśli wciąż polskie zespoły są za słabe na Ligę Mistrzów, czy nawet jej zaplecze, to trzeba być cierpliwym. Mianowicie rozwój następuje i za dwa/trzy lata Polska może stać się tam stałymi bywalcem. W końcu ile punktów sumarycznie będzie w stanie nabić aż 4 naszych ligowców grając w Lidze Konferencji?
Mateusz Konsewicz


