Od mahoniu po brzozę, od heblowanych desek po nieokorowane pnie – w tym lesie jest jeden wielki leśniczy, myśliwy, a przede wszystkim rzeźbiarz piłkarskiej myśli szkoleniowej. Daniel Myśliwiec, trener Piasta Gliwice, udowadnia, że nawet przy ograniczonych możliwościach kadrowych można osiągać wyniki, których trudno byłoby oczekiwać na podstawie samej jakości zawodników.
Piast Gliwice zajmuje szóste miejsce w tabeli, a Daniel Myśliwiec wyciska ze swojej drużyny więcej, niż wielu mogłoby się spodziewać. W zespole nie brakuje piłkarzy, których występy potrafią przyprawić kibiców o ból głowy. Z takiego drewna jak Juande, Sanca, Twumasi czy Ntamac niełatwo stworzyć materiał na solidną drużynę Ekstraklasy. No, może akurat z Limy nie da się zrobić piłkarza, bo nawet najlepszy artysta ma swoje granice. Michał Anioł też nie wyrzeźbiłby Dawida z każdej przypadkowej deski znalezionej w markecie budowlanym.
Piast Gliwice – problemy finansowe i trudne zarządzanie klubem
Od ponad dwóch lat Piast Gliwice sprawia wrażenie klubu, który konsekwentnie próbuje spaść z ligi. Można wręcz odnieść wrażenie, że w klubowych gabinetach ktoś postawił sobie za punkt honoru sprawdzenie, jak długo da się utrzymać ekstraklasowy byt, jednocześnie sabotując niemal każdy element, który mógłby w tym pomóc.
Pozbywanie się najlepszych piłkarzy to coś, do czego kibice z Gliwic zdążyli już przywyknąć. Tylko w poprzednim sezonie udało się pożegnać Jirkę, Dziczka, Tomasiewicza, Dalmau czy Drapińskiego, a jednocześnie ściągnąć zawodników na alibi, takich jak Ntamac i Grill. Na więcej najwyraźniej nie starczyło ani pieniędzy, ani pomysłów. Zresztą wspomniana dwójka raczej nie mogłaby liczyć na gwarantowane miejsce w wyjściowym składzie żadnego innego klubu Ekstraklasy.
Kolejnym elementem tej corocznej układanki jest zarządzanie klubem przez miasto, a właściwie jego brak. Permanentny niedobór funduszy, niepewność finansowa i widmo niewypłaconych pensji stały się elementami gliwickiej codzienności.
Piast funkcjonuje trochę jak samochód, którego właściciel regularnie sprzedaje części silnika, żeby zatankować, a następnie dziwi się, że pojazd nie osiąga prędkości autostradowych.
Daniel Myśliwiec przejął Piasta Gliwice i zabrał się do pracy
Na ten obraz czarnej rozpaczy, galopem na rączym rumaku – nie chodzi oczywiście o Mariusza Rumaka – wjeżdża Daniel Myśliwiec. Trener, który w poprzednim sezonie przejął klub po Maksie Mulderze, pozostawiającym po sobie drużynę wymagającą nie tyle kosmetycznych poprawek, ile gruntownego remontu. Fundamenty wyglądały tak, jakby wykonano je z kartonu.
Pan Daniel wszedł w ten bałagan i zamiast narzekać na jakość materiału czy brak narzędzi, po prostu zabrał się do roboty. W opłakanej sytuacji sportowej utrzymał Piasta w Ekstraklasie, nie musząc przy tym wypruwać sobie żył.
A po spektakularnym okienku transferowym, w którym zamiast gotowych elementów do budowy drużyny dostał kolejne kawałki drewna, nadal robi swoje. W normalnych warunkach niejeden szkoleniowiec zacząłby już pisać pożegnalny list do kibiców. Myśliwiec najwyraźniej nie należy jednak do ludzi, którzy przy pierwszej okazji rzucają dłutem o ziemię.
Piast Gliwice – zwycięstwo z Widzewem pokazuje pracę trenera
Najlepszym przykładem pracy Myśliwca jest ostatni mecz z Widzewem Łódź, czyli klubem, który za jednego piłkarza jest w stanie zapłacić niewiele mniej, niż wynosi łączna wartość całej kadry Piasta Gliwice.
Po jednej stronie finansowe ambicje i transferowe możliwości, po drugiej – gliwicka szkoła przetrwania, w której każde dodatkowe wzmocnienie należy rozpatrywać w kategoriach luksusu.
Wynik, po tak tendencyjnie napisanym akapicie, nie powinien być niespodzianką. Piast wygrał u siebie 2:1 po heroicznej kontrze Boisgarda w ostatniej minucie meczu.
I właśnie w takich momentach widać różnicę między zespołem, który ma na papierze więcej argumentów, a tym, który potrafi je wykorzystać. Widzew mógł mieć droższych piłkarzy i większe możliwości, ale to Piast miał plan, konsekwencję i zawodników, którzy najwyraźniej wiedzieli, co i kiedy należy zrobić.
Daniel „Geppetto” Myśliwiec – czy Piast Gliwice może powalczyć o coś więcej?
Oczywiście nie popadajmy w przesadny entuzjazm. Szóste miejsce nie oznacza jeszcze, że w Gliwicach należy zamawiać szampana i stawiać pomnik trenerowi. Piast nadal ma swoje problemy, a jeden udany okres nie sprawi magicznie, że klubowe finanse zaczną przypominać budżet Manchesteru City.
Nie zmieni się też nagle jakość wszystkich zawodników. Ci, którzy dziś wyglądają na solidnych ligowców, jutro mogą przypomnieć nam, dlaczego jeszcze niedawno porównywaliśmy ich do materiału stolarskiego. Nie, nie chodzi o trenera Widzewa.
Tyle że właśnie w tym tkwi największa zasługa Myśliwca. Wyciska z dostępnych zasobów więcej, niż ktokolwiek rozsądny mógłby oczekiwać. W klubie, w którym kolejne sezony przypominają próbę przebiegnięcia maratonu z jedną nogą w gipsie, jest to osiągnięcie godne uznania.
Bilans ostatnich spotkań Piasta coraz bardziej przypomina wyniki zespołu z ambicjami pucharowymi, a przy odpowiedniej dawce optymizmu można by nawet zacząć snuć fantazje o czymś więcej.
Oczywiście na razie odłóżmy na bok marzenia o mistrzostwie, bo jeszcze ktoś w klubowych gabinetach uzna, że skoro trener tak dobrze sobie radzi, to można mu sprzedać kolejnych dwóch piłkarzy.
Pozostaje pytanie, jak długo Daniel Myśliwiec będzie w stanie utrzymać ten poziom i czy klub pozwoli mu rozwijać drużynę, zamiast regularnie podcinać jej skrzydła. Nawet najlepszy stolarz nie wybuduje domu, jeśli inwestor co tydzień zabiera mu po dwie deski, a na koniec miesiąca informuje, że na gwoździe trzeba jeszcze poczekać.
Od drewna do Pinokia – jak Myśliwiec rozwija piłkarzy Piasta?
Dopinając klamrą całą historię i wracając do tytułowego Geppetta: trener Daniel Myśliwiec wziął drewno i wyrzeźbił z niego kukły, które z czasem zaczęły przypominać chłopców zdolnych do rywalizacji w Ekstraklasie.
Pod jego skrzydłami zawodnicy robią postępy w tempie Messerschmitta, a niektórzy wręcz całymi tabunami kroków naprzód. Jedni uczą się odpowiedniego ustawienia, inni podejmowania decyzji, a jeszcze inni najwyraźniej odkrywają, że piłka nożna polega na czymś więcej niż przypadkowym kopaniu okrągłego przedmiotu w kierunku bramki przeciwnika.
Do momentu, w którym Pinokio samodzielnie ruszy w świat, jeszcze daleka droga, ale trzeba oddać Myśliwcowi jedno: wziął do ręki materiał, którego wielu nawet nie chciałoby dotknąć, i zaczął tworzyć z niego coś sensownego.
W Gliwicach może brakować pieniędzy, rozsądku w zarządzaniu i transferowych fajerwerków. Ale przynajmniej na ławce trenerskiej siedzi człowiek, który potrafi zamienić kawałek drewna w coś, co zaczyna grać w piłkę.
Daniel „Geppetto” Myśliwiec – człowiek, który nie boi się lasu, bo nawet z najgorszego drewna potrafi wystrugać drużynę.
Autor: Adam Żełma
Fot: Newspix


