Bartosz Łobaza to lead curlingowej reprezentacji Polski i jeden z założycieli klubów w Świdnicy i Wałbrzychu, a od niedawna także członek zarządu Polskiej Federacji Klubów Curlingowych. W rozmowie z Radiem GOL opowiada o przygotowaniach do Mistrzostw Europy w Ostrawie, drodze od piłki nożnej do curlingu oraz o tym, dlaczego profesjonalizacja tego sportu w Polsce jest jego zdaniem nieunikniona.
Bartosz Łobaza przed Mistrzostwami Europy w Ostrawie
Mateusz Konsewicz, Radio GOL: Na początek chciałem zapytać o Mistrzostwa Europy, które zbliżają się wielkimi krokami. Na jakim etapie przygotowań jest drużyna?
Tak naprawdę jesteśmy już na ostatniej prostej. Przed Mistrzostwami Europy czekają nas jeszcze dwa zgrupowania, już z udziałem trenera, który przylatuje do nas z Kanady. W tym tygodniu, w czwartek, rozpoczynamy też kontrolny turniej przygotowawczy w Pradze, więc wszystko jest na dobrej drodze.
Rok temu debiutowaliście na najwyższym szczeblu Mistrzostw Europy. Czujecie, że jesteście dziś dalej niż rok temu, w lepszej dyspozycji?
Na pytanie, w jakiej będziemy dyspozycji, tak naprawdę odpowiedzą dopiero Mistrzostwa Europy. Myślę jednak, że na pewno zrobiliśmy postęp od zeszłego roku. Wtedy była to nasza impreza docelowa, główny start w sezonie. Teraz jest trochę inaczej, bo głównym startem będą Mistrzostwa Świata, które odbędą się wiosną w Kanadzie. Mistrzostwa Europy to jednak na pewno również ważna impreza dla nas.
W grupie macie Szwecję, Norwegię, Szwajcarię, Czechy i Hiszpanię. Do półfinału awansują ostatecznie dwie drużyny. Rozmawiałem z Konradem Stychem, który mówił, że Szwajcarzy to najmocniejsza ekipa, ale z resztą powinniście być w stanie powalczyć. Czy Pan widzi to tak samo?
Bardzo podobnie. Nie jestem tylko pewien, czy Konrad wiedział już wtedy, jaka reprezentacja Szwajcarii weźmie udział w Mistrzostwach Europy w Ostrawie, bo nie jedzie najmocniejsza szwajcarska drużyna, tylko – powiedzmy – druga w kolejności. To stwarza przed nami pewne możliwości. Wszystkie drużyny są oczywiście wymagającymi rywalami, ale myślę, że przy dobrym układzie zarówno Szwajcaria, jak i Szwecja są w naszym zasięgu.
Zmienił się też format Mistrzostw Europy. Wspomniał Pan już, że nie będzie to główna impreza sezonu, bo turniej nie daje już przepustki na Mistrzostwa Świata. Do tego skrócono liczbę endów, a drużyny podzielono na dwie grupy. Co to właściwie zmienia dla Pana i dla drużyny?
Myślę, że przede wszystkim trochę zdejmuje to rangę z zawodów. Dla nas są to jednak o tyle ważne zawody, że pozwalają nam grać z najlepszymi drużynami z Europy bez konieczności wylotu na turniej do Kanady. To dla nas bardzo ważny start, na którym możemy zebrać doświadczenie w grze z najlepszymi.
Jeżeli chodzi o format rozgrywek, to zdejmuje to z nas też trochę presji, bo nie są to już bezpośrednie kwalifikacje do Mistrzostw Świata, tak jak było do tej pory. Mniejsza liczba endów to coś, co znamy z turniejów, w których gramy na co dzień, więc jest to dla nas na pewno dużo bardziej naturalne. Podział na dwie grupy może natomiast sprawić, że turniej będzie w całości trochę mniej wymierny. Z racji mniejszej liczby meczów, które rozegrają drużyny, próba, w której się sprawdzą, jest mniejsza, więc mogą być zarówno pozytywne, jak i negatywne zaskoczenia.
🇵🇱 POLSCY CURLERZY ZOSTAJĄ W ELICIE NA KOLEJNE MISTRZOSTWA ŚWIATA‼️
Już oficjalnie, dwa mecze przed końcem Robin Round możemy ogłosić, że nasi debiutanci zagrają za rok ponownie na Mistrzostwach Świata w curlingu 🥌
Wielkie gratulacje panowie! Brawo Konrad Stych, Krzysztof… pic.twitter.com/6pS9aIzdN7
— Sportowy Rytm Dnia (@SportowyRytm) April 2, 2026
Do Mistrzostw Europy w Ostrawie przystąpicie też z nowym trenerem, Wade’em Scoffinem. Jak układa się Wasza współpraca na początku tej przygody i co ona właściwie zmienia?
Na razie nasza współpraca układa się dobrze. Na pewno jest to bardzo doświadczony trener, który dużo wnosi do zespołu. Jego styl pracy jest zupełnie odmienny od stylu poprzedniego trenera, więc jako drużyna musimy się trochę przestawić, ale jesteśmy dobrej myśli.
Od piłki nożnej do curlingu
Odbiegnę teraz od tematu Mistrzostw Europy i powędruję w dość daleką przeszłość. Z curlingiem jest Pan związany od 2005 roku. Jak w Polsce trafiało się wtedy na curling? Nie była to przecież popularna dyscyplina.
Zdecydowanie nie i chyba dalej nie jest. Może z racji ostatnich Igrzysk Olimpijskich zainteresowanie trochę wzrosło. Zacząłem trenować curling tylko dlatego, że pojawiła się taka możliwość niedaleko mojego domu. Znałem go jednak wcześniej z relacji z Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata, które były pokazywane na Eurosporcie. Tak pojawiło się zainteresowanie tą dyscypliną, a kiedy nadarzyła się okazja, żeby spróbować, to spróbowałem.
Wcześniej był Pan związany z piłką nożną, chociażby z Czarnymi Wałbrzych. Skąd tak drastyczna zmiana z futbolu na curling? To przecież dwa zupełnie inne sporty.
Nie będę ukrywał, byłem zakochany w piłce nożnej. Robiłem też dużo, żeby przy niej być. Ukończyłem studia na AWF-ie, zostałem szkoleniowcem i pracowałem nawet jako trener piłki nożnej. Nie powiem, że się na nią obraziłem, ale curling na pewno stał się dużo ważniejszą częścią mojego życia i teraz to przede wszystkim w nim działam.
Zawsze miałem bardzo szerokie zainteresowania, jeżeli chodzi o sport. O wielu dyscyplinach byłem w stanie coś powiedzieć i wiedziałem, jak wygląda w nich rywalizacja. Piłka nożna była natomiast, powiedzmy, najprostsza do uprawiania w moim mieście i sprawiała mi wtedy dużą frajdę.
Gramy dla Wałbrzycha – to nasze miasto! 🌳 Czarni Wałbrzych 2025/2026! 🔥 Zapraszamy na nasze mecze! ⚽️ pic.twitter.com/nAHexHs6xQ
— Czarni Wałbrzych (@CzarniWalbrzych) April 20, 2026
Piłka nożna wciąż sprawia frajdę, czy to już raczej przeszłość?
Raczej przeszłość. Nie oglądam już nawet meczów reprezentacji. Zdecydowanie bardziej śledzę inne dyscypliny – zimowe, a z letnich na przykład kajakarstwo. Piłka nożna zdecydowanie zniknęła z mojego życia.
Wróćmy w takim razie do curlingu. Skąd, kiedy zaczął Pan trenować, wziął się wybór pozycji, czyli rola leada?
To wyszło trochę niespodziewanie. Pierwszy mecz jako lead zagrałem, wydaje mi się, już podczas Mistrzostw Europy, na które jechałem zgłoszony jako zawodnik grający na pozycji drugiej. Potrzebowaliśmy lepszych otwarć endów, więc przesunięto mnie wtedy na leada i tak już zostało. W sumie gram na tej pozycji od 12 lat.
W piłce nożnej zdarza się, że napastnika przesuwa się na inną pozycję. Skoro Pana – trzymając się piłkarskich porównań – również przesunięto, to na której pozycji gra sprawiała Panu największą frajdę?
To ciekawe pytanie, bo każda pozycja jest trochę specyficzna i charakteryzuje się innymi zagraniami. Ciężko mi na nie odpowiedzieć. Przyzwyczaiłem się do roli leada. Co prawda zagrania na pozycji drugiej, trzeciej czy czwartej są obarczone większą presją psychiczną albo większą różnorodnością.
Myślę jednak, że dość dobrze odnajduję się na swojej pozycji. Wynika to z perfekcjonizmu, który trochę we mnie drzemie, i z chęci zagrania dokładnie w to miejsce, w które mam zagrać. Wydaje się to oczywiste czy proste, bo margines błędu jest większy. Jest on jednak większy tylko pozornie, z racji tego, że w grze jest mniej kamieni.
Odnajduje się Pan na tej pozycji dobrze nawet po tylu latach, ale natrafiłem na rozmowę z Dziennikiem Wałbrzych z 2019 roku, w której przedstawiono Pana jako zawodnika kończącego już karierę. Faktycznie myślał Pan wtedy o zakończeniu tej przygody, czy było to może pewne nieporozumienie?
Nie, ale myślę, że w tamtym okresie faktycznie dużo się działo. Nie pamiętam dokładnie tej rozmowy, ale w 2020 roku, po kwalifikacjach do Mistrzostw Świata, nastąpił rozłam w drużynie, w której graliśmy. Zaszły duże zmiany i tak naprawdę od 2020 roku formowaliśmy już inną drużynę – co prawda w dość podobnym składzie, ale bez kapitana, z którym graliśmy do tej pory. Myślę więc, że mogło to być z tym związane.
Bartosz Łobaza jako działacz, prezes, członek zarządu
Poza funkcjami curlingowymi, do których jeszcze przejdziemy, musi Pan to wszystko łączyć z życiem codziennym, a oprócz pracy dochodzą dalekie wyjazdy. Jak odbija się to na codzienności? Ile ma Pan czasu dla siebie, a na ile plan dnia, tygodnia, miesiąca czy roku jest zmieniany przez curling?
To ciekawe, bo choć pracuję zawodowo i staram się wypełniać obowiązki rodzinne, to z racji funkcjonowania w drużynie i w reprezentacji curling trochę zarządza moim czasem. Tym, jak rozkładają się wolne tygodnie, wyjazdy, zgrupowania, urlopy wypoczynkowe i tego typu rzeczy. Tak naprawdę curling w dużej mierze rządzi tym, jak funkcjonuję.
Od niedawna pełni Pan też nową funkcję – jest Pan członkiem zarządu Polskiej Federacji Klubów Curlingowych. Co skłoniło Pana do wejścia w struktury związku?
Myślę, że jestem osobą, która dobrze odnajduje się w strukturach sportowych. Jeszcze na studiach działałem w AZS-ie Politechniki Wrocławskiej przy organizacji różnego rodzaju wydarzeń i eventów. Dobrze odnajdywałem się w tej roli, założyłem klub w Świdnicy i dobrze odnajdywałem się także w roli prezesa. Sprawia mi to satysfakcję.
Wiem też, że przed Polską Federacją Klubów Curlingowych stoi olbrzymie wyzwanie, jakim jest funkcjonowanie jako polski związek sportowy. Wiem również, że moja prosportowa wizja nie jest w polskim curlingu aż tak powszechna, więc chciałem służyć tam swoją radą i wizją.
Status związku sportowego to świeży temat. Na ile może to zmienić sytuację polskiego curlingu?
Myślę, że może to zmienić sytuację na plus, ale rozpoczęcie funkcjonowania na takim poziomie jak inne związki sportowe będzie przede wszystkim wymagało bardzo dużo pracy i czasu. Musimy tak naprawdę zbudować struktury, systemy wyboru kadry i te szkoleniowe, jeżeli w przyszłości chcemy mieć curlerów.
Proszę Państwa, dziś skończył się koszmar curlingu w Polsce!
Polska Federacj Klubów Curlingowych:
✅ jest pełnoprawnym członkiem @worldcurling
✅ jest Polskim Związkiem Sportowym
✅ jest w rejestrze PZSów @SPORT_GOV_PL
Ogromne podziękowania dla PFKC i wszystkich zaangażowanych! pic.twitter.com/QHFTLnaf5w— Adela Walczak (@AdelaWalczak) February 10, 2026
Wspomniał Pan o klubach, zarówno świdnickim, jak i wałbrzyskim. Skąd wzięła się u Pana potrzeba ich zakładania?
Klub świdnicki powstał naturalnie. Kiedy zacząłem pracować w Świdnicy, postanowiłem prowadzić curling na tutejszym lodowisku. To zresztą na tym lodowisku pierwszy raz spróbowałem curlingu, w 2005 roku, kiedy organizował to jeszcze Karkonoski Klub Curlingowy. Pojawili się ludzie, pojawiło się zainteresowanie, a treningi cieszyły się dużym powodzeniem. Dlatego po roku takiej, powiedzmy, nieustrukturyzowanej działalności powstał klub, który bardzo fajnie się w tym mieście rozwinął. Teraz przy lodowisku jest osobny tor treningowy, więc trzeba przyznać, że przez kilka lat curling w Świdnicy zrobił bardzo duży postęp.
Jeżeli chodzi o wałbrzyski klub, to został on założony przede wszystkim pod naszą drużynę, która jest obecnie reprezentacją Polski. Po to, żebyśmy mogli lepiej funkcjonować w tym świecie curlingowym, pozyskiwać środki i rozliczać się na własnych zasadach.
Wałbrzych ma ten problem, że nie ma własnego toru do gry. Ten Wałbrzych jest w zasadzie tylko z nazwy, czy jest tu w przyszłości perspektywa na coś więcej i na rozwój curlingu?
To już tak naprawdę pytanie do władz miasta. Wiem, że pojawiają się pomysły budowy lodowiska, choć wiem też, że miasto ma aktualnie inne priorytety. Jeżeli lodowisko powstanie, rozwój curlingu jak najbardziej ma szansę. Na razie jednak Wałbrzych jest naprawdę tylko z nazwy.
Muszę natomiast dodać, że w zeszłym sezonie odbyły się pierwsze otwarte treningi w tym mieście, na lodowisku otwartym, więc można było spróbować curlingu w Wałbrzychu.
Wszystko składa się na to, że pełnił Pan funkcję prezesa klubu, a w zasadzie dwóch klubów, teraz jest Pan członkiem zarządu, a do tego jest Pan zawodnikiem. Trudno chyba o szerszy obraz tego, czego potrzebuje polski curling i jak wygląda on na obecnej scenie.
Faktycznie mam dość szeroką perspektywę na to, jak to wygląda. Prezesem dwóch klubów nie mogłem już być, bo zabrania tego ustawa o sporcie. Jestem członkiem wałbrzyskiego klubu, ale wciąż jestem też blisko Świdnicy. Moje spojrzenie na curling rekreacyjny, czyli, jak bym powiedział, kwintesencję curlingu, jest na pewno trochę zaburzone z racji przełożenia priorytetów na curling sportowy. Są więc na pewno luki w moim całościowym spojrzeniu na te „szachy na lodzie”. Myślę jednak, że mam dość szeroką perspektywę.
Od razu dopytam: czy zmiana prezesa w Świdnicy wynikała właśnie z przyczyn prawnych, z tego, że nie mógł Pan łączyć tych dwóch funkcji?
Nie, myślę, że nie. Staram się jeszcze przypomnieć sobie, kiedy dokładnie to było. To był ten sam rok, w którym zakładaliśmy klub, ale zmiana nastąpiła wcześniej i była z góry wiadoma. Chciałem, żeby klub w Świdnicy był zarządzany przez osoby z nim związane. Ja natomiast funkcjonowałem w drużynach reprezentacyjnych, a to coś innego niż curling amatorski. Chciałem więc zostawić sprawy klubu w Świdnicy ludziom stąd, którzy są w stanie patrzeć na nie ze swojej perspektywy.
Jako działacz i zawodnik spotkał Pan na swojej drodze wiele osób. Czy przez te wszystkie lata widzi Pan, jak zmienia się postrzeganie curlingu w naszym kraju? Jak ludzie obecnie reagują na ten sport, faktycznie jest traktowany coraz poważniej?
Nie wiem, czy jest traktowany coraz poważniej. Mam wrażenie, że curling na pewno jest rozpoznawalny. Dużo ludzi go kojarzy i wie, co to jest. Czasami może nie znają nazwy, ale gdzieś to już widzieli i wiedzą, jak to wygląda. Sam curling też zmienił się na przestrzeni lat. Kiedy do niego dołączałem, wciąż dość powszechne było amatorskie podejście. Tymczasem na Mistrzostwach Świata w zeszłym sezonie poza nami prawie wszyscy curlerzy byli zawodowcami i zajmowali się wyłącznie curlingiem. Ten sport cały czas ewoluuje. Nie jest tak, że się nie zmienia, tylko cały czas dynamicznie się rozwija.
Myślę też, że curling jest coraz szerzej znany. Kiedyś była to dyscyplina, która pojawiła się na jednych, drugich igrzyskach, więc wiedza o niej nie była aż tak powszechna. Teraz Igrzysk Olimpijskich z curlingiem było już kilka, więc ta wiedza jest na pewno większa.
Jak Pan wspomniał, mierzycie się z zespołami z krajów, w których curling bywa nawet jednym z głównych sportów i jest w stu procentach profesjonalny. Czy widzi Pan perspektywę głębszego rozwoju w Polsce, tak żeby choć namiastka tego pojawiła się również u nas? Mówię tu o dłuższej perspektywie – dajmy na to pięciu, dziesięciu, może piętnastu lat.
Myślę, że w dłuższej perspektywie jest to nieuniknione. Większość dyscyplin sportowych przechodzi taką profesjonalizację. Nie trzeba daleko szukać przykładów: Zbigniew Bródka, nasz złoty medalista olimpijski, zdobywając medal, cały czas pracował zawodowo. Takich przypadków jest coraz mniej. Moim zdaniem tak samo będzie w curlingu. Prędzej czy później będziemy potrzebowali zawodowych curlerów, którzy będą w stanie rywalizować z najlepszymi.
Rozpoczął się też nowy cykl olimpijski. Zapytam więc o cel na najbliższe cztery lata. Zakładam, że chcielibyście, by ich zwieńczeniem były Igrzyska Olimpijskie.
Na pewno tak, to cel główny. Poczuliśmy przedsmak olimpijskich emocji na turnieju kwalifikacyjnym. Wiemy już, jak to wygląda od środka. Mamy świadomość, że w takim okresie ciężka praca popłaca. Patrzymy na naszych znajomych z reprezentacji Czech, którzy debiutowali na igrzyskach, i chętnie zajmiemy ich miejsce za cztery lata.
Golden. 🥇🇨🇦#Curling #Olympics #MilanoCortina2026 pic.twitter.com/wdCTK9Blcc
— World Curling (@worldcurling) February 21, 2026
Wspominałem wcześniej o rozmowie z dziennikarzem z 2019 roku. Opowiedział Pan o trudnym momencie w tamtym czasie. Jak czuje się Pan obecnie w curlingu i czy zamierza Pan kontynuować karierę zawodniczą przez kolejne sezony?
Na pewno czuję się dużo lepiej. Tworzymy bardzo zgraną drużynę, która dobrze się rozumie. Przeszła już przez wiele trudnych momentów, ale przeżyła też dużo wspaniałych chwil dzięki sukcesom, które osiągaliśmy. Na pewno jeszcze nie zakończyłem gry, wciąż gram. Na razie skupiam się na tym sezonie. Wszyscy czekamy też na to, żeby dłużej popracować z nowym trenerem. Wtedy na pewno będziemy mieli jaśniej zarysowane plany na przyszłość.
W Czechach mówi się, że na trybunach pojawi się rekordowa liczba polskich kibiców. To dodatkowa motywacja?
Zdecydowanie. Bardzo się cieszę, że będę miał możliwość zagrać przed swoją rodziną, która przyjedzie na mecze. Zawsze miło było widzieć polską flagę czy polskich kibiców na trybunach, a skoro tym razem będzie to tak blisko i tak dostępne, to mam nadzieję, że będzie to fajne uczucie.
fot. WCF-Iain Jamieson


