Reprezentacja Polski ponownie nie wywiozła ze Sztokholmu korzystnego rezultatu. Biało-Czerwoni przegrali ze Szwecją, choć przez długie fragmenty spotkania potrafili prezentować się bardzo dobrze w ofensywie. Problemem po raz kolejny okazała się defensywa. Proste błędy w kryciu oraz brak odpowiedniej reakcji przy kolejnych akcjach rywali sprawiły, że dobra postawa z przodu nie wystarczyła.
To kolejny mecz kadry Jana Urbana, w którym można było dostrzec spory potencjał w grze ofensywnej, ale jednocześnie problemy z zabezpieczeniem własnej bramki.
Polska ruszyła do ataku
Początek spotkania nie zapowiadał tego, jak wiele sytuacji ofensywnych stworzą później Biało-Czerwoni. Z czasem Polacy zaczęli jednak coraz odważniej przesuwać się pod pole karne gospodarzy.
Szczególnie aktywna była lewa strona, gdzie Nicola Zalewski często otrzymywał wsparcie od kolegów. W środku pola dobrze wyglądała współpraca Piotra Zielińskiego i Wiktora Nowaka. Szybka wymiana podań pozwalała reprezentacji Polski regularnie przedostawać się w okolice szesnastki Szwedów.
Gospodarze mieli momentami spore problemy z zatrzymaniem naszych zawodników. Viktor Johansson musiał być czujny przy kilku próbach z dystansu. Swoich szans szukali między innymi Zieliński, Matty Cash oraz Mateusz Żukowski.
Brakowało jednak najważniejszego elementu, czyli skutecznego wykończenia.
Szymański dał Polsce prowadzenie
Napór reprezentacji Polski w końcu przyniósł efekt. Biało-Czerwoni przeprowadzili składną akcję, po której futbolówka trafiła do Sebastiana Szymańskiego.
Pomocnik zachował się bardzo dobrze w polu karnym i skierował piłkę do siatki, trafiając przy słupku. Polska objęła prowadzenie, a dobra gra ofensywna wreszcie została wynagrodzona.
Po zdobyciu bramki nasi zawodnicy nadal próbowali atakować. Szwedzi mieli natomiast coraz więcej problemów z utrzymaniem odpowiedniej organizacji w defensywie.
Problemy zaczęły się w obronie
Największym problemem reprezentacji Polski ponownie okazała się gra bez piłki. Przy pierwszej straconej bramce zabrakło odpowiedniego krycia, dzięki czemu Benjamin Nygren mógł z bliska wykończyć akcję po przedłużeniu zagrania przez Victora Lindelöfa.
Kolejne trafienie również obnażyło problemy Biało-Czerwonych. Yasin Ayari znalazł przestrzeń, wykorzystał indywidualną akcję i oddał precyzyjne uderzenie przy słupku.
W tej sytuacji polscy zawodnicy nie zdołali odpowiednio szybko ograniczyć mu miejsca. Szwed wykorzystał to bezlitośnie.
Trzecia bramka zamknęła drogę do korzystnego wyniku
Przy kolejnym trafieniu gospodarzy ponownie zabrakło odpowiedniej komunikacji w polskiej defensywie. Victor Gyökeres znalazł się w dogodnej pozycji po dośrodkowaniu Patrika Wålemarka i miał wystarczająco dużo miejsca, aby zakończyć akcję.
Polacy nie zdołali odpowiednio zabezpieczyć strefy przed własną bramką. Każdy kolejny błąd oznaczał coraz większe problemy z odrobieniem strat.
Ofensywa była obiecująca, ale to nie wystarczyło
Mimo porażki trudno całkowicie przekreślić ofensywną postawę reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni przez długie fragmenty potrafili szybko wymieniać piłkę, wykorzystywać wolne przestrzenie i tworzyć zagrożenie pod bramką rywala.
Problem w tym, że dobra gra w ataku nie może całkowicie przykryć błędów po drugiej stronie boiska. Polska po raz kolejny straciła bramki po sytuacjach, w których można było lepiej zareagować.
Dla Jana Urbana to kolejny materiał do analizy. Reprezentacja pokazała, że potrafi kreować sytuacje i prowadzić grę, ale jednocześnie nadal musi poprawić organizację defensywy.
Wynik pozostaje najważniejszy, a pod tym względem wyprawa do Sztokholmu ponownie zakończyła się dla Biało-Czerwonych niepowodzeniem.
Fot: Kazimierz Koper/Ball Raw Images
Autor: Maciej Stasiewski


